Będąc dorastającą dziewczyną, miałam jakieś dziwne wrażenie, że nigdy nie wyjdę za mąż. Do tej pory zdarza mi się prorokować swoje życie, ale fakt, że jednak wyszłam za mąż pokazuje mi, że moje projekcje i fantazje nijak mają się do rzeczywistości.
To jest wielka ulga. Bo był czas, że poddawałam się myśli, że istnieje coś takiego jak samospełniająca się przepowiednia. Co oznacza tylko tyle, że jak o czymś będziemy nagminnie myśleć, to tak się stanie. Dziś wiem, że to są wierutne bzdury, bo życie pokazało mi nie raz, że się mylę. I dzięki Bogu.
Dzień mojego ślubu był jednym z najszczęśliwszych dni w moim życiu. Powiem Wam szczerze, że odetchnęłam z ulgą. Bo NARESZCIE miałam tego jedynego, ukochanego mężczyznę u mojego boku.
Singlom, którzy uważają, że fajnie jest być wolnym ptakiem podaję 8 powodów, dla których warto z tej wolności zrezygnować na rzecz małżeństwa
1. Miłość. Nie ma lepszego uczucia niż prawdziwa, oddana, bezinteresowna miłość. Bez względu na Twój wygląd z rana, bez względu na wiek, choroby, humory, ta miłość (jeśli jest prawdziwa) trwa. Na dobre i na złe…
2. Przyjaźń. Mąż jest dla mnie najlepszym przyjacielem. Nikt inny, no może poza moją mamą, nie zrozumie mnie lepiej. Potrafi z mojego milczenia, mimiki twarzy odczytać wiele. Nie mamy przed sobą tajemnic, możemy rozmawiać o wszystkim i zawsze stoimy za sobą murem.
3. Rodzina. Nawet jeśli nie ma dzieci to małżeństwo jest dwuosobową rodziną. Jeśli dochodzą dzieci, tym lepiej i weselej robi się w domu. Miło jest oglądać zdjęcia ze wspólnych wyjazdów, rodzinnych imprez, czy świąt. Mimo, że obowiązków przybywa, odpowiedzialność też jest większa, to jednak nigdy nie doznajesz uczucia samotności, lub braku spełnienia. Rodzina staje się integralną częścią Ciebie.
4. Nareszcie jest ktoś, kto męskie prace weźmie na siebie. Wbrew pozorom jest to ważne. Pamiętam czasy, kiedy mieszkałam jeszcze sama i wykorzystywałam każdą wizytę szwagra by spojrzał na cieknący kran, sprawdził drzwi, które szurają o podłogę, czy przykręcił lampkę w łazience. Fakt, wiele rzeczy robiłam wtedy sama, ale teraz nie muszę się martwić o to, że trzeba wymienić panele na nowe, albo że coś puka w kole samochodu. A jak złapię gumę, pierwsze co, dzwonię do męża.
5. Seks. No co! To ważna sfera w życiu człowieka. Z mężem można legalnie i kiedy przyjdzie na to ochota. I przynajmniej wiesz, że niczego po drodze nie załapiesz. Jest też darmowy.
6. Problemy dzielone wspólnie są dwa razy mniejsze.
7. Dwie pensje to nie jedna! Łatwiej też dostać kredyt. Proza życia.
8. Masz osobę towarzyszącą. To wielka zaleta, naprawdę. Ile to razy, będąc panną, rezygnowałam z jakiejś imprezy, bo zwyczajnie nie miałam z kim pójść. Samemu nie jest przyjemnie podpierać ściany w klubie. Sylwester, wesela, parapetówki, domówki teraz to sama przyjemność, a nie stres i zastanawianie się czy będę miała do kogo się odezwać.
Jak porównuję sobie moje życie sprzed ery zwanej MAŁŻEŃSTWEM, to owszem, było inne, było ciekawe i miało swoje zalety, ale to życie teraz zdecydowanie bardziej mi się podoba.
