fbpx

Pierwsze dni w nowej rzeczywistości

by Dorota Zalepa
34 komentarze

Piszę te słowa nieco ponad tydzień po porodzie. Porodzie, który wyrył się w mojej pamięci na długo. Po pierwszym cesarskim cięciu miałam możliwość wyboru rodzaju porodu, oczywiście w sytuacji, gdy ciąża przebiega prawidłowo. Za radą mojej lekarki postanowiłam podejść do porodu siłami natury. Głównie ze względu na dobro dziecka. Po porodzie naturalnym szybciej dochodzi się do siebie, można zająć się maluszkiem, szybciej też następuje laktacja. Po cesarskim cięciu znacznie dłużej przebiega okres rekonwalescencji i dużo trudniej zajmować się dzieckiem. Pierwsze 12 godzin kobieta jest praktycznie unieruchomiona. Jest to jednak poważna operacja.

 

Bałam się jednego scenariusza. Że wymęczy mnie poród naturalny, a i tak skończę na stole operacyjnym. I tak też się stało. Ciąża przenoszona, poród indukowany, brak postępu porodu, skurcze po oksytocynie praktycznie bez odstępów i w takim natężeniu, że trudno było je znieść, przecięcie pęcherza płodowego i zielone wody, czyli zagrażająca zamartwica płodu i szybka decyzja o cesarskim cięciu. Po porodzie nie byłam w stanie opanować drgawek jeszcze przez dwie godziny. Na szczęście synek urodził się cały i zdrowy. To był istny maraton bólu i emocji.

 

Był ze mną mąż, który pomógł mi przejść przez to wszystko i pomagał przy dziecku. Niestety położne w szpitalu nie miały sentymentów, dla nich byłam po porostu kolejną rodzącą, nie okazywały zrozumienia, a często także szacunku. Kobiecie złamanej bólem, trudniej się bronić i odpierać kąśliwe uwagi. Mimo tego, że przebywałam w jednoosobowej sali, gdy tylko przychodził wieczór, wyganiały mojego męża. Żaden lekarz nie miał nic przeciwko jego dłuższym wizytom, nawet byliśmy do tego zachęcani zważywszy na moje unieruchomienie, jednak na oddziale rządzą położne. Hasło rodzić po ludzku nadal bywa pustym sloganem.

 

Zostawiam ten trudny czas za mną i skupiam się na tym co pięknego zmieniło się w moim życiu. A przecież na świat przyszło nowe życie, ta istotka, o którą modliłam się przez wiele lat, której wyczekiwałam każdego miesiąca. Nareszcie jest. Synek jest piękny, zdrowy, kochany, daje nam dużo szczęścia i spełnienia. Spędzam z nim niemal każdą chwilę. Nie jest lekko, uczymy się prawidłowego karmienia piersią, walczymy z popękanymi i piekącymi brodawkami, a nieprzespane noce i wieczory, kiedy maluch nie odstępuje mamy na krok, wymagają ode mnie dużej dozy cierpliwości. Staram się robić wszystko jak najlepiej, ale zdaję sobie sprawę, że perfekcyjną mamą nie jestem. Czasami brakuje mi cierpliwości, czasami hormony dają o sobie znać i pojawiają się łzy, ale na koniec dnia, kiedy synek już błogo śpi, przyglądam się mu i już za nim tęsknię. Uwielbiam jego zapach, mięciutką skórę, małe oczka, urocze stópki. To cud, który kocham miłością bezwarunkową.

Razem z mężem próbujemy odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Staramy się w tym całym młynku znaleźć czas dla starszego synka i chwilkę dla siebie. Ta ostatnia pojawia się dopiero gdy maluch pójdzie spać, ale często jesteśmy już tak zmęczeni, że sami szybko odpływamy w błogi sen, by o 1 w nocy być gotowym na pobudkę, karmienie, przewijanie, lulanie.

 

Gdzie w tym codziennym chaosie znaleźć jeszcze czas na pracę? Tak jak pisałam przed porodem, nie zamierzam zawiesić działalności blogowej. Wykorzystuję drzemki synka by nadrabiać zaległości, odpowiadać na maile i tworzyć nowe wpisy. Potrzebuję także tej kreatywnej przestrzeni, by złapać równowagę i nie zamykać się tylko do roli mamy. Chcę na nowo zorganizować sobie dzień, ale nie wymagam od siebie perfekcji. Nie mam wielkich oczekiwań, ale też staram się kreować swoje życie, tak by znaleźć w nim miejsce na działalność blogową. W pewnym momencie wszystko się unormuje i uda nam się złapać odpowiedni rytm. Na wszystko potrzeba czasu.

