fbpx

Jak bluza Nike stała się symbolem rzeczy wyjątkowych?

by Dorota Zalepa
48 komentarzy

Pamiętam jak będąc jeszcze nastoletnią dziewczyną, kupiłam sobie sportową bluzę Nike. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że kupiłam ją za moje pierwsze, zarobione na sporcie, pieniądze. Była droga, miękka i bardzo przyjemna w dotyku. W beżowym kolorze, z dekoltem w serek. Po prostu prześliczna. Stała się moją ulubioną bluzą sportową. W tym czasie idąc na zakupy raczej kierowałam swoje kroki do sportowych sklepów, aniżeli H&M-u czy Zary (z resztą nie było ich wtedy w Olsztynie).

 

Nie nosiłam jej na co dzień, nie zakładałam jej do biegania, na trening, nawet na spacer z psem. Wyjazdy zagraniczne były odpowiednie, by w końcu wskoczyć w ulubioną bluzę. Kilka razy w roku. Bardzo pilnowałam by jej gdzieś nie zaciągnąć, dobrze ją wyprać i równiutko złożyć do szafy. Przyniosło to spodziewany efekt, bo bluza przez wiele lat była w nienagannym stanie. Aż do momentu, gdy nagle otworzyłam szafę, spojrzałam na nią, przymierzyłam i przestałam ją lubić. Już do mnie nie pasowała. Wydoroślałam, zmieniłam upodobania, zaczęłam nosić się mniej sportowo. Zniknęła z mojego życia, zanim zdążyłam się nią nacieszyć.

 

Przytaczam Wam tę historię nie bez powodu. Świetnie pokazuje, że oszczędzanie rzeczy na „wyjątkowe okazje” nie ma sensu , bo tych okazji może być tak mało, że nie zdążymy nawet wykorzystać ich w pełni. Moja bluza zasługiwała na więcej, na noszenie w zwykłe dni, po domu, na spacer, trening… Zasługiwała na to by być znoszona, a nie niczym eksponat muzealny leżeć w szafie, na półce z rzeczami nieużywanymi.

 

Sukienka kupiona na wesele znajomych, skórzane szpilki pasujące do kreacji sylwestrowej, elegancki serwis obiadowy i piękna biżuteria czekają na święta, przyjęcie weselne, obiad z rodzicami. Szkoda ich do codziennego użytku. Mogą się przecież zniszczyć, ubrudzić, potłuc, albo zniekształcić po kolejnym praniu. Cierpliwie czekają na swój dzień, który długo nie nadchodzi, więc kurzą się i znikają z mojej pamięci, by niespodziewanie zostać odkryte podczas generalnych porządków.

 

A gdyby tak nie czekać i piękną, jedwabną sukienkę zakładać na spacer po mieście, do pracy, do kina, a z serwisu korzystać każdego dnia? Cieszyć się tymi rzeczami, zużywać je, nawet jeśli miałyby się zniszczyć. Przynajmniej mamy wtedy pewność, że zostały wykorzystane w pełni. Temat korzystania z rzeczy wyjątkowych tylko od święta pojawił się u mnie już wiele lat temu, właśnie wtedy gdy pozbywałam się mojej ulubionej bluzy. Stała się ona takim symbolem rzeczy wyjątkowych, które przez bezmyślne oszczędzanie zwyczajnie zmarnowałam. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu z Was ta bluza nie jest żadnym unikatem, dla mnie teraz już też nie, ale wtedy była. Pamiętam do dziś jakie uczucia we mnie wzbudzała.

 

Temat jak bumerang wraca do mnie przy okazji różnych świąt, wesel znajomych, gości, dla których wyjmuję serwis obiadowy. Mimo to, podświadomie nadal dzielę rzeczy na te codziennego użytku i od święta i nadal staram się oszczędzać te wyjątkowe. Zdaję sobie z tego sprawę i staram się walczyć ze swoimi nawykami. Coraz częściej wyjmuję elegancki serwis, noszę biżuterię, i ubrania przeznaczone tylko na święta.

 

Jestem ciekawa, czy Wy też macie takie rzeczy, których używacie tylko od święta, bo obawiacie się, że się zniszczą? Ubrania, które kupiliście na wesele znajomych i wiszą w szafie, czekając na kolejną okazję, a może piękną biżuterię, porcelanowy serwis, buty? Koniecznie dajcie znać.