Słyszę już te pytania i wątpliwości, chętnie pogadam z Wami w komentarzach. Jakie jest Wasze zdanie na temat małżeństwa? Pytam i małżonków i tych, którzy o małżeństwie wcale nie myślą.

48 komentarzy
Nikt nie powie, że jesteś zgorzkniałą starą panną ;)
Tak, to też jest dobry powód ;)
z tym ,,darmowym,, seksem to Cię poniosło:)
Że niby musisz za niego płacić?
to zapytaj swojego męża:)
Ok, spytałam. Cofam ten fragment o darmowym seksie ;)
dlaczego przesada z darmowym? wytłumaczcie zdezorientowanej singielce ;)
Dużo tutaj nie trzeba tłumaczyć, wystarczy obejrzeć z przymrużeniem oka. ;)
http://www.youtube.com/watch?v=fwbl6SJGRyQ
ja nigdy nie wierzę, jak ktoś samotny mówi, że jest sam ale jest szczęśliwy.Myślę, że można mieć wszystko ale jak brakuje tej drugiej osoby to nic nie cieszy tak do końca……….
Lekko i z humorem. To o stylu. A co do przesłania teraz coraz więcej robi się dla związków niesformalizowanych. Konkubenta można ubezpieczyć w swojej pracy, przepisać na niego spadek ( w razie czego) i wziąć z nim kredyt. Z mężem wzięliśmy kredyt hipoteczny nie będąc jeszcze w związku sformalizowanym. Tak więc związki bez sakramentalnego „tak” w świetle prawa mogą coraz więcej… jednak wciąż nie tak dużo co mąż i żona.
Fakt, że gdy połączą nas te niewidzialne i widzialne więzy, coś nieokreślonego zawisa w powietrzu i już pozostaje. Trudniej się rozstać, bardziej chce się pielęgnować związek i o niego walczyć.
W sierpniu byłam na ślubie. Ksiądz w trakcie kazania powiedział bardzo ładną (ale nie odkrywczą) rzecz: od teraz jesteście jedną duszą w dwóch ciałach. Macie już 4 ręce, a nie dwie, macie 4 nogi – dzięki temu łatwiej Wam pokonywać troski i problemy. Macie podwójne serce by obdarzać ludzi większymi pokładami miłości.
Też mi się wydaje, że z małżeństwa trudniej zrezygnować, niż z nieformalnego związku. Swoją drogą określenie konkubent nie jest zbyt ładne! Dziwnie byłoby mi tak nazywać mojego męża, gdyby nim nie był.
A co do kazania, bardzo ładne słowa. Też wierzę w tę jedność dusz.
Rzeczy o których piszesz dotyczą nie tylko małżeństwa, ale i zwykłego związku partnerskiego, na tzw. kocią łapę… Więc to zalety nie tyle życia w małżeństwie, co życia w związku. Więc gdyby tytuł był inny to w 100% bym się z Tobą zgadzała ;).
Wiesz ja jestem mężatką i piszę z mojej perspektywy. A z mojej wygląda to właśnie tak. Związek partnerski, na kocią łapę itd. to zupełnie coś innego. Przynajmniej dla mnie.
Witam serdecznie
zgadzam się ze wszystkim! Choć nie mamy ślubu jest u nas to wszystko co zawarłaś w tych 8 punktach :)
Szczerze powiem, że czuję pewnego rodzaju ekscytację. Prawdopodobnie w ciągu następnych trzech lat wezmę ślub. To z pewnością całkowicie nowy etap w życiu i zdaję sobie sprawę, że momentami niełatwy, ale wspólne podążanie przez życiowe problemy, uciechy, smutki i sukcesy jest świetną perspektywą. Małżeństwo musi być fajną sprawą. Niedługo przekonam się czy to prawda haha! :)
Małżeństwo jest fajną sprawą. Przekonasz się :)
Wiktor jest to super sprawa ;) Ludzie często gadają, że po ślubie wszystko się zmienia na gorsze. Ja tego nie doświadczyłam. Wręcz przeciwnie. Moim zdaniem po ślubie jest jeszcze lepiej ;)
Dobrze to słyszeć, pewnie chcecie z Dorotą się wkręcić do mnie na wesele! haha :D
Mając męża/zone można wiele spraw załatwic np. w urzędzie bez obecności drugiej osoby, czasami wystarczy tylko odręcznie napisane pełnomocnictwo…Aha i na poczcie awizo może mój mąz za mnie odebrac nawet te z sądu ;)
Masz rację, to też jest spore ułatwienie w życiu.