 

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




Podobne wpisy

34 komentarze

Edyta Zając 30 sierpnia 2018 - 15:14

Dorotko, ściskam, wysyłam moc pozytywnych myśli i trzymam kciuki za coraz bardziej ustabilizowany czas! Przykro mi, że natrafiłaś na takie pielęgniarki – mam wrażenie, że to wciąż jest loteria, wciąż nie wiadomo, na kogo się trafi i czy ta osoba da nam komfort, którego tak potrzeba po porodzie. Mam nadzieję, że szybko te wspomnienia zostaną zatarte. Synek jest prześliczny <3

Odpowiedz
Dorota Zalepa 31 sierpnia 2018 - 10:16

Dziękuję Edytko. Jesteś dla mnie przykładem mamy, której udaje się pogodzić pracę i macierzyństwo, przy trójce małych dzieci. :) Niemiłe wspomnienia szybko ulatują, najważniejsze jest to szczęście, które mnie spotkało. Ściskam! <3

Odpowiedz
Edyta Zając 31 sierpnia 2018 - 12:41

Przytulam mocno <3

Odpowiedz
Ola Dob. 30 sierpnia 2018 - 15:16

Najważniejsze, że Synek jest już z Wami – gratuluję raz jeszcze i przesyłam Ci, Dorotko serdeczności! Poród to bardzo emocjonalny i niekiedy trudny czas. Miałam bardzo podobne doświadczenia, ale moja dwulatka rekompensuje mi każdą bolesną sekundę. ;)
Ściskam!

Odpowiedz
Dorota Zalepa 31 sierpnia 2018 - 10:17

Z czasem przykre wspomnienia bledną i zostaje już tylko to, co najpiękniejsze. Pozdrawiam ciepło! <3

Odpowiedz
Agnieszka Skupieńska 30 sierpnia 2018 - 15:55

Współczuję trudnego porodu, ale najważniejsze, że maluszek zdrowy :) Powodzenia w układaniu życia na nowo!

Odpowiedz
Dorota Zalepa 31 sierpnia 2018 - 10:17

Dziękuję! :)

Odpowiedz
Joanna Płońska 30 sierpnia 2018 - 16:16

Jesteś niesamowita ?
Ujmuje i wzrusza mnie Twoja postawa – pełna zawierzenia, zachwytu i mądrej dyscypliny… Ach. Inspirujesz ?
Wszelkiego Dobra dla Was. Całuję ?

Odpowiedz
Dorota Zalepa 31 sierpnia 2018 - 10:19

Bardzo dziękuję Joasiu. Początkowo byłam całym tym zdarzeniem mocno przybita, ale z każdym dniem przykre wspomnienia ulatują i zostaje to co najpiękniejsze, a przecież tak bardzo czekałam na ten cud. Z cierpienia może wypłynąć największe dobro i ten trudny poród jest tego przykładem. Najważniejsze, że synek jest cały i zdrowy. :) Pozdrawiam ciepło! :)

Odpowiedz
Paula 30 sierpnia 2018 - 16:42

Szkoda, że na oddziale położniczym spotkały Cię takie doświadczenia, ale najważniejsze, że macie to już wszyscy za sobą. Moje wielkie gratulacje! Powodzenia w nowej roli :)

Odpowiedz
Dorota Zalepa 31 sierpnia 2018 - 10:19

Bardzo dziękuję! :)

Odpowiedz
WomanStory 30 sierpnia 2018 - 17:00

Przykro sie czyta takie opinie o moich ,, koleżankach po fachu”, ale motywuje mnie to zawsze do wiekszej życzliwości, często myślę o tym ,ze to najważniejsze chwile w życiu tej kobiety i ode mnie częściowo zależy jak je zapamięta.
Pamiętaj, że te godziny naturalnego porodu nie sa bez znaczenia dla Twojego synka, bo samo wstawianie się główki w kanale rodnym stymuluje neurologicznie i jest korzystne dla dziecka :)