 

 

Cały czas możecie śledzić bloga na Bloglovin, dołączyć do mnie na Facebooku lub Instagramie, a jeśli chcielibyście utrzymywać ze mną bardziej prywatny kontakt, zapiszcie się do Kameralnego Newslettera.

 

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




48 komentarzy

BlingAlley 27 sierpnia 2014 - 10:26

Sama uciekam trochę od kupowania rzeczy wyjątkowych, właśnie z obawy, że nie będę z nich korzystać ze względu na ich wyjątkowość i często ze względu na wyższą cenę. Zdecydowanie wolę kupić rzeczy fajne, których jednak nie będzie mi aż tak szkoda podczas codziennego użytkowania.

Odpowiedz
Dorota 27 sierpnia 2014 - 11:19

Ja z kolei staram się nie kupować typowo weselnych, sylwestrowych kreacji, które potem wiszą w szafie. Wybieram takie, które założę także na inne okazje. Ale i tak mam manię oszczędzania tych lepszych gatunkowo i droższych sukienek.

Odpowiedz
Agnieszka 27 sierpnia 2014 - 10:36

u mnie przełomowy moment, a raczej zmiana myślenia nastąpiła z chwilą odnalezienia po wielu latach złotych pierścionków z I Komunii Świętej… dostałam ich aż 6 i tak sobie przeleżały długie lata, schowane na dnie szafy, bo czekały na wyjątkową okazję, by je założyć i niestety się nie doczekały nigdy…gdy sobie o nich przypomniałam rok temu to najzwyczajniej w świecie stwierdziłam, że mi się nie podobają i nigdy ich nie założę. Postanowiłam je sprzedać w punkcie skupu złota i za otrzymane pieniądze kupiłam elegancki a zarazem skromny komplet z białego złota (żółte złoto nigdy nie było w moim guście), który postanowiłam nosić na co dzień do pracy, a nie od wielkiego dzwonu. Podobnie podchodzę teraz do pozostałych rzeczy na tzw. wielkie okazje. :)

Odpowiedz
Dorota 27 sierpnia 2014 - 11:23

To ja tak odnalazłam bransoletkę z trzech rodzajów złota, przywiezioną przez rodziców bodajże z Egiptu, której nie nosiłam przez lata, a teraz się z nią nie rozstaję. Jest delikatna, cieniutka i pasuje do wszystkiego.

Odpowiedz
Baba Jedna 27 sierpnia 2014 - 10:54

Oj zawsze walczyłam z rodzicielką o rzeczy na tzw lepszą okazję. Sama absolutnie nie uznaję takiego oszczędzania :) Mam jedynie komplet sztućców srebrnych, które wyjmuję na wszystkie święta – to tradycja rodzinna od pokoleń i niech już im będzie ;)

Odpowiedz
Ilona 27 sierpnia 2014 - 11:01

Mam takie rzeczy.
Jest to i biżuteria , która ma wartość sentymentalną. Pamiątki po i od babci, ojca czy mamy.
Są to również filiżanki, których wartość jest nie tylko sentymentalna ale stanowią pewien unikat. Nie korzystam – ale ciągle mam na oku ;-)
I są to ubrania (raptem kilka sztuk). Są klasyką samą w sobie. W dobie sieciówek i marnych ubrań te są przykładem doskonałości.
Zdarza mi się zakładać je gdy się chcę poczuć wyjątkowo.
Mam też jednorazowe kreacje sylwestrowo-komunijno-weselno -kościelne. Gdy w ciągu roku nie założę po raz drugi – oddaję innym. Zawsze ktoś je przygarnia.

Odpowiedz
Dorota 27 sierpnia 2014 - 11:27

Dlatego staram się nie kupować kreacji sylwestrowo-komunijno-weselno-kościelnych. nawet na swój ślub chciałam kupić zwyczajną białą sukienkę, ale jak przymierzyłam taką elegancką hiszpańską suknię z odkrytymi ramionami przepadłam. Musiałam ją mieć.

Odpowiedz
anoriell 27 sierpnia 2014 - 11:16

Niesamowicie denerwuje mnie podejście mojej babci/mamy z używaniem serwisu obiadowego tylko na największe święta i – trzeba podkreślić – tylko wtedy, gdy do domu przychodzą goście „z zewnątrz” bo nasza szóstka to wciąż nie wystarczający powód do używania porcelany.