:)))
Pewnie, że życie w pojedynkę ma swoje plusy! Staram się je dostrzegać każdego dnia, ale…
Póki co borykam się z rzeczami z pkt. 4 i 8. Wbrew pozorom to wcale nie takie drobnostki.
Oj nie są to drobnostki, doskonale Cię rozumiem.
Marzę, że kiedyś i ja spotkam Tego jedynego, któremu zaufam i z którym będę chciała dzielić swój świat.
Uwielbiałam moje życie studenckie ;-) Ale wolę to obecne z jego plusami i minusami. Moje małżeństwo to często góra-dół. Raz mam ochotę udusić męża, a innym razem mogę przytulać go cały dzień – no samo życie. Mieszkamy z rodzicami, więc podział obowiązków jest niestety inny, ale póki co dajemy radę, Myślimy jednak coraz bardziej intensywniej o robieniu góry.
A ja żyję w wolnym związku i pod tymi punktami też mogę się podpisać. Mamy dziecko, jesteśmy rodziną. Mówisz, że widzisz różnicę, a mnie się wydaje, że jednak różni nas chyba tylko brak papierka. Może kiedyś przyjdzie czas, żeby to sformalizować, jednak póki co zupełnie nie robi mi to różnicy.
Ja widzę ogromną różnicę, bo brałam ślub kościelny i nie jest on dla mnie tylko papierkiem. Pomijając jednak ten fakt, małżeństwo cywilne reguluje różne aspekty prawne, jak chociażby wspólnotę majątkową, nazwisko Twoje i Waszych dzieci, dziedziczenie. Mąż może więcej zdziałać w różnych urzędach w Twoim imieniu niż konkubent. No i sam fakt, że mogę przedstawiać mojego partnera, ojca moich dzieci jako męża, robi dla mnie różnicę.
Ale masz rację, że te punkty mogą dotyczyć tak samo wolnych związków.
No właśnie mąż jest najlepszym przyjacielem żony
pkt. 8 strasznie naciągany- jak chcę iść na koncert czy imprezę idę sama. Przekonanie, ze z domu wychodzi się zawsze we dwójkę jest strasznie ograniczające… i chyba smutne
Nie wydaje mi się żeby to było naciągane. Ja nie lubię chodzić na imprezy bez mojej drugiej połówki (i nie dlatego że takie jest „przekonanie”), tylko po prostu źle się czuję bo najlepiej bawię się właśnie z NIM! :)
Myślę, że w różnych momentach w życiu potrzebujemy czegoś innego i to nas też kształtuję. Osobiście jestem zwolenniczką małżeństwa, uważam, że jest to i praktyczne i budujące. Żyjemy, żeby coś budować wokół siebie – rodzina wydaje mi się tutaj podstawą. Uważam jednak, że warto również doświadczyć samotności, żeby tak naprawdę wiedzieć, czego się chce od życia. Nie wszyscy są stworzeni do małżeństwa i wychowywania dzieci.
Pozdrawiam!