Odpowiedz
Dorota Zalepa 31 sierpnia 2018 - 10:34

Wiem, że są wspaniałe położne, takie jak Ty, które są ogromną podporą dla rodzących kobiet. Żałuję, że nie trafiłam na taką osobę. Byłoby mi znacznie łatwiej. Ale najważniejsze, że wszystko skończyło się dobrze. Co do porodu, to u mnie główka w kanale rodnym była już od dwóch tygodni. Lekarz mówił, że poród wisi na włosku, a jednak ciągle nie rozpoczynała się akcja porodowa. Nie mam też przekonania do wywoływania porodu oksytocyną, szczególnie po cięciu cesarskim. U mnie spowodowała bardzo silne skurcze, przy zupełnym braku rozwarcia. Ale nie jestem lekarzem i trudno mi jest to dobrze ocenić. Po takich doświadczeniach nie decydowałabym się już na poród siłami natury po uprzedniej cesarce. W pierwszej ciąży było podobnie, tylko wtedy nie podawali mi oksytocyny i szybko zdecydowali o cc.

Odpowiedz
Kamila Urbaniak 30 sierpnia 2018 - 17:04

Z bólem serducha czytałam o tych nieprzyjemnych doświadczeniach związanych z personelem w szpitalu. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca. Dorota mam nadzieję, że one jakoś zostaną przyćmione przez cudnego synka :) Jesteś super dzielna, tym bardziej, że bloga będziesz łączyć z macierzyństwem. Z ogromną przyjemnością będę śledzić co dalej. Ściskam :)

Odpowiedz
Dorota Zalepa 31 sierpnia 2018 - 10:36

Dziękuję Kamila. Po jakimś czasie wspomnienia na pewno zbledną. Staram się nie wspominać za dużo i skupić swoją uwagę na maleństwie. Pozdrawiam ciepło! :)

Odpowiedz
Kasia 30 sierpnia 2018 - 17:50

Wszystko samo znajdzie swój rytm :) A czas i cierpliwość są podstawą.
Wszystkiego dobrego :)

Odpowiedz
Dorota Zalepa 31 sierpnia 2018 - 10:36

Dziękuję Kasiu! <3 Ściskam!

Odpowiedz
Namysłowska 3 30 sierpnia 2018 - 20:25

Macierzyństwo i wszystko, o czym piszesz to dla mnie abstrakcja na miarę kubizmu czy fizyki kwantowej. Kompletnie nie mój świat. I teoretycznie nie powinnam się wypowiadać. Pozwolę sobie jednak zabrać głos jako „ta starsza”, która w wieku 8 lat doświadczyła pojawienia się młodszego brata, wokół którego zaczął kręcić się cały świat. I ten świat był bardzo niezrozumiały. WIem, że teraz Wyczekany jest najważniejszy ale pamiętajcie też o tym starszym :)

Odpowiedz
Dorota Zalepa 31 sierpnia 2018 - 10:41

Pamiętamy. Dla mnie nie ma ważniejszego dziecka. Oboje są najważniejsi, dlatego staram się codziennie poświęcać swoją uwagę starszemu synkowi. Czasami wspólnie robimy coś przy maluszku, dużo rozmawiamy o nowej sytuacji, a jak już dojdę do siebie i unormuje się karmienie, wrócimy do naszych rytuałów w postaci wspólnych wypadów na lody, naleśniki, do kina… :) Potrzebujemy jeszcze czasu, by sobie wszystko na nowo poukładać.

Odpowiedz
Martyna Święcicka 30 sierpnia 2018 - 23:03

Gratuluje pomyślnego rozwiazania! Całkowicie Cię rozumiem. Też nie miałam łatwego porodu przede wszystkim z powodu wielkości dziecka. Lekarze nawet przypuszczali, że nie dam rady urodzić naturalnie ale i tak kazali spróbować. Mogę ci tylko powiedzieć, że z czasem zapomina się ból i przykrości. U mnie zastąpiły je duma i poczucie siły. Tak, to chyba czuje najbardziej. To doświadczenie mnie wzmocniło. Życzę wszystkiego dobrego Tobie i Synkowi.