Albo kryształy. O matko! Stoi ich wszędzie pełno, ale absolutnie nie wolno dotknąć, bo się potrzaskają. Na co kupowali dwa zestawy kryształowych kieliszków do wina jak nigdy nie mieli zamiaru ich używać? Kilka lat temu zrobiłam o to awanturę i o dziwo czasami nawet widzę je w użyciu…

Sama łapię się na tym, że mam talerzyki do kanapek na szybko i dla gości, ale dochodzę do wniosku, że to tak samo jak z ubraniami… Nie smaży się przecież kotletów w kaszmirowym sweterku.

No więc tak! Mam dwa zestawy talerzyków, ale sąsiedzi wpadający na kawę są już dostatecznym powodem żeby użyć tych odświętnych – nie czekam na odwiedziny królowej.

Odpowiedz
Dorota 27 sierpnia 2014 - 11:33

U mnie w domu też były serwisy dla gości i sztućce w walizce, ale mama wyjmowała je także dla nas :)
No tak, do smażenia kotletów przydają się dresy i stare T-shirty.

Odpowiedz
dancewiththecamera 27 sierpnia 2014 - 11:59

No niestety, ale problem poruszony w tym wpisie jest moją zmorą. Mam takie rzeczy, które bardzo lubię, bardzo mi się podobają i staram się je oszczędzać, żeby się szybko nie zniszczyły. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest dobre podejście, wręcz bezsensowne, ale nie do końca potrafię coś z tym zrobić. Trochę udało mi się to zmienić, ale jeszcze nie do końca.

Odpowiedz
Jola 27 sierpnia 2014 - 13:46

Doroto,Ty miałaś bluzę a ja buty.Jako nastolatka zaprawcowałam sobie na nie,kupiłam ,oszczędzałam i nie nosiłam ich i ,,stopa mi urosła!!były za małe!! nawet parę razy trakie przyciasne włożyłam mówiąc”skad-są dobre,może tylko tak wyglądają jak za małe”,,śmiać mi się teraz chce,dlatego jak coś kupuję dzieciom ,to mają to nosić używać a nie trzymać aby zawsze wyglądało jak nowe.pozdr Jola

Odpowiedz
Dorota 27 sierpnia 2014 - 14:46

Ja wciąż dzielę dziecku ubrania i buty na niedzielne, szkolne i podwórkowe, a potem dzieje się tak jak z Twoimi butami. Tylko że mój synek jak założy lepsze buty na dwór, to po paru wyjściach wyglądają tak samo jak te do szargania.
I tak źle, i tak niedobrze!

Odpowiedz
Karolina 27 sierpnia 2014 - 16:41

Pewnie, że mam w szafie ciuchy tylko jednego użytku. Raczej nie dlatego, że się zniszczą, ale nie mam ich gdzie ubrać. Przecież w kiecce z wesela nie pójdę do pracy, a dwa lata później fason już nie będzie modny więc drugi raz jej nie ubiorę. Druga kwestia to wygoda. W innych aspektach raczej nie kupuję rzeczy, których bym nie używała.

Odpowiedz
Dorota 27 sierpnia 2014 - 16:47

Dlatego ja staram się kupować sukienki weselne, które nadają się też na inne okazje, chociażby święta, kolację w restauracji czy nawet wyjście ze znajomymi na obiad. Wystarczy zmienić dodatki, buty i już staje się mniej oficjalna. Strasznie nie lubię kupować takich jednorazówek.

Odpowiedz
Karola Franieczek 27 sierpnia 2014 - 17:21

Zawsze było mi szkoda używać rzeczy wyjątkowych/droższych na co dzień właśnie z tych powodów, które przytoczyłaś. Właściwie do tej pory mam ten problem, choć teraz staram się to wszystko wypośrodkować i jak coś kupuję, to musi to być rzecz, która będzie dla mnie na każdą okazję, która będzie równie mocno cieszyć, nie powodując przy tym strachu, że się szybko zniszczy, czy zużyje.

Odpowiedz
Anna Tabak 27 sierpnia 2014 - 20:52

Chyba każdy z nas ma takie rzeczy. Z jednej strony dobrze, bo dzięki nim bardziej doceniamy te wyjątkowe chwile, czekamy na nie, celebrujemy… a z drugiej – przecież każdy dzień jest wyjątkowy :)

Odpowiedz
pięknie jest żyć 27 sierpnia 2014 - 21:25

Każdy kij ma dwa końce. Z jednej strony się zgodzę, warto korzystać z tego co mamy tu i teraz.
Ale… rzecz wyjątkowa używana na co dzień stanie się powszechna. Straci na swojej wyjątkowości i spowszednieje. Bo czy ta bluza używana na co dzień dalej byłaby taka wyjątkowa, miała takie znaczenie? A tak była symbolem.