Życie w samotności może i ma swoje dodatnie strony, ale zdecydowanie być z kimś, znaczy o wiele więcej. Może to drobiazg, ale będąc z kimś masz wyjątkową opcje, gdy masz słabszy dzień lub źle się czujesz albo masz mizerny humor to masz do kogo się przytulić – masz kogoś kto może Cię pocieszyć i wesprzeć. A to bez wątpienia jest bezcenne, do tego każde słowo wsparcia wzmacnia relacje :) więc trudno mi się doczekać swojej ukochanej małżonki. Ja osobiście singlowania nie lubię. No i ten legalny seks :) piękna sprawa, otrzymać czułość, czuć bliską osobę i dobrze się czuć po wspólnym spotkaniu, też bezcenne.
Karo, nic dodać, nic ująć :)
ojjj tylko Dodać, tylko dodać :) Dodać tylko ukochaną i będzie duet :) A zgrany tandem to podstawa, więc wybieram się na poszukiwania, trzymajcie lajka… aaalbo co tam chcecie… :D
…czuję niedosyt. To za mało punktów i za mało plusów. W małżeństwie można dużo więcej. ale z małżeństwem jest też dużo trudniej niż np. z konkubinatem.
Czemu uważasz, że jest trudniej niż z konkubinatem?
Pewnie, że można podać więcej powodów, po to są komentarze by podyskutować i dodać te, które dla Ciebie są ważne.
Wiesz mojemu facetowi wystarczy zasygnalizować, że mam ochotę i potrafi z wielu rzeczy zrezygnować, żeby do mnie wtedy wpaść;). Chociaż to fakt – przy rodzicach raczej pomijamy temat seksu;)
Ojej, to chyba post dla mnie! Odkąd byłam nastolatką, byłam pewna, że zostanę starą panną i nigdy nie wyjdę za mąż. Ostatnio, kiedy w moim otoczeniu wielu przyjaciół i znajomych brało śluby, przekonywałam się o tym bardziej i bardziej, bo patrząc na ich związki, widziałam jedno wielkie nieporozumienie. Widząc małżeństwa znajomych widziałam namacalnie, że to jakaś porażka – po krótkim czasie od ślubu krzyczeli na siebie, widziało się, że nie są szczęśliwi, nie trzymali się za ręce, nie przytulali, wyrażali się o sobie z pretensjami, mówili, że już nie są dla siebie tak atrakcyjni jak na początku „chodzenia”… Napatrzyłam się na takie historie i pasowało mi wyobrażenie życia jako singiel, bo nie musiałabym się skonfrontować z wielkim rozczarowaniem, jakim jest wspólne życie po ślubie. WSZYSTKO zmieniło się kiedy w końcu zadecydowałam się być z obecnym partnerem (zdecydowałam, bo był moim przyjacielem od lat). Nagle okazało się, że jakoś umiem sobie wyobrazić te wspólne życie. Łapię się na myśli „wiem, że z nami byłoby inaczej, my bylibyśmy zgodnym małżeństwem”… ale jeśli oni też tak myśleli? A życie napisało inny scenariusz? Chciałabym się zapytać ile jesteście po ślubie oraz co według Ciebie zmieniło się po ślubie? Pozdrawiam ciepło :)
Małżeństwo wymaga kompromisów, wspólnej pracy nad nim oraz wiary w nie. Jeśli przed ślubem zakładamy, że jak nie wyjdzie to się rozstaniemy, to nie ma sensu brać ślubu. Oboje musicie tego chcieć. To taki akt woli, chcę spędzić z tym facetem resztę życia. I tyle.
Po ślubie zmieniło się wszystko. Wiemy, że jesteśmy dla siebie, na dobre i złe, jesteśmy dla siebie najważniejsi. Nie wyobrażam sobie życia bez mojego męża i wiem, że on także nie wyobraża sobie życia beze mnie. Jako katolicy wierzymy, że połączył nas Bóg i staliśmy się jednością i tą jedność da się poczuć.
Wszystkiego dobrego :)
Dziękuję, takiej wiadomości było mi trzeba. Zwłaszcza zahaczenia o religijny aspekt, który jest dla nas ważny. Pozytywny głos wśród tych wszystkich antyprzykładów jest potrzebny ;)
Zgadzam się w 100% Uwielbiam być mężatką :)
ja jestem samotnym facetem a ona mężatka nie chce być dłużej przyjacielem chcę odejść i zapomnieć.
