Piszę te słowa nieco ponad tydzień po porodzie. Porodzie, który wyrył się w mojej pamięci na długo. Po pierwszym cesarskim cięciu miałam możliwość wyboru rodzaju porodu, oczywiście w sytuacji, gdy ciąża przebiega prawidłowo. Za radą mojej lekarki postanowiłam podejść do porodu siłami natury. Głównie ze względu na dobro dziecka. Po porodzie naturalnym szybciej dochodzi się do siebie, można zająć się maluszkiem, szybciej też następuje laktacja. Po cesarskim cięciu znacznie dłużej przebiega okres rekonwalescencji i dużo trudniej zajmować się dzieckiem. Pierwsze 12 godzin kobieta jest praktycznie unieruchomiona. Jest to jednak poważna operacja.
Bałam się jednego scenariusza. Że wymęczy mnie poród naturalny, a i tak skończę na stole operacyjnym. I tak też się stało. Ciąża przenoszona, poród indukowany, brak postępu porodu, skurcze po oksytocynie praktycznie bez odstępów i w takim natężeniu, że trudno było je znieść, przecięcie pęcherza płodowego i zielone wody, czyli zagrażająca zamartwica płodu i szybka decyzja o cesarskim cięciu. Po porodzie nie byłam w stanie opanować drgawek jeszcze przez dwie godziny. Na szczęście synek urodził się cały i zdrowy. To był istny maraton bólu i emocji.
Był ze mną mąż, który pomógł mi przejść przez to wszystko i pomagał przy dziecku. Niestety położne w szpitalu nie miały sentymentów, dla nich byłam po porostu kolejną rodzącą, nie okazywały zrozumienia, a często także szacunku. Kobiecie złamanej bólem, trudniej się bronić i odpierać kąśliwe uwagi. Mimo tego, że przebywałam w jednoosobowej sali, gdy tylko przychodził wieczór, wyganiały mojego męża. Żaden lekarz nie miał nic przeciwko jego dłuższym wizytom, nawet byliśmy do tego zachęcani zważywszy na moje unieruchomienie, jednak na oddziale rządzą położne. Hasło rodzić po ludzku nadal bywa pustym sloganem.
Zostawiam ten trudny czas za mną i skupiam się na tym co pięknego zmieniło się w moim życiu. A przecież na świat przyszło nowe życie, ta istotka, o którą modliłam się przez wiele lat, której wyczekiwałam każdego miesiąca. Nareszcie jest. Synek jest piękny, zdrowy, kochany, daje nam dużo szczęścia i spełnienia. Spędzam z nim niemal każdą chwilę. Nie jest lekko, uczymy się prawidłowego karmienia piersią, walczymy z popękanymi i piekącymi brodawkami, a nieprzespane noce i wieczory, kiedy maluch nie odstępuje mamy na krok, wymagają ode mnie dużej dozy cierpliwości. Staram się robić wszystko jak najlepiej, ale zdaję sobie sprawę, że perfekcyjną mamą nie jestem. Czasami brakuje mi cierpliwości, czasami hormony dają o sobie znać i pojawiają się łzy, ale na koniec dnia, kiedy synek już błogo śpi, przyglądam się mu i już za nim tęsknię. Uwielbiam jego zapach, mięciutką skórę, małe oczka, urocze stópki. To cud, który kocham miłością bezwarunkową.

Razem z mężem próbujemy odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Staramy się w tym całym młynku znaleźć czas dla starszego synka i chwilkę dla siebie. Ta ostatnia pojawia się dopiero gdy maluch pójdzie spać, ale często jesteśmy już tak zmęczeni, że sami szybko odpływamy w błogi sen, by o 1 w nocy być gotowym na pobudkę, karmienie, przewijanie, lulanie.
Gdzie w tym codziennym chaosie znaleźć jeszcze czas na pracę? Tak jak pisałam przed porodem, nie zamierzam zawiesić działalności blogowej. Wykorzystuję drzemki synka by nadrabiać zaległości, odpowiadać na maile i tworzyć nowe wpisy. Potrzebuję także tej kreatywnej przestrzeni, by złapać równowagę i nie zamykać się tylko do roli mamy. Chcę na nowo zorganizować sobie dzień, ale nie wymagam od siebie perfekcji. Nie mam wielkich oczekiwań, ale też staram się kreować swoje życie, tak by znaleźć w nim miejsce na działalność blogową. W pewnym momencie wszystko się unormuje i uda nam się złapać odpowiedni rytm. Na wszystko potrzeba czasu.
34 komentarze
Dorotko, ściskam, wysyłam moc pozytywnych myśli i trzymam kciuki za coraz bardziej ustabilizowany czas! Przykro mi, że natrafiłaś na takie pielęgniarki – mam wrażenie, że to wciąż jest loteria, wciąż nie wiadomo, na kogo się trafi i czy ta osoba da nam komfort, którego tak potrzeba po porodzie. Mam nadzieję, że szybko te wspomnienia zostaną zatarte. Synek jest prześliczny <3
Dziękuję Edytko. Jesteś dla mnie przykładem mamy, której udaje się pogodzić pracę i macierzyństwo, przy trójce małych dzieci. :) Niemiłe wspomnienia szybko ulatują, najważniejsze jest to szczęście, które mnie spotkało. Ściskam! <3
Przytulam mocno <3
Najważniejsze, że Synek jest już z Wami – gratuluję raz jeszcze i przesyłam Ci, Dorotko serdeczności! Poród to bardzo emocjonalny i niekiedy trudny czas. Miałam bardzo podobne doświadczenia, ale moja dwulatka rekompensuje mi każdą bolesną sekundę. ;)
Ściskam!
Z czasem przykre wspomnienia bledną i zostaje już tylko to, co najpiękniejsze. Pozdrawiam ciepło! <3
Współczuję trudnego porodu, ale najważniejsze, że maluszek zdrowy :) Powodzenia w układaniu życia na nowo!
Dziękuję! :)
Jesteś niesamowita 💕
Ujmuje i wzrusza mnie Twoja postawa – pełna zawierzenia, zachwytu i mądrej dyscypliny… Ach. Inspirujesz 💕
Wszelkiego Dobra dla Was. Całuję 😘
Bardzo dziękuję Joasiu. Początkowo byłam całym tym zdarzeniem mocno przybita, ale z każdym dniem przykre wspomnienia ulatują i zostaje to co najpiękniejsze, a przecież tak bardzo czekałam na ten cud. Z cierpienia może wypłynąć największe dobro i ten trudny poród jest tego przykładem. Najważniejsze, że synek jest cały i zdrowy. :) Pozdrawiam ciepło! :)
Szkoda, że na oddziale położniczym spotkały Cię takie doświadczenia, ale najważniejsze, że macie to już wszyscy za sobą. Moje wielkie gratulacje! Powodzenia w nowej roli :)
Bardzo dziękuję! :)
Przykro sie czyta takie opinie o moich ,, koleżankach po fachu”, ale motywuje mnie to zawsze do wiekszej życzliwości, często myślę o tym ,ze to najważniejsze chwile w życiu tej kobiety i ode mnie częściowo zależy jak je zapamięta.
Pamiętaj, że te godziny naturalnego porodu nie sa bez znaczenia dla Twojego synka, bo samo wstawianie się główki w kanale rodnym stymuluje neurologicznie i jest korzystne dla dziecka :)