fbpx

Based on a True Story

by Dorota Zalepa
14 komentarzy

Podczas późnych wiosennych porządków, natknęłam się na pewien dokument sprzed 13 lat. Mój umysł skutecznie wymazał z pamięci fakt o jego istnieniu, tym większe było moje zdziwienie kiedy go zobaczyłam. Była to pomięta i pożółkła od starości kartka papieru. Po zapoznaniu się z treścią dokumentu, okazało się, że jest to protokół zdawczo – odbiorczy z Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie. Przypomniałam sobie, że w kwietniu 2000 roku (taka data widniała na dokumencie) użyczyłam swoje najcenniejsze medale, parę zdjęć i 2 identyfikatory na wystawę sportu w muzeum. Po zakończeniu miałam się po nie zgłosić, ale ponieważ wystawa trwała dość długo, a ja w tym czasie byłam ciągle w rozjazdach, wyparłam te przypomnienie z mojej pamięci. Tak więc, gdy natknęłam się na ten dokument zdziwiłam się, ponieważ byłam pewna, że moje cenne skarby przeszłości są schowane głęboko w kartonach w piwnicy. A tu proszę, nie mam ani  jednego medalu z Mistrzostw Świata, czy Mistrzostw Europy, moich najcenniejszych zdobyczy.

prokol_muzeum

Protokół zdawczo-odbiorczy

Postanowiłam działać! Zadzwoniłam pod numer widniejący na dokumencie licząc, że się nie zmienił. Pudło! Jednak korzystając z moich umiejętności obsługi Google, szybko odnalazłam właściwy numer. Odebrał automat i po blisko dwuminutowym wysłuchaniu i przeanalizowaniu wszystkich możliwych opcji, wybrałam sekretariat. Odebrała miła Pani i na moje opowiadania, że mają moje medale, które użyczyłam im 13 lat temu i teraz chciałabym je odzyskać, nie bardzo wiedziała co ze mną zrobić. Poprosiłam więc osobę, która wyraźnie podpisała się na protokole. Po kolejnej minucie wysłuchiwania  telefonicznej melodyjki, rozmowa wróciła, niczym  piłka odbita od ściany, do sekretariatu. Koniec końców połączono mnie z Działem Historii (dobrze, że nie archeologii), i słusznie bo te wydarzenia to już nawet zamierzchła przeszłość. Natrafiłam na bardzo sympatyczną kobietę, która postanowiła mi pomóc. Jednak gdy usłyszała kto podpisał się na protokole na chwile zamarła, oznajmiając bardzo poważnym głosem:

„Wie Pani, że ta Pani, która wzięła te rzeczy już nie żyje?”

Przepadło – pomyślałam sobie, wszystkie moje medale potwierdzające namacalnie, że zostałam Mistrzynią Świata i Europy, zniknęły w podziemiach Olsztyńskiego Zamku. Zostały tylko zapiski w gazetach i kronikach sportowych. Miła pani oznajmiła mi, niczym prezesi po rozmowach kwalifikacyjnych, że jeśli coś znajdzie to oddzwoni.  Zaczęło się niecierpliwe oczekiwanie i rozmyślanie.  Czy znajdzie?  Przecież muzeum nie wyrzuca takich rzeczy! A może po takim czasie przeszły na jego własność?

Przez kilka dni te myśli nie dawały mi spokoju. Telefon milczał i w mojej głowie gościła już tylko jedna myśl, z którą powoli zaczęłam się godzić. Przepadło, wszystkie trofea zniknęły.

Po 3 dniach od rozmowy, telefon nagle zadzwonił. To był numer z muzeum. Rozmowa była krótka:

Muzeum: Dzień dobry

Ja: Dzień dobry

M: Czy rozmawiam z Panią Dorotą ?

Ja: Tak, słucham.

M: Znalazły się wszystkie Pani medale, jest cała teczka, moja poprzedniczka wszystko dokładnie opisała i zarchiwizowała. Nic nie zginęło, może się Pani zgłosić po swoje rzeczy choćby dzisiaj…

Nazajutrz udałam się do muzeum i otrzymałam białą teczkę z moim imieniem i nazwiskiem panieńskim. Prawie jak za czasów komuny, mieli na mnie jakąś teczkę. Ale nie, w środku był kawałek historii mojego życia…. z resztą zobaczcie sami.

teczka2

Zawartość białej teczki

werdykt



Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)