Odpowiedz
Dorota Zalepa 31 sierpnia 2018 - 10:44

Super że udało Ci się przekuć trudne doświadczenie na coś pozytywnego. Mam nadzieję, że i mnie się to uda, bo wierzę w to, że każde nawet najtrudniejsze doświadczenie jest dla nas potrzebną lekcją, z której można wynieść coś dobrego. Dziękuję i wszystkiego dobrego dla Was! :)

Odpowiedz
Susie 30 sierpnia 2018 - 23:34

Trzymaj się dzielnie, widać że jednocześnie to dla Ciebie trudny, ale i dobry czas <3

Odpowiedz
Martyna 31 sierpnia 2018 - 07:32

Chociaż rodziłam siłami natury i wszystko przebiegło podręcznikowo, okres pobytu w szpitalu nie należał do najmilszych. Synek nie chciał piersi, wykręcano mi piersi, zmuszano jego i mnie, a potem i tak karmiono sztucznym mlekiem. A mnie bolały piersi z przepełnienia! Zamiast udostępnić laktator elektryczny, który oddział ma na stanie :/ Ogólnie, moim zdaniem w szpitalach brakuje empatii. Ludzie, którzy tam pracują pobadają w zawodową rutynę. P.S. Powinnaś być z siebie niesamowita dumna, że dałaś radę! Życzę dużo siły do opieki nad maluszkiem.

Odpowiedz
Kamila 31 sierpnia 2018 - 08:56

Mam wrażenie, że o szpitalnych doświadczeniach kobiet możnaby napisać niejedna książkę. Niestety, większość historii, mimo iż z happy endem, nie należałaby do najprzyjemniejszych… Cały czas nie mogę zrozumieć, dlaczego kobiety tak traktują inne kobiety i to w okolicznościach tak delikatnych i znanych dobrze tylko nam, kobietom… Obolałe, odarte z godności, zostajemy odcięte od najbliższych i to w momencie, w którym jesteśmy najbardziej bezbronne… Dużo siły! Najważniejsze że oboje jesteście cali, zdrowi i w domu.

Odpowiedz
Dorota Zalepa 31 sierpnia 2018 - 10:49

Dziękuję Kamila. Dobrze to napisałaś. My kobiety powinnyśmy szczególnie siebie wspierać w takich momentach. Myślę, że po latach pracy na pierwszy plan wysuwa się rutyna, a nie indywidualne podejście do pacjentki i traktuje się wszystkich tak samo. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Wsparcie męża w takim momencie było dla mnie bardzo ważne. On też czuł się kiepsko z tą całą sytuacją, jakby robił coś złego, że jest przy mnie.

Odpowiedz
Marta 31 sierpnia 2018 - 09:33

Ogromne gratulacje! Nie myśl teraz o pracy, przecież rozumiemy :) Celebruj połóg na ile to możliwe i troszcz się o swój powrót do formy! Znasz stronę Otulic mamę? Polecam :)
Mnie czeka trzecie cięcie we wtorek i też kolejna rodzinna rewolucja :) Pozdrawiam!

Odpowiedz
Dorota Zalepa 31 sierpnia 2018 - 10:50

W takim razie życzę Ci szczęśliwego rozwiązania i wszystkiego dobrego dla Ciebie i maluszka. Ściskam! <3

Odpowiedz
Marta Makowska 31 sierpnia 2018 - 21:23

U mnie co prawda poród naturalnie się i zaczął i skończył, ale część doświadczeń ta sama- przebicie pęcherza, zielone wody, oksytocyna i ciągły skurcz bez chwili wytchnienia o natężeniu, jakiego w najczarniejszych myślach sobie nie wyobrażałam. Dobrze, że chociaż panie uprzejme. Przykre jest to, że w XXI wieku w cywilizowanym przecież kraju nie stosuje się żadnych metod na zmniejszenie cierpienia. Przez to narodziny dziecka zamiast być jednym z najpiękniejszych przeżyć w życiu stają się nierzadko horrorem i traumą :( minęło trochę czasu a wspomnienia nie bledną. Na samą myśl o drugim porodzie ogarnia mnie trwoga. A przecież rodzimy w szpitalu, nie gdzieś w buszu… Ehh. Zdrowie i uśmiech dziecka największą pociechą w tym wszystkim :)

Odpowiedz
Kasia 2 września 2018 - 17:03

Hej, bardzo cieszę się, że piszesz o tych wszystkich sprawach. Delikatnie, ale szczerze. To ważne, bo wiele kobiet przez to przechodzi. Z jednej strony jest wspaniale, z drugiej bardzo ciężko. I jednocześnie nie udawać, że nie ma żadnych problemów, a z drugiej nie zrobić z narzekania bożka, który zasłoni to wszystko, co w okolicach pojawiania się w rodzinie nowego człowieka jest tak niesamowicie wspaniałe:)
Bardzo czekam na wpisy, w których będziesz opowiadać o łączeniu pracy z zajmowanie się nieprzewidywalnie absorbującym maluszkiem, bo to temat, wokół którego teraz ja się kręcę. I gratuluję pierwszego wpisu tak szybko po porodzie, a jednocześnie zapewniam, że mnie jako odbiorcy nie stracisz, jeśli dasz teraz na wstrzymanie z pracą;) osobiście polecam kazdemu;)

Odpowiedz
Kasia 2 września 2018 - 17:05

Aha, zapomnialabym… moje początki karmienia były bardzo trudne, teraz jest wspaniale. Ciężko było przez 8 pierwszych tygodni. Bardzo mi pomogły takie opatrunki multimam.

