szustak-plaster-miodu2

Czytam „Plaster Miodu” o. Adama Szustaka. To takie moje małe, duchowe przygotowanie do Świąt Bożego Narodzenia. Oprócz pierniczków, umytych okien, wypranych firan i pierogów, chcę przygotować także swoją duszę na przyjście Jezusa Chrystusa. Pragnę by narodził się w moim sercu, bym mogła kroczyć jego drogą, by był centrum mojego życia. Bo jeśli wpuszczę Boga do mojego domu, małżeństwa, rodzicielstwa, pracy, wtedy wszystko poukłada się tak, jak powinno. W moim sercu nastanie spokój i radość, której nic innego nie jest w stanie mi dać. Żadne dobra materialne, podróże, sukces zawodowy nie dadzą mi szczęścia. Bez Boga, zawsze będzie panowała w nim jakaś pustka.

 

Dlatego chcę przeżyć, a nie przetrwać te święta, jak to niejednokrotnie bywało. Wszystko było dopięte na ostatni guzik – sprzątnięte i udekorowane mieszkanie, smaczne potrawy, elegancki strój, spotkanie z najbliższymi, nastrojowe kolędy, opłatek, ale jakiś niepokój, pośpiech i podenerwowanie nie pozwalało mi usiąść przy wigilijnym stole i zatopić się w chwili. Bo w biegu świątecznych przygotowań zabrakło chwili refleksji, czasu dla Boga. W tym roku jest inaczej. Do świąt zostały jeszcze dwa tygodnie, a ja czuję, że wszystko jest gotowe. Nie dlatego, że mam wysprzątane mieszkanie, zrobione zakupy, przygotowane prezenty, ale dlatego że na pierwszym miejscu postawiłam Boga. Czuję, że On przygotowuje mnie na swoje przyjście. Reszta, choć ważna, liczy się mniej!

 

Czytam więc sobie Szustaka i nagle trafiają do mnie takie słowa:

Jeśli chcesz kogoś wydobyć ze smutku, a szczególnie siebie – idź i służ. Idź i kochaj.

 

Doznałam olśnienia! Treść tego zdania jest kluczem do szczęścia. Bo przecież Jezus nie przyszedł na świat, by królować, by jemu się kłaniano i podawano, ale po to by służyć. Bóg uniżył się by służyć człowiekowi, obmywać mu stopy, uzdrawiać, nauczać, prowadzić, a na końcu umrzeć, by go zbawić. I jeśli, choć w ułamku będziemy go naśladować, pomagając i czyniąc bezinteresowne dobro dla innych ludzi, odnajdziemy spełnienie i szczęście. Nie musimy nagle stawać się wolontariuszami w organizacjach charytatywnych, możemy czynić dobro wokół siebie. W życiu, które prowadzimy, wśród ludzi, których spotykamy na co dzień.

 

plaster-miodu-a-szustak

Służba, czyli czynienie dobra

 

Jeśli chcemy mieć w sobie tę Bożą radość i łaskę, musimy nauczyć się służyć innym. Mówi się że praca jest lekarstwem na całe zło. Pisałam Wam kiedyś, że dla mnie receptą na niemoc jest radykalna zmiana. Trzeba wstać, ruszyć z miejsca i zacząć robić coś zgoła innego od tego, co robiliśmy wcześniej. Niech to będzie sprzątanie, gotowanie, ćwiczenia fizyczne albo taniec, coś co pomoże nam się wyłączyć, wyciszy gonitwę myśli, wybije nas z rytmu. Nagle za sprawą wysiłku fizycznego zaczną wytwarzać się endorfiny i będziemy mieli poczucie, że zrobiliśmy coś dobrego dla siebie. Teraz dołożyłabym do tego zrobienie czegoś dobrego dla drugiego człowieka. Niech to będzie przygotowanie śniadania dla całej rodziny, pozmywanie naczyń, pomimo, że to nie nasza kolej, upieczenie ciasta na Wigilię, którą spędzamy jako goście, to będzie miły gest dla gospodarzy. Cokolwiek, co sprawi drugiemu człowiekowi radość. Bo dzięki czynieniu dobra dla innych, sami jesteśmy jego częścią. Do nas to dobro też dociera. I pamiętajcie nigdy nie jest za późno by to zrobić.

 

Miłość

 

Ojciec Adam Szustak pisze nie tylko o służeniu, ale także miłości. Jedno wypływa z drugiego, bo przecież jeśli kogoś kochamy, chcemy tej osobie pomagać i sprawiać radość. Czasem jednak do głosu dochodzą kalkulacje – Bo za dużo daję, a nie otrzymuję nic w zamian. Bóg kocha nas bezwarunkowo i bezinteresownie. Bez względu na to, czy coś dla Niego robimy, czy zupełnie się od Niego odwracamy, zawsze czeka z otwartymi ramionami. Nie czekajmy na miłość drugiego człowieka, zacznijmy od siebie. Zacznijmy okazywać ją naszym bliskim i dalszym, a nawet obcym ludziom. Jeśli chcielibyśmy w naszym małżeństwie więcej czułości i bliskości, okażmy ją mężowi, żonie. Jeśli chcemy by dzieci poświęcały nam więcej uwagi, poświęćmy im więcej troski i zacznijmy ich słuchać. Nie czekajmy aż coś się samo zmieni, zacznijmy zmieniać siebie.

 

Święta Bożego Narodzenia, Adwent są takim idealnym czasem, by tego dokonać. Zacząć pracować nad duchową stroną naszego życia, dostrzegać to co w nim jest najważniejsze, nie tracić czasu na kłótnie i nerwy, a jeśli już do nich dojdzie szybko wyciągać rękę na zgodę, nie patrzeć na to, kto zawinił. Nie odkładajmy życia na jutro. Jutro jest niepewne, zróbmy już dzisiaj to, co chcielibyśmy zrobić dla innych.

 

Zapisz się na Kameralny Newsletter i zyskaj dostęp do dodatkowych materiałów i treści. Dołącz do grupy, by wspólnie inspirować się do życia w rytmie slow.

Zapraszam Cię także na mój Fan Page na Facebooku oraz Instagram, gdzie wrzucam różne anegdotki z życia i niepublikowane wcześniej zdjęcia :)