Myślę, że warto mieć jednak swoje perełki. Biżuteria ubierana na specjalne okazje, sukienka ubrana raz w życiu (i co z tego, cieszy mnie nawet jak patrzę na nią wiszącą w szafie), kopertówka za cenę, której mogłabym kupić trzy inne, ale której nie wezmę przecież do pracy bo to kopertówka wieczorowa, trudno, leży i czeka na swoje okazje. Ale jest ze mną.

W mojej ocenie są rzeczy piękne i użytkowe oraz piękne i nieużytkowe, ale wszystkie mają swój sens.

Odpowiedz
Dorota 28 sierpnia 2014 - 10:17

Jeśli chodzi o bluzę to miałam poczucie straty, właśnie dlatego, że tak bardzo ją oszczędzałam i nie zdążyłam się nią nacieszyć. A przecież należała do rzeczy bardzo użytkowych. Co z tego, że leżała w szafie i mogłam na nią popatrzeć, jeśli nie miałam odwagi jej założyć, bo obawiałam się, że się zniszczy.
Nie chodzi o to by nie mieć tych „perełek”, pięknej sukni, kopertówki, porcelany. Jestem jak najbardziej za tym by posiadać unikatowe rzeczy. Chodzi głównie o to, by nie obawiać się z nich korzystać, wtedy kiedy nadarza się okazja, lub zwyczajnie kiedy mamy na to ochotę.

Odpowiedz
Mari 27 sierpnia 2014 - 22:37

A ja myślę, że jest trochę tak jak piszesz. A trochę inaczej. Bo pomyśl jak fantastycznie się czułaś ubierając tę bluzę. Jak smakuje kawa z wyjątkowego kubka. Czasami nie warto codziennie jeść ciastka.

Odpowiedz
Aggie 27 sierpnia 2014 - 23:20

Pamiętam, że jako dziecko czy nastolatka miałam mnóstwo takich rzeczy ,,od święta ” bo mama nie pozwalała ich używać na co dzień. Strasznie mnie to wykurzało więc jako osoba dorosła nie mam tego problemu. Zarówno jeśli chodzi o rzeczy domowe czy ubrania. Nawet córce nie zabraniam nosić ,,niedzielnej” sukienki na co dzień bo niech się dziecko nacieszy zanim wyrośnie :)

Odpowiedz
Dorota 28 sierpnia 2014 - 10:20

Muszę to wprowadzać także u siebie, bo mój synek wciąż „niedzielne” ubrania nosi od święta.

Odpowiedz
Beata 28 sierpnia 2014 - 00:04

Znam to, sa rzeczy, ktore oszczędzałam, a potem przestały cieszyc, albo z nich po prostu wyrosłam. Fajny temat – daje do myslenia. Pozdrawiam Beata

Odpowiedz
wenus-lifestyle 28 sierpnia 2014 - 11:00

Szczerze przyznam, że masz wiele racji ;) Co do eleganckich sukienek to staram się je wykorzystać do maksimum :D Czasami zakładam taką do pracy, a w tej w której ostatnio byłam na weselu zamierzam pójść do teatru :D Do pracy nie pasuje :P
Jeśli chodzi o biżuterie to oszczędzam ją głównie w zimie, nie chcę żeby się zgubiła – rękawiczki mogą zdjąć się razem z pierścionkiem (uwierz, znalazłam już ich kilka w moim młodym życiu :D), a naszyjnik może się zaplątać w szalik. Oczywiście nie oznacza to, że kompletnie jej nie używam w zimie, po prostu jest to nieco rzadziej niż w innych porach roku :D

Odpowiedz
Dorota 28 sierpnia 2014 - 11:14

Odchodząc od tematu, widziałam Twoją stylizację na wesele, wyglądałaś prześlicznie i już pisałam Ci, że zazdroszczę Ci tych pięknych, długich włosów :)