Odpowiedz
Myszamysza 3 września 2018 - 00:29

I ja dołączam się do gratulacji wspaniałego, zdrowego synka oraz współczucia tego, co przeszłaś rodząc go. Postaraj się o tym zapomnieć jak najszybciej, niech godziną zero będzie pojawienie się synka :)
Chciałam się odnieść do samego karmienia – ja rodziłam oboje przez CC (z powodu dużej wady słuchu) a dzieki temu, że nikt mi nie powiedział, że będą kłopopty z laktacją to ich… nie było! Starszego, synka, karmiłam już 2 godz po operacji, mimo totalnego braku wsparcia położnych (epizod wyciskania brodawki jako testu czy mam mleko pomińmy milczeniem). Karmiłam na leżąco, sama nie wiem jakim cudem, kazali mi na pooperacyjnej leżec plackiem 20 godz!!! To chyba przez dwa znieczulenie, bo to w kręgosłup nie zadziałało i rozcieli mnie na żywca :D jak krzyknęłam, to podali głupiego jasia… po tych 20 kazali wstać i oczywiście zemdlałam widowiskowo na korytarzu – więc nie chceli mi dać dziecka do opieki. Ale jakims cudem wszsytko skończyło się w dobrze, karmiłam od samego początku, łatwo nie było, brak wiedzy i wsparcia nie pomagał – poddałam się po 9 miesiącach. Po cięciu wyprostowałam się po dwch tygodniach, ten połóg to była masakra….. z córką, urodzoną 3 lata później, było troszkę inaczej – jedno znieczulenie, bo zadziałało od razu, 10 godz na sali pooperacyjnej (znów planowana CC, choć poprzedzona nagłym odejściem wód i skurczami trzy doby przed planowanym cięciem). Mądrzejsza o doświadczenia wstałąm szybko, szybko się rozruszałam (z zapaleniem krtani i na antybiotyku….) karmiłam – choc córa nie chciała najpierw jeść, potem wymiotowała czymś czarnym – okzało się, że pęła mi brodawka i musiałam jej dac dobę na regeneracje. ALE powiedziałam wprost, że dziecka prosze nie dokarmiać tylko ma być przy mnie i sama będę karmić. Połóg o niebo łatwiejszy, choć przy boku starszy syn. Karmienie też o wiele łatwiejsze, bez schizy z ważeniem dziecka przed i po karmieniu… Karmiłam 5,5 roku. Z czego się ogromnie cieszę, z powodu korzyścia dla córki i dla mnie.
Reasumujc – będzie dobrze i dużo sił do walki o to bo warto!!!
A na laktację – najlepsza hafija.pl :) – zmnie zmotywowała do długiego karmienia.
Pozdrowienia!!!

Odpowiedz
Paulina z simplistic.pl 3 września 2018 - 10:25

Właśnie zrobiło mi się naprawdę głupio, że nie mając dziecka (ani nawet kota) czasami nie potrafię sobie zorganizować dnia na tyle, aby znaleźć czas na nadrabianie blogowych zaległości. Dziękuję za ten wpis, bo może to nie było zamierzone, ale naprawdę zmotywował mnie do wzięcia większej odpowiedzialności za to, jak gospodaruję swój wolny czas. :)

Odpowiedz
moje IDEALIA 12 września 2018 - 22:02

Gratuluję ślicznego maluszka i życzę powodzenia. Ja mam dobre wspomnienia z porodówki, ale wiem że w wielu szpitalach prawa rodzących kobiet są łamane, a położne nie okazują zrozumienia i szacunku – niestety tak anasza polska rzeczywistość.

Odpowiedz
Aneta 23 września 2018 - 18:53

Gratuluję przyjścia na świat maleństwa :) trzymam kciuki za codzienność, bo to wyzwanie, ale dasz radę. Pozdrawiam ciepło

Odpowiedz

Zostaw komentarz