Kurcze jakos umknal mi ten post, a wydawalo mi sie ze przeczytalam calego Twojego bloga;)
Ja jestem zdecydowana przeciwniczka malzenstwa, choc oczywiscie nikogo nie przekonuje zeby postepowal podobnie. Jest to bardzo indywidualna sprawa i kazdy powinien zyc tak jak jest mu dobrze i wygodnie. Ja zyje z kims i jest mi dobrze i naprawde nie potrzebujemy do tego jakiegos „zaswiadczenia” ;) Czesto jest tak ze ludzie swietnie dogaduja sie bez slubu, a po nim wszystko zaczyna sie psuc, nie wiem z czego to wynika, jednak zdarzaja sie takie przypadki ;)
Pozdrawiam!
Martynosia przeczytałaś całego mojego bloga? Wow, to bardzo bardzo miłe :)
Co do małżeństwa, to oczywiście jest to bardzo indywidualna sprawa i zależy od człowieka, jego podejścia do tematu. Dla Ciebie małżeństwo jest tylko formą „zaświadczenia” o Waszej miłości i patrząc na to z Twojego punktu widzenia, też mi taki świstek nie byłby potrzebny (chociaż zawarcie ślubu cywilnego upraszcza wiele spraw natury urzędowej). Ale nie o to przecież chodzi.
Dla mnie liczy się ślub kościelny, który biorę już nie dla świstka, ale ze względu na jego duchowy wymiar. Wierzę w przysięgę „na dobre i złe” oraz w to, że Bóg połączył nas „węzłem małżeńskim”.
Małżeństwo sakramentalne, to nie jest zwykły papierek. Jeśli ktoś tak do tego podchodzi, to jest w błędzie. Uwierzyliśmy, że jeśli naszą miłość wyznamy sobie przed Bogiem, zaprosimy Boga do naszego wspólnego życia, to nam się uda stworzyć udane małżeństwo. Naszą miłość musimy pielęgnować, dbać o nią i o siebie nawzajem. Tylko wtedy zbudujemy trwały związek, coś pięknego. W tym roku minęła trzecia rocznica ślubu, a my kochamy się coraz mocniej, coraz piękniej. Dbamy o siebie i przede wszystkim jesteśmy wobec siebie uczciwi. Ważne jest też, aby urozmaicać sobie życie codzienne, żeby nie wpaść w rutynę. Od czasu do czasu robimy sobie niespodzianki, obydwoje to uwielbiamy. Dziękuję Autorce za bardzo mądre słowa i Jej postawę życiową.
Kurczę, naszła mnie taka refleksja, że przecież każdy człowiek, wierzący czy nie, odczuwa miłość i z jej powodu podejmuje się takiego wyzwania jak małżeństwo. A jak tu obrać ceremonię, która poza papierkiem da coś wzniosłego, pięknego? Czy osoby niewierzące nie potrzebują sfery duchowej w swoim życiu? Czy wiara daje przyzwolenie na uczucia? Niewierzący są skazani na sztywność, formalność ceremonii?
Odkąd jestem mężatką, nie wyobrażam sobie innego życia! Małżeństwo to najlepsza sprawa, jaka mogła mi się przytrafić, a mój mąż – jest bezcenny! :)
Ja ze swoim jesteśmy małżeństwem 4 lata, a ogólnie znamy się od 2007 roku i od wtedy już coś zaiskrzyło, jednak uważam, że zbyt długo czekaliśmy na założenie rodziny, co spowodowało po urodzeniu dziecka na prawdę różnice zdań i zauważalną różnicę poglądów. Podobno człowiek dociera się przez całe życie, bywają na prawdę trudne dni, jednak wierzę, że to minie :) chociaż różnie w życiu bywa, najważniejsze, aby być szczęśliwą :)