fbpx

Katarzyna Grochola – Trochę większy poniedziałek

by Dorota Zalepa
10 komentarzy
Trochę większy poniedziałek

Od dawna darzę wielką sympatią książki Katarzyny Grocholi, a po tej lekturze pałam miłością nie tylko do książek, ale też do samej autorki. Pani Kasia, jakoś Katarzyna mniej mi pasuje, zawsze wydawała mi się bardzo ciepłą, miłą i przede wszystkim pozytywną osobą. Ta pozytywna strona osobowości daje o sobie znać w jej książkach. Na blogu znajdziecie już recenzję Houston, mamy problem, teraz czas na najnowsze dzieło – Trochę większy poniedziałek.

Jest to zbiór felietonów, które autorka napisała w latach 2000-2007. Część można napotkać w poprzednich powieściach, część jest zupełnie nowa i nieznana. Każdy felieton jest osobną historią, przemyśleniem, opowiadaniem, które można czytać zupełnie oddzielnie, jednak ułożone chronologicznie według lat i pór roku, dają ciekawy obraz całości.

W Trochę większym poniedziałku Katarzyna Grochola ukazuje wiele cech, żeby nie powiedzieć przywar, ludzkich, z których z pewnością nie powinniśmy być dumni. Wiele z nich, jak chociażby narzekanie, przedstawionych zostało w sposób nie uwłaczający żadnemu człowiekowi, z lekkim przymrużeniem oka i z humorem. Niejednokrotnie z resztą, sama pisarka się do nich przyznaje.

Bohaterką felietonów jest Kasia, która tak samo jak cała reszta świata zmaga się z codziennością, szarością, nadwagą, miłością, słabościami. Która jest normalna, przeciętna, nie udająca supermodelki z okładek czasopism o modzie, a wszelkie próby stania się nimi kończą się kolejną lekcją życia. Bo ona tego nie potrzebuje do szczęścia! Kocha proste życie, w którym zamiast rozmów przez telefon komórkowy, spotyka się z przyjaciółmi, gości ich najlepiej jak potrafi, podnosi na duchu. Jest prawdziwą osobą z krwi i kości, z bolącym zębem, roztrzepaną fryzurą, w ulubionym za luźnym dresie. Jest prawdziwą przyjaciółką.

katarzyna grochola recenzja

Zachciało mi się takiego życia. Prostego, na wsi, z herbatą w dłoni i wieczornym koniaczkiem, pysznym obiadem, spacerami w lesie, całonocnymi biesiadami z przyjaciółmi. Życia, które mogłabym mieć, gdybym tylko chciała,  bo nie wymaga ono ode mnie wielkich zasobów pieniężnych, mozolnej pracy, a jedynie zmiany myślenia i dostrzeżenia tej lepszej połowy w szklance.

Tego uczy Katarzyna Grochola w swojej książce. Trochę większy poniedziałek sprawił, że poczułam się fantastycznie i zaczęło mi się chcieć żyć życiem pięknym, z całą różnorodnością jego inwentarza, z latem, ale i z zimą, ze słońcem i deszczem, z radością i smutkiem. Bo w każdej najmniejszej chwili można odnaleźć coś cennego.

Jeśli ktokolwiek choć przez chwilę rozważał przeczytanie najnowszej książki Katarzyny Grocholi, niech dłużej tego nie robi  – to znaczy nie zastanawia się – i po prostu po nią sięgnie. Obiecuję, że się nie zawiedzie!

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)