fbpx

Jak zmieniał się mój styl od 2014 roku? Udane stylizacje i wpadki

by Dorota Zalepa
28 komentarzy

Zastanawiałam się ostatnio, czy jestem w stanie określić swój styl i przydzielić go do jednej spójnej kategorii. Myślę, że z roku na rok, z wyzwania na wyzwanie, mój styl się zmienia. Czasami podobają mi się rzeczy klasyczne, a czasami idę w kierunku zwiewnych sukienek, czy elementów boho. Trudno zamknąć mi się w szufladce określonych fasonów, wzorów i kolorów. Nie jest to oczywiście jakiś mus, ale jeśli udałoby mi się określić formę, która jest mi najbliższa, dokonywanie wyborów ubraniowych byłoby znacznie prostsze. A tak, cały czas decyzja zakupowa trwa dłużej.

 

Mogą podobać nam się elementy z różnych stylów, możemy je łączyć i wybierać to, co odpowiada naszemu nastrojowi. To co wydaje mi się jednak ważne, to spójność dotycząca kolorów, materiałów (wybieram te lepszej jakości), a także fasonów, które współgrają z naszą sylwetką. W moim przypadku sprawdzają się proste rzeczy. Im prostszy outfit, tym lepiej się w nim czuję. Jeśli przesadzę z dodatkami i kolorami, czuję się jak choinka w Boże Narodzenie.

By uprościć sobie nieco zadanie, postanowiłam przyjrzeć się swojemu stylowi na przestrzeni kilku lat i sprawdzić, czy są rzeczy, których kategorycznie bym nie założyła oraz dowiedzieć się czy moje wybory ubraniowe są spójne z moją osobowością, aktywnościami i zasadami slow fashion.

 

2014

 

W moje szafie panował ogólny misz-masz. Zupełnie nie miałam pomysłu na siebie. W tym czasie zupełnie nie przywiązywałam wagi do kolorów i fasonów. W sumie kupowałam to, co wpadło mi w oko, nie zastanawiałam się, czy dana rzecz współgra z zawartością mojej szafy. W rezultacie często kupowałam pojedyncze ubrania, których nie miałam z czym zestawić. Już wtedy jednak zwracałam uwagę na metki, starając się wybierać naturalne tkaniny, ale w mojej szafie w tym czasie można było znaleźć także poliester i akryl.

Kiedyś kupowałam ubrania, które były na mnie zbyt obszerne. Przede wszystkim patrzyłam na długość rękawów i nogawek spodni i przymykałam oko na dopasowanie ubrania w biuście, ramionach, czy talii (przykład powyżej). Żadna z tych rzeczy nie została ze mną do dnia dzisiejszego, choć były dobrej jakości, niestety nie pasowały do mojej figury. Podczas zakupów popełniałam klasyczne błędy, nie mierzyłam sąsiadujących rozmiarów, przymykałam oko na niedociągnięcia, byłam łatwym kąskiem dla marketingowców i kupowałam rzeczy pod wpływem impulsów.

 

2015

 

W mojej szafie zaczyna panować większa spójność kolorystyczna. Dobrze czuję się w casualowych, często dżinsowych stylówkach i to mi zostało do dziś. Zaczynam kupować rzeczy, które pasują do zawartości mojej szafy i są ponadczasowe.

Zdarzają się oczywiście potknięcia, na przykład jak na tym zdjęciu poniżej, gdzie panuje bałagan w dodatkach. Czerwona torebka, fioletowy szalik dość mocno się gryzą. A do tego kolor lakieru do paznokci, który nie pasuje już do niczego. Teraz pilnuję, by mocny akcent kolorystyczny był jeden. Kolor szalika to zupełnie nie mój kolor, jest zimny i nie współgra z moim typem urody. Torebka została ze mną do dziś, noszę ją praktycznie tylko latem do stonowanych i często dżinsowych stylizacji.

 

2016

 

W 2016 roku pojawia się znacznie więcej klasycznych i eleganckich ubrań. Do mojej szafy trafił pierwszy wełniany garnitur, koronkowa mała czarna, trencz, czy klasyczne czarne szpilki. W tych ubraniach czuję się bardzo dobrze i wydaje mi się, że jest to styl, który mi pasuje. Jednak nieczęsto zdarza mi się tak ubierać, ponieważ pracuję w domu i nie mam wielu okazji, by zakładać eleganckie stroje.

Dlatego drugim dominującym stylem w mojej garderobie jest styl casualowy. Czyli wygodne spodnie, buty na płaskim obcasie, t-shirty. W szafie panuje duża spójność kolorystyczna, aczkolwiek wybór czarnych ubrań (szczególnie w wersji total black) do końca mnie nie przekonuje i widzę, że gryzie się z moim dość jasnym i ciepłym typem urody.

