fbpx

Jak kupować mniej i nie dać się ponieść fantazji na zakupach?

by Dorota Zalepa
36 komentarzy

Na moim Instagramie, pod zdjęciem ostatnich zakupów w Ikei, wywiązała się dyskusja na temat nieplanowanych zakupów, które często robimy pod wpływem impulsu. Nie oszukujmy się, w Ikei można przepaść na parę godzin i naprawdę ciężko wyjść z niczym, albo przynajmniej z niczym nadprogramowym. Po przyjściu do domu okazuje się, że w sumie nie potrzebujemy kolejnych kubków, pościeli, pięknych tacek i wazonów. W domu piętrzą się rzeczy, z którymi nie wiemy co zrobić, bo a) szkoda wyrzucić, b) mogą się kiedyś przydać, c) ciężko przyznać się przed domownikami, że znowu nas poniosło. Taaak, wiem jak to jest!

 

Do najbliższej Ikei mam ok. 200 km i z jednej strony ubolewam nad tym, bo to fajny sklep z fajnymi dodatkami do domu, ale z drugiej to dobrze, bo pewnie byłabym tam stałym bywalcem. Po raz pierwszy odwiedziłam Ikeę rok temu w trakcie przeprowadzania metamorfozy salonu. Obawiałam się jakości mebli, które wówczas kupiłam, ale niepotrzebnie, po roku mogę stwierdzić, że stosunek jakości do ceny wypada na korzyść sklepu.

 

Będąc tydzień temu w Warszawie postanowiłam zahaczyć o Ikeę w konkretnym celu. Szukałam mobilnej szafki pod drukarkę, która jest zbyt duża, by postawić ją na biurku. Znalazłam ją w ciągu 30 minut. I mogłabym sklep opuścić, ale miałam jeszcze ochotę na kilka blogerskich drobiazgów, które zręcznie podsuwaliście mi na Facebooku. Takie standardy, które wszyscy kochamy – świece, ażurowe osłonki, tacki, butelki, lampiony. Moje zakupy możecie zobaczyć na załączonym zdjęciu, poza szafką, która jeszcze nie doczekała się złożenia. Uwierzcie, miałam ochotę na znacznie więcej!

 Zasada 3P

 

Nie lubię zagraconej przestrzeni i zupełnie nie mam problemu z pozbywaniem się rzeczy. Stosuję zasadę 3 P, rzeczy muszą być pożyteczne, piękne lub pamiątkowe i jeśli przedmiot nie klasyfikuje się do żadnej kategorii, po prostu oddaję go w dobre ręce. Nie przywiązuję się także do książek, chyba że edukacyjnych, z których mogę jeszcze korzystać w przyszłości. Dlatego nie miałam oporu przed wyprzedażą książkową organizowaną kilka m-cy temu na blogu.

Wchodząc jednak do takiego sklepu jak Ikea, mam wrażenie, że moje racjonalne podejście do zakupów ustępuje miejsca fantazji. Nagle wszystko mi się podoba i co gorsza, wiele rzeczy by się przydało. Jak kupować mniej i przede wszystkim to, co zaplanowaliśmy? Mam swoje sposoby, by nie ulegać impulsom zakupowym. Zasady, którymi się kieruję już nie raz uratowały mnie przed niechcianymi zakupami, nie tylko w sklepach z artykułami domowymi, ale także w galeriach handlowych.

 

Jeśli nie mam przekonania, że dana rzecz jest mi niezbędna, odkładam ją z powrotem na półkę

 

Bardzo często w sklepie zastanawiam się, czy coś jest rzeczywiście potrzebne, czy pasuje do wystroju mojego mieszkania, mojej szafy, czy jest dobrej jakości. Jeśli nie mam przekonania, że tak jest, odkładam daną rzecz z powrotem na półkę. Zawsze gdy ogarniają mnie wątpliwości już w sklepie i mimo to zdecyduję się kupić daną rzecz, żałuję tego zakupu w domu i przeważnie go oddaję. Ostatnio kupiłam sandały – japonki, które nie do końca były tymi wymarzonymi. Kupiłam, bo znalazłam swój rozmiar (a to nie jest takie proste), były całkiem ładne, pasowały do wszystkiego, ale to jednak nie było to, czego szukałam. Po powrocie do domu praktycznie natychmiast zdecydowałam, że je oddam (cieszę się, że była taka możliwość). Dlatego gdy w sklepie mam wątpliwości odnośnie zakupu, to w domu będą one jeszcze większe. Uwierzcie mi!

