fbpx

Jak bluza Nike stała się symbolem rzeczy wyjątkowych?

by Dorota Zalepa
48 komentarzy

Pamiętam jak będąc jeszcze nastoletnią dziewczyną, kupiłam sobie sportową bluzę Nike. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że kupiłam ją za moje pierwsze, zarobione na sporcie, pieniądze. Była droga, miękka i bardzo przyjemna w dotyku. W beżowym kolorze, z dekoltem w serek. Po prostu prześliczna. Stała się moją ulubioną bluzą sportową. W tym czasie idąc na zakupy raczej kierowałam swoje kroki do sportowych sklepów, aniżeli H&M-u czy Zary (z resztą nie było ich wtedy w Olsztynie).

 

Nie nosiłam jej na co dzień, nie zakładałam jej do biegania, na trening, nawet na spacer z psem. Wyjazdy zagraniczne były odpowiednie, by w końcu wskoczyć w ulubioną bluzę. Kilka razy w roku. Bardzo pilnowałam by jej gdzieś nie zaciągnąć, dobrze ją wyprać i równiutko złożyć do szafy. Przyniosło to spodziewany efekt, bo bluza przez wiele lat była w nienagannym stanie. Aż do momentu, gdy nagle otworzyłam szafę, spojrzałam na nią, przymierzyłam i przestałam ją lubić. Już do mnie nie pasowała. Wydoroślałam, zmieniłam upodobania, zaczęłam nosić się mniej sportowo. Zniknęła z mojego życia, zanim zdążyłam się nią nacieszyć.

 

Przytaczam Wam tę historię nie bez powodu. Świetnie pokazuje, że oszczędzanie rzeczy na „wyjątkowe okazje” nie ma sensu , bo tych okazji może być tak mało, że nie zdążymy nawet wykorzystać ich w pełni. Moja bluza zasługiwała na więcej, na noszenie w zwykłe dni, po domu, na spacer, trening… Zasługiwała na to by być znoszona, a nie niczym eksponat muzealny leżeć w szafie, na półce z rzeczami nieużywanymi.

 

Sukienka kupiona na wesele znajomych, skórzane szpilki pasujące do kreacji sylwestrowej, elegancki serwis obiadowy i piękna biżuteria czekają na święta, przyjęcie weselne, obiad z rodzicami. Szkoda ich do codziennego użytku. Mogą się przecież zniszczyć, ubrudzić, potłuc, albo zniekształcić po kolejnym praniu. Cierpliwie czekają na swój dzień, który długo nie nadchodzi, więc kurzą się i znikają z mojej pamięci, by niespodziewanie zostać odkryte podczas generalnych porządków.

 

A gdyby tak nie czekać i piękną, jedwabną sukienkę zakładać na spacer po mieście, do pracy, do kina, a z serwisu korzystać każdego dnia? Cieszyć się tymi rzeczami, zużywać je, nawet jeśli miałyby się zniszczyć. Przynajmniej mamy wtedy pewność, że zostały wykorzystane w pełni. Temat korzystania z rzeczy wyjątkowych tylko od święta pojawił się u mnie już wiele lat temu, właśnie wtedy gdy pozbywałam się mojej ulubionej bluzy. Stała się ona takim symbolem rzeczy wyjątkowych, które przez bezmyślne oszczędzanie zwyczajnie zmarnowałam. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu z Was ta bluza nie jest żadnym unikatem, dla mnie teraz już też nie, ale wtedy była. Pamiętam do dziś jakie uczucia we mnie wzbudzała.

 

Temat jak bumerang wraca do mnie przy okazji różnych świąt, wesel znajomych, gości, dla których wyjmuję serwis obiadowy. Mimo to, podświadomie nadal dzielę rzeczy na te codziennego użytku i od święta i nadal staram się oszczędzać te wyjątkowe. Zdaję sobie z tego sprawę i staram się walczyć ze swoimi nawykami. Coraz częściej wyjmuję elegancki serwis, noszę biżuterię, i ubrania przeznaczone tylko na święta.

 

Jestem ciekawa, czy Wy też macie takie rzeczy, których używacie tylko od święta, bo obawiacie się, że się zniszczą? Ubrania, które kupiliście na wesele znajomych i wiszą w szafie, czekając na kolejną okazję, a może piękną biżuterię, porcelanowy serwis, buty? Koniecznie dajcie znać.

 

 

Cały czas możecie śledzić bloga na Bloglovin, dołączyć do mnie na Facebooku lub Instagramie, a jeśli chcielibyście utrzymywać ze mną bardziej prywatny kontakt, zapiszcie się do Kameralnego Newslettera.

 

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




Podobne wpisy