Odpowiedz
Agata Muszyńska 28 sierpnia 2014 - 11:17

Przez długi czas chorowałam na takie podejście jeśli chodzi o perfumy. Aż dotarło do mnie, że przecież mogę sobie kupić kolejny flakonik za jakiś czas, więc naprawdę nie ma sensu ich oszczędzać. Czuję się bardziej wyjątkowo, kiedy się nimi spryskam i nie chodzi o to, że teraz używam ich na co dzień. Musi być balans – trochę poszerzyłam te „wyjątkowe okazje”, ale wciąż nie do codzienności. ; ))

Odpowiedz
RedRose 28 sierpnia 2014 - 11:21

Ja wcześniej robiłam tak jak Ty, ale od jakiegoś czasu nie ma dla mnie rzeczy „od święta”. Życie jest za krótkie, i czasem może nam nie być dane cieszyć się tym co jest na specjalne okazje.

Odpowiedz
Ania R 28 sierpnia 2014 - 11:39

Wlasnie jesli chodzi o serwis,rok temu zmieniajac mieszkanie postanowilam iz serwis na specjalna okazje( czyli swieta ktore i tak spedzam w Polsce) , ktory kupilam 4 lata temu oraz talerze „rodzinne” meza ,ktore maja okolo 200 lat bede uzywala na codzien! Szkoda trzymac takie piekne rzeczy w szafie, jaki to ma sens.

Odpowiedz
Dorota 28 sierpnia 2014 - 11:45

Talerze, które mają 200 lat? To musi być coś! Chciałabym je zobaczyć.

Odpowiedz
Ania R 28 sierpnia 2014 - 12:54

Hmm, ale jak?

Odpowiedz
Dorota 28 sierpnia 2014 - 13:51

Może podeślij mi fotkę :) Albo jak będę kiedyś we Francji, to zobaczę osobiście :)

Odpowiedz
Ania R 28 sierpnia 2014 - 11:44

2 lata temu kupilam sliczna rozowa sukienke na slub przyjaciolki. Oczywiscie szkoda mi jej nienosic wiec zalozylam na inny slub z innymi ludzmi, na kolacje , na male wyjscie. To co zmienilam to buty, na zwyklejsza okazje zalozylam mniejszy obcas,nielakierowane a na jeszcze inna z czarnymi balerynkami- skromniej i tez ladnie.

Odpowiedz
Patrycja 28 sierpnia 2014 - 13:44

Uwielbiam takie teksty! Dają do myślenia i są dwuwymiarowe. Z jednej strony wiesz, że chodzi o rzeczy materialne, z drugiej odnosisz to także do swoich relacji z otoczeniem.

Odpowiedz
MAGASHION.PL 28 sierpnia 2014 - 14:39

Piękna ta filiżanka <3

Odpowiedz
KOLORowanka 28 sierpnia 2014 - 15:07

Oj i ja mam swoją bluzkę :) Speed. Czarna na dole, od góry zielona z mini znaczkiem tej firmy. Kosztowała masę kasy…ale zakupiłam ją na wyjeździe, gdy ręczną trenowałam. W Niemczech. Uwielbiałam ją. Nadal ją uwielbiam. Jednak czerń już wyblakła. Ale jakość materiału-idealna :D Wiele wspomnień, miłych wspomnień z tym mam. Tym bardziej, że za swoje i w takim okresie ważnych decyzji :)

Odpowiedz
Home on the Hill 28 sierpnia 2014 - 15:39

Też jestem zdania, że piękne rzeczy powinniśmy używać na co dzień, tak aby każdego dnia mogły nas cieszyć. Rzeczy wyjątkowe i tak takie pozostaną, nawet jeżeli będziemy po nie często sięgać, z nich korzystać… Nie mam w domu właściwie jakiś przedmiotów, ubrań tylko i wyłącznie na wyjątkowe okazje… Nawet porcelanę, którą zbieram używamy na co dzień bo przecież po to jest aby nas cieszyła, a nie kurzyła się tylko za szybą w kredensie… Pozdrawiam ciepło:)

Odpowiedz
Kasia (simplicite) 28 sierpnia 2014 - 18:21

Usilnie się zastanawiam, czy mam choć jedną rzecz, którą używam od święta i chyba nie mam. Już dawno doszłam do podobnych wniosków jak Twoje. Szkoda życia na czekanie.