 

Daję sobie czas na przemyślenie

 

Świetną metodą jest też odłożenie decyzji zakupowej na później. Zazwyczaj już parę minut po wyjściu ze sklepu, a już z pewnością po powrocie do domu, okazuje się, że w sumie dobrze, że nie kupiłam kolejnego pudełka, pościeli, kubka, czy torebki. Na zakupach często tracimy głowę, nie pamiętamy już, jakiego koloru bluzki szukaliśmy, czy jaki model spodni jest nam potrzebny i kupujemy coś co zupełnie nie pasuje do reszty, bo ładnie prezentuje się w sklepie. Danie sobie czasu na podjęcie decyzji zwykle rozwiązuje sprawę impulsywnych zakupów. Jeśli po jakimś czasie nadal mam ochotę na daną rzecz, kupuję bez wyrzutów sumienia.

jak kupować mniej

Przed większymi zakupami przygotowuję sobie szczegółową listę

 

Rok temu w związku z metamorfozą salonu wybrałam się do Ikei po meble. Miałam ze sobą wydrukowaną listę mebli i dodatków, które chciałam obejrzeć i ewentualnie kupić. Nie miałam dużo czasu, więc posiłkując się listą odwiedzałam tylko konkretne działy. Spisałam wymiary mieszkania i mebli, by nie popełnić błędu. Zakupy zrobiłam bardzo szybko i absolutnie wszystko sprawdziło się w mieszkaniu. Nie kupiłam wtedy nic ponad to co zaplanowałam.

Jeśli chodzi o uzupełnianie garderoby, korzystam z 10 kroków, które sama stworzyłam. Jednym z punktów jest przygotowanie listy zakupowej na dany sezon. Mam taką listę przy sobie w aplikacji Google Keep w telefonie, w której dokładnie znajdują się rodzaj, kolor i fason odzieży. Na ten sezon mam zapisane na przykład brązowe sandały ze skóry, spodnie boyfriendy, beżowe lub granatowe chinosy, letnią sukienkę w kwiaty, małą brązową lub beżową torebkę ze skóry itd. Część pokrywa się z dream-listą stworzoną na blogu. To też dobry sposób na zobrazowanie sobie swoich planów zakupowych.

Lepiej kupić mniej, niż za dużo

 

Wychodzę z założenia, że zawsze zdążę coś kupić, dlatego rzeczy, co do których nie mam przekonania nie lądują w koszyku. Podobnie z ilością, nie kupuję czegoś na zapas, chyba że jestem przekonana, że ten zapas rzeczywiście zużyję.

 

Unikam przechadzania się po galeriach handlowych wyłącznie w celach rozrywkowych

 

Lubię zrobić rekonesans jakie nowości pojawiły się w sklepach. Jest to jednak bardzo zgubne, bo jeśli nie mamy silnej woli, to window shopping może przerodzić się w zwyczajne shopping. Dlatego jeśli nie mam konkretnych zamiarów zakupowych to nie wchodzę do sklepu. Co mi przyjdzie z oglądania różnych rzeczy, jeśli nie zamierzam nic kupić? Mówi się, że okazja, czyni złodzieja, więc staram się unikać pokus zakupowych.

Idę z osobą, która nie ulega impulsom zakupowym

 

Taką osobą jest mój mąż. Zazwyczaj zadaje mi niewygodne pytania typu: po co Ci kolejny kubek, przecież masz już taką tackę, gdzie Ty to postawisz? Skutecznie zniechęca mnie do ponadprogramowych zakupów. Nazywam go Strażnikiem Teksasu i nie zawsze zabieram ze sobą.

 

 

Jeśli powyższe sposoby zawodzą i mimo wszystko ulegam impulsom zakupowym, nie katuję się później robiąc sobie wyrzuty. Wyciągam wnioski, by następnym razem nie ulec pokusie. Jestem ciekawa, czy też tak macie, że wchodząc do sklepów takich jak wspomniana już Ikea, tracicie głowę i kupujecie ponadprogramowe rzeczy. Jakie są Wasze sposoby, by okiełznać silną potrzebę zakupów w galeriach handlowych? Chętnie je poznam.

 

 

Zapisz się do Kameralnego Newslettera i zyskaj dostęp do unikatowych treści i poradników. :)

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




Podobne wpisy