W Wigilię 1924 roku w Genewie odbyło się spotkanie największych producentów żarówek, którzy postanowili skrócić cykl życia żarówki z 2500 do 1000 godzin, zmuszając tym samym konsumentów do częstszych zakupów. Historia stała się głośna za sprawą francusko-hiszpańskiego dokumentu, który ujawnił tzw. spisek żarówkowy. W filmie podano przykład żarówki, która pali się nieprzerwanie w straży pożarnej w Livermore w Kalifornii, od ponad 100 lat!
Planowane postarzanie jakości produktów
Planowane postarzanie jakości produktów to efekt celowej polityki wielkich koncernów produkujących sprzęt AGD/RTV, komputery, samochody, ubrania. Produkty zaprojektowane są tak, by przestały działać tuż po okresie gwarancji. Wszystko po to, by zmusić klienta do ponownego zakupu i nakręcić sprzedaż.
Wiele osób zachwyca się jakością elektroniki, czy odzieży sprzed 15-20 lat. Wiele urządzeń służy bez problemu po dzisiejszy dzień, a nawet jeśli zepsują się drobne podzespoły, w łatwy sposób możemy je wymienić, bez potrzeby oddawania ich do serwisu. Obecne sprzęty są tak stworzone, by utrudnić użytkownikowi samodzielną naprawę. Często nie mamy możliwości wymiany baterii, drobnych części bo są one scalone z większą całością, tak jest na przykład w laptopach, których naprawa niejednokrotnie się nie opłaca.
Dobrym przykładem są także drukarki. Ceny materiałów eksploatacyjnych, czyli tuszów i tonerów, często przewyższają cenę samej drukarki. Klient kupuje drukarkę w przystępnej cenie, a potem wydaje fortunę na tonery. Firmy montują w tonerach specjalne chipy, byśmy nie byli w stanie zużyć ich do końca. Drukarka wstrzymuje pracę w momencie, kiedy toner nie jest do końca opróżniony. Naprawa drukarki to również sprawa zupełnie nie opłacalna.
Nie dziwi mnie fakt, że żywotność baterii w telefonach komórkowych wystarcza na 24 miesiące, czyli tyle ile trwa gwarancja, po tym czasie musimy wymienić telefon na nowy model, pomimo tego, że elektronika działa bez zarzutu. Apple wyprowadził na rynek iPoda nano 1G, w którym przegrzewała się bateria, co znacznie skróciło jej żywotność. Skończyło się procesami sądowymi wszczętymi przez niezadowolonych klientów.
A co z odzieżą?
Problem fast fashion, czyli szybko zmieniających się trendów, jest przyczyną nie tylko zatruwania środowiska oraz eksploatowania jego naturalnych zasobów, ale także przyczynia się do wykorzystywania pracowników na Dalekim Wschodzie. W kwietniu 2013 roku nieopodal Dhaki w Bangladeszu runął ośmiopiętrowy budynek. W katastrofie zginęło ponad 1100 osób. W budynku znajdowały się m.in. szwalnie wielkich koncernów odzieżowych – Primark, Benetton, Mango, a nawet LPP. Lucy Siegle autorka książki To Die For. Is Fashion Wearing out The Word, opowiada o drastycznych skutkach szybkiej mody. Wysypiska gnijącej bawełny, tony marnującej się odzieży, zużywanie ogromnych ilości wody do produkcji włókien, a przede wszystkich głodowe stawki i nieludzkie warunki pracy pracowników szyjących odzież. Wszystko po to by obniżyć koszty produkcji, byśmy mogli pozwolić sobie na kupowanie znacznie większej ilości ubrań.
Kiedyś w branży modowej istniały 2-4 trendy zmieniające się wraz z porami roku, dziś jest ich aż 52! Producenci nie uzupełniają bieżącej kolekcji, wciąż pojawiają się nowe. Musimy działać szybko, jeśli nie kupimy jakiejś upatrzonej rzeczy zaraz po jej premierze w sklepie, za chwilę jej już nie będzie. Co tydzień sieciówki dostarczają nam nowe wzory. Czy ta odzież jest dobrej jakości? A skąd! Inaczej nie moglibyśmy sobie na nią pozwolić. Lepsze gatunkowo materiały są droższe, co wpływa na cenę końcową produktu. Sweter z kaszmiru, czy sukienka z jedwabiu nigdy nie będą tanie.