 

2017

 

Mój styl ewoluował. Wybieram znacznie prostsze ubrania, sięgam po klasyczne i sprawdzone zestawy. Dołożyłam kolor do mojej garderoby – pudrowy róż. Najlepiej czuję się w dżinsach i prostych sukienkach. Lubię grube swetry, trampki, ale także marynarki i koszule. Moja szafa znacznie się uprościła. Panuje w niej dużo większy luz, a wybory ubraniowe są  prostsze. Trudniej skusić mi się na sezonowe trendy, w większości kieruję swoje kroki w stronę ponadczasowych krojów.

 

Inspiracje modowe

 

Inspiracje modowe możemy czerpać z mediów społecznościowych (Instagram, Pinterest), blogów, magazynów filmów czy obserwując jak ubiera się ulica. Ja chętnie zaglądam na poniższe strony:

 

Instagram AnineBing, autroki marki sygnowanej jej nazwiskiem. Jej styl jest prosty i ponadczasowy i bardzo do mnie przemawia.

→ Lubię zaglądać na bloga Kasi z bloga JestemKasia. Styl Kasi jest bardzo klasyczny, dominują dżinsy, koszule i grube swetry, pojawiają się także elementy stylu rockowego.

Fashionmugging – styl Jess jest klasyczny i stonowany. Bez zbędnych dodatków, krzykliwych kolorów i wzorów.

→ Lubię także styl Kasi Tusk. Kasia wybiera z aktualnie panujących trendów elementy, które do niej pasują i uzupełniają jej styl, który bardzo przypomina paryski szyk. Jest prosty, elegancki z nutą lekkiej nonszalancji.

→ Ikonami stylu są dla mnie także Jeanne Damas, która jest ucieleśnieniem paryskiego szyku, Emmanuelle Alt redaktor naczelna paryskiego Vogue’a, która konsekwentnie wybiera formy tworzące jej uniform.

 

Czego postanowiłam unikać

 

Jeśli trudno nam określić jakie elementy lubimy zacznijmy od listy rzeczy, których w 100% nie lubimy. To ułatwi sprawę podczas zakupów i poszukiwania swojego stylu.

 

  • Nie lubię zbyt mocnych przetarć i dziur w dżinsach. Mam jedne boyfriendy, które mają delikatne przetarcia i w tym przypadku mogę je zaakceptować. Jest też w mojej szafie dżinsowa spódnica (na zdjęciu) z delikatnymi przetarciami, teraz już nie zdecydowałabym się na ten model.
  • Ćwieków – na butach, kurtkach, torebkach, ubraniach. Nigdzie!
  • Zbyt wielu romantycznych akcentów – kokardki, falbany, loki w zbyt dużej ilości zupełnie ze mną nie współgrają.  Na pierwszym zdjęciu mam spódnicę którą bardzo lubię, ale tutaj niepotrzebna jest już kokarda i loki. Uprościłabym nieco ten zestaw.
  • Ubrań w mocnych kolorach – zdecydowanie wolę stonowane barwy. Wyjątek mogłabym zrobić dla czerwieni, choć i tak nie mam w szafie czerwonych ubrań. Jeśli już pojawia się kolor inny bazowe, to jest on w stonowanej wersji. Szczerze mówiąc nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się przekonać do wyrazistych kolorów.
  • Bluzek odsłaniających pępek.
  • Butów na bardzo wysoki obcasie – głównie ze względu na to, że już i tak jestem wysoka, więc czuję się wtedy niekomfortowo.
  • Spódnic do połowy łydki – podkreślają moje dość rozbudowane łydki i sprawiają, że sylwetka wygląda ciężko.
  • Zbyt krótkich szortów i zbyt opiętych ubrań – zdecydowanie wolę oversizowe klimaty.
  • Wzorzystych rajstop – nie lubię rajstop w ogóle, ale jeśli już muszę je założyć, wolę by były jednolite.

 

Nie mogę jeszcze w pełni powiedzieć, że znalazłam swój styl, chociaż jestem dużo bliżej niż kilka lat temu. Myślę że warto poszukiwać i dawać szansę różnym formom, do czasu aż nabędziemy pewności, jak chcemy wyglądać. Zdecydowanie wolę proste i ponadczasowe fasony, bez wielu dodatków i w stonowanych kolorach. Zauważyłam też, że najlepiej wyglądam w rzeczach, w których dobrze się czuję. Dżinsy, koszule, marynarki i grube swetry to stałe elementy mojej garderoby. Jeśli mam do wyboru bluzkę, która jest aktualnym hitem i zrobiłaby furorę oraz drugą stonowaną i klasyczną, zawsze sięgnę po tę drugą.

A Wy jakich elementów nie lubicie  i w związku z czym unikacie ich podczas zakupów? Macie już określony własny styl, którego się trzymacie, czy nadal nad nim pracujecie?

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




Podobne wpisy