Odpowiedz
Kasia 29 sierpnia 2014 - 10:22

Temat „oszczędzania” lepszych rzeczy mam na szczęście już za sobą. Rozprawiłam się z nim przy okazji pióra wiecznego, które dostałam w prezencie gdy rezygnowałam z pracy na etacie – eleganckie, wysokiej jakości pióro wieczne było zbyt „wartościowe” by zapisywać nim codzienne notatki… leżało więc i „czekało” na momenty warte jego użycia.

Było by tak nadal gdyby nie mój narzeczony, który uświadomił mi jak wielka tkwi w tym głupota. Teraz codziennie cieszę się gorącą herbatą z ulubionej filiżanki, jeansami, które wręcz uwielbiam, czy innymi przedmiotami, które były zakwalifikowane do kategorii „na wielkie wyjście/wydarzenie”.

Pozdrawiam!

Odpowiedz
Dorota 29 sierpnia 2014 - 11:52

Świetny przykład Kasiu! Brawo i tak trzymaj :)

Odpowiedz
Ewelina - slavic nature 29 sierpnia 2014 - 14:14

już nie, wyleczyłam się jakiś czas temu. miałam kiedyś wypadek samochodowy, obyło się bez obrażeń. troszkę najadłam się strachu,ale nie w trakcie tylko raczej po wypadku, kiedy sobie uświadomiłam,że to jest przerażające – w jednej chwili można zniknąć. i z czasem zaczęłam sobie uświadamiać, że nie warto czekać wciąż na wielkie chwile, lepiej małe uczynić tymi wyjątkowymi. dlatego korzystam,używam, cieszę się tym wszystkim co normalnie czekałoby na wyjątkowe okazje:)

Odpowiedz
Dorota 29 sierpnia 2014 - 15:03

Dziękuję Ci Ewelino, że podzieliłaś się swoimi przeżyciami, dzięki Bogu wyszłaś z wypadku cało! Z takiego trudnego doświadczenia wyciągnęłaś wspaniałą lekcję życia, której niektórzy uczą się latami. Sama jestem takim przykładem.
Czasem człowiek potrzebuje jakiegoś wstrząsu by zrozumieć jak życie jest cenne i piękne.

Odpowiedz
Blanka 29 sierpnia 2014 - 16:33

Myślę, że selekcjonowanie ubrań i nie tylko na te wyjściowe i lepsze, często praktykowane jest przez osoby żyjące w głębokich czasach komuny. Widzę to po tacie dla którego ogólnodostępne Wranglery wciąż są takim American Dream, a założenie ich po domu nawet nie wchodzi w grę.

Odpowiedz
Dorota 29 sierpnia 2014 - 17:47

Bo kiedyś Wranglery to było coś! To był synonim luksusu, ale też jakość była nie do zdarcia :) Były też jeansy Montana i Rifle. Co się dzieje teraz z tymi firmami?

Odpowiedz
Mc2 29 sierpnia 2014 - 17:37

Hm, znałam kogoś, kto każdego roku mawiał „ten drogi koniak zostawimy na lepszą okazję”. Koniak wciąż jest, właściciel odszedł…

Może historia troszkę zbyt ponura, jak na ubraniowy temat, ale ten post od razu ją do mnie przywołał. Nie przywiązujmy się do rzeczy, bo one tak naprawdę nic nie znaczą! ;)

Odpowiedz
Jola 1 września 2014 - 10:33

Świetne zdjęcie! Podoba mi się pomysł i kompozycja.
Dla mnie zdjęcia to coś wartościowego. A najlepsze wcale nie są te z szczególnych okazji, świąt czy imprez. Najlepsze są te „codzienne”. Co widać też po zainteresowaniu Twoimi zdjęciami na instagramie.

Odpowiedz
Dorota 1 września 2014 - 13:12

Dziękuję Jola :*

Odpowiedz
Rykoszetka 5 września 2014 - 19:51

Bardzo mądre słowa! Dobrze jest mieć coś wyjątkowego, ale nie można przesadzać! :)

Odpowiedz
podczytywka 18 września 2014 - 16:10

Ja już nie mam, ale miałam. Na tyle ograniczyłam już swój dobytek, że nie ma w nim miejsca na rzeczy używane „od święta”.

Odpowiedz
Eliza Żuchlińska 21 stycznia 2018 - 15:22

Post, który idealnie ilustruje jedną z półek w mojej szafie, na którą odkładam zakupione rzeczy… Bardzo szkoda mi je założyć… Twój wpis zmotywował mnie do tego by je wreszcie założyć! Dziękuję!

Odpowiedz

Zostaw komentarz