Swoją drogą macie jeszcze jakieś ubrania sprzed kilkunastu-kilkudziesięciu lat? W mojej rodzinie uchowały się spodnie jeansowe Wranglera sprzed 30 lat, które nadal są w bardzo dobrym stanie. Zaglądając do szaf naszych rodziców, czy dziadków możemy natrafić na rzeczy, które nie mają poskręcanych szwów, odlatujących guzików, przetarć, zmechaceń i nadal cieszą oko. Są po prostu świetnej jakości. Nie zastanawia Was dlaczego koszule, T-shirty, czy swetry, które możemy dostać w second-handach, mimo że liczą sobie kilkanaście lat, są w lepszym stanie od rzeczy kupionych kilka miesięcy temu? Obecnie mamy bardzo jednorodną modę, trudno o finezyjne, bardziej skomplikowane kroje, wszędzie pełno bezkształtnych, prostych fasonów, które nie wymagają specjalnych kwalifikacji.
Zaczęła liczyć się ilość, nie jakość. Specjaliści od reklamy i marketingu pracują nad tym by wytwarzać w nas nowe potrzeby zakupowe, byśmy chcieli podążać za modą. Jakość zajmuje miejsce daleko w tyle. To co było modne kilka miesięcy temu, dziś jest już passe.
Czy możemy coś zrobić, by walczyć z fast fashion?
Tak naprawdę nie mamy bezpośredniego wpływu na warunki w jakich szyje się odzież. Nie mamy też bezpośredniego wpływu na politykę koncernów odzieżowych nawet jeśli zaczniemy bojkotować ich działania, ale możemy poprzez nasze wybory zacząć kształtować na nowo rynek odzieżowy. Kupując mniej i bardziej świadomie. Wybierając odzież jak najlepszej jakości dajemy sygnał producentom, że nasze potrzeby się zmieniają. Dzięki sięganiu po dobrej jakości rzeczy, czyli uszyte z dobrych materiałów, starannie wykończone, mamy gwarancję, że posłużą nam dłużej i nie rozpadną się po pierwszym praniu. Warto podszkolić się w materiałoznawstwie i nauczyć się czytać metki. Nawet marki ze średniej i wysokiej półki cenowej, które chwalą się dobrą jakością, mają w swojej ofercie ubrania wykonane z poliestru i akrylu, a ich cena wcale nie jest mniejsza od tych wykonanych z naturalnych tkanin. Dlatego tak ważne jest sprawdzanie składu materiałów. Musimy wyjść z błędnego myślenia, że im więcej będziemy mieli ubrań, tym lepiej będziemy się prezentować. Wręcz przeciwnie, duża ilość ubrań, szczególnie kiepskiej jakości, przytłacza, pozbawia nas kreatywności, co więcej, nadwyręża nasz budżet. Lepiej w sezonie kupić jedną – dwie rzeczy droższe, które posłużą nam kilka lat, niż dziesięć, które nie przetrwają roku.
Czy to znaczy, że mamy omijać sieciówki?
Mam swoje ulubione sklepy, w których natrafiam na starannie wykończone produkty z naturalnych materiałów, ale zaglądam też do sieciówek. Gdybyśmy chcieli wybierać marki, które stosują zasady uczciwego handlu, musielibyśmy bardzo ograniczyć nasze wybory zakupowe. W internecie dostępne są listy firm, które szyją zgodnie z zasadą fair trade. Swoją drogą otrzymanie takiego certyfikatu wiąże się z dużymi opłatami, na które małe firmy nie mogą sobie pozwolić. Wokół produktów ekologicznych, naturalnych także tworzy się biznes, na którym ktoś chce zarobić.
Przeciętny konsument, który chce zaspokoić potrzebę zakupu płaszcza, nie będzie zadawał sobie aż takiego trudu, by sprawdzić, czy przypadkiem firma produkująca odzież nie przerzuciła części produkcji na Daleki Wschód, a dopiero końcowy etap produkcji znajduje się w Europie. Zresztą, to że odzież produkowana jest w Chinach, które są technologicznie znacznie bardziej rozwinięte, niż niejeden kraj w Europie Zachodniej, nie oznacza, że odzież będzie kiepsko wykonana. Warto jednak wprowadzić zasady slow fashion, mówiące przede wszystkim o jakości i ograniczeniu posiadanych ubrań, do tych, które naprawdę lubimy.
*
Dzisiejszym tematem rozpoczynam cykl postów o jakości. Jest to temat niezwykle obszerny, dlatego postanowiłam podzielić go na kilka części. Przewiduję trzy, ale w trakcie może okazać się, że będzie ich więcej. W następnym odcinku cyklu zajmiemy się materiałami.
Jestem ciekawa czy macie w swoich domach sprzęty, czy odzież, która liczy sobie kilkanaście lat? Jakiej jest jakości? Czy nadal działa? Dajcie znać, czy zwracacie uwagę na skład materiału podczas zakupów ubrań, może macie