sukces2

Moje życie nie składa się z samych sukcesów. Było ich parę, szczególnie cenię sobie te związane z rodziną, sportem, ale także zawodowe związane z założeniem firmy i blogiem. Każdy, nawet najmniejszy sukces jest dla mnie ważny. Czasem jest to coś niedużego, jak chociażby ostatni webinar, który był dla mnie sporym wyzwaniem, a czasem coś bardziej poważnego, jak udana blogowa współpraca. Nie zawsze wynik jest sukcesem, ale droga, którą muszę pokonać, by dojść do upragnionego celu. Niejednokrotnie wymaga ode mnie poświęceń, przełamywania oporów, wychodzenia ze strefy komfortu, a nawet rzucania się w nieznane. Wiem jednak, że gdy podejmę wyzwanie, zawsze wyniknie z tego coś dobrego.

 

Często jest tak, że największą przeszkodą na drodze do osiągnięcia celu, jesteśmy my sami. Przestajemy wierzyć we własne siły, wydaje nam się, że się do czegoś nie nadajemy, ktoś inny zrobiłby to lepiej, brak nam umiejętności. Chcielibyśmy zrobić coś perfekcyjnie, a potem gdy napotykamy pierwszą przeszkodę, szybko się poddajemy i utwierdzamy w przekonaniu, że zadanie nas przerosło. Gdy próbowałam sobie przypomnieć czy kiedykolwiek żałowałam podjętego wyzwania, nie mogłam nic takiego znaleźć. Każda próba, nawet jeśli nie zakończyła się powodzeniem, nauczyła mnie czegoś nowego.  Największe przeszkody na drodze do sukcesu nie są związane z czynnikami zewnętrznymi, ale siedzą gdzieś głęboko w nas. Nadmierny perfekcjonizm, strach przed zmianami, czy porównywanie się z innymi, skutecznie podcinają nam skrzydła. Zauważyłam jednak, że istnieją czynniki, które pomagają je przezwyciężać.

 

 

Ufam swojej intuicji

 

Gdy dowiaduję się o nowym wyzwaniu, zazwyczaj już w ciągu paru sekund jestem gotowa podjąć decyzję. Intuicja szybko podpowiada mi, czy to jest dla mnie dobre, czy lepiej zrezygnować. Za każdym razem, gdy jej posłucham, oszczędzam czas na roztrząsanie za i przeciw i wymyślanie miliona powodów, dla których powinnam odpuścić. Im dłużej się zastanawiam, tym trudniej podjąć decyzję. Wmawiam sobie, że jeszcze jest czas, zdążę, może następnym razem się zdecyduję. Tylko, że następnym razem przechodzę dokładnie przez te same dylematy. Jeśli szybko podejmę decyzję, zaczynam od razu działać, by sprostać zadaniu i wypaść jak najlepiej. Intuicja jest dobrym doradcą, jeszcze nigdy mnie nie zawiodła.

 

Podejmuję decyzję i już się nie cofam

 

Mówi się, że lepiej dokonać złego wyboru, niż żadnego. Jeśli już podejmę decyzję, nie cofam się i nie zmieniam zdania. Tak było na przykład z założeniem bloga. Długo wahałam się czy powinnam to zrobić, odkładałam decyzję w nieskończoność, aż w końcu pewnego dnia postanowiłam, że spróbuję. I tak prowadzę Kameralną już czwarty rok. Niektóre decyzje wymagają od nas głębszego zastanowienia i czasem nie warto ich podejmować pochopnie, mogą wymagać konsultacji ze specjalistą, ale zazwyczaj tak nie jest. Przeważnie mamy wystarczające dane by samodzielnie ją podjąć. Im szybciej to zrobimy, tym lepiej. W większości przypadków decyzja jest już w nas i potrzebujemy jedynie odrobiny odwagi.

 

Wierzę w siebie i swoje pomysły

 

Gdybym podważała każdy mój pomysł, który powstał w ciągu tych lat prowadzenia bloga, Kameralna przestałaby istnieć już w pierwszym miesiącu. Gdybym posłuchała swojego wewnętrznego krytyka, nigdy nie osiągnęłabym sukcesu w sporcie. Zawsze powtarzałam sobie, że skoro ktoś potrafi coś zrobić, dlaczego ja mam tego nie dokonać. Każdy z nas ma swoje talenty, które powinien wykorzystywać. Sam talent jednak nie wystarczy, ważna, a może nawet ważniejsza jest praca. Gdy mam gorszy dzień i wydaje mi się, że wszystko jest pozbawione sensu, a moje wysiłki do niczego nie prowadzą, na ratunek przychodzą mi bliscy. Wspierają dobrym słowem, podnoszą na duchu i zachęcają do dalszych działań. Na drugi dzień, wszystko znowu wygląda dobrze. Lepiej zrealizować pomysł, który się nie uda, niż żałować że się nie spróbowało.

 

sukces3

Traktuję porażki, jako lekcje życiowe

 

To byłoby piękne, gdyby porażki nigdy nie powodowały zawodu. Pamiętam, że w sporcie każdą porażkę przeżywałam dłużej niż sukces, ale tak naprawdę to one uczyły mnie więcej. Zawsze po przegranej walce analizowałam ją pod kątem popełnionych błędów i dzięki temu miałam materiał do przetrenowania na treningu. Następnym razem, gdy walczyłam z tą samą przeciwniczką, wyciągałam wnioski z poprzedniej walki i wygrywałam. Jest takie powiedzenie, że nie myli się tylko ten, co nic nie robi. Niepowodzenia są wpisane w nasze życie i warto potraktować je jako lekcje, które mogą przynieść nam dużą korzyść.

 

Skupiam się na czynności, a nie na wyniku

 

Gdy zaczynam myśleć o wyniku, jestem już spalona w przedbiegach. Adam Małysz skupiał się na tym, by oddać jak najlepszy skok. Gdy mam przed sobą stresujące zadanie, na przykład wystąpienie publiczne, staram się do niego jak najlepiej przygotować odpychając od siebie myśli, o tym jak wypadnę. Jestem zwolenniczką stawiania drobnych kroków na drodze do sukcesu. Wyznaczania sobie mniejszych celów i realizowania ich krok po kroku, tak by w końcu dojść do tego większego. Pokonywanie etapów już samo w sobie napędza do działania. To tak jak z naszymi obawami. Jeśli czegoś się boimy, na przykład paraliżują nas wystąpienia publiczne, warto zacząć oswajać się z trudną sytuacją poprzez udział w mniejszych, bardziej kameralnych spotkaniach. Dzięki temu nabierzemy większej śmiałości i pewności, gdy przyjdzie nam stanąć przed większą widownią.

 

Jestem pozytywna

 

Gdy zaczęłam pisać ten punkt, pomyślałam sobie, że przecież zdarzają mi się gorsze chwile, w których wcale nie mam ochoty na bycie pozytywną. Jeśli istnieje jakiś czarny scenariusz to ja na pewno już go przeczytałam. Często doszukuję się drugiego dna w wydarzeniach, które go nie mają, no i ogólnie jestem typem osoby, która MUSI pracować nad swoim nastawieniem do życia. Ten punkt jest jednak dla mnie niezwykle istotny, bo tak naprawdę, codziennie podejmuję ten trud, by przeżyć dzień pozytywnie, dostrzegać małe szczęścia, być tu i teraz.  Trening czyni mistrza, dlatego staram się na przekór sobie, swoim myślom uśmiechać się częściej i wypowiadać tylko pozytywne myśli, ignorując te negatywne. Z czasem pojawiają się rzadziej, a my nabieramy większej pewności siebie. Na tym to polega. Z pozytywnym nastawieniem nawet trudności są łatwiejsze do przejścia, a my uczymy się zauważać przede wszystkim to co dobre i chętniej podejmujemy różnego rodzaju wyzwania.

 

 

Czy Wy też bywacie swoją największą przeszkodą na drodze do sukcesu? Jak sobie z tym radzicie? Zastanawia mnie, czy znacie jakieś skuteczne sposoby by powstrzymać swojego wewnętrznego krytyka. Dajcie znać!

 

Zapisz się na Kameralny Newsletter i odbierz darmowy e-book – Jak pozycjonować bloga? :)

Share on Facebook3Share on Google+2Tweet about this on TwitterPin on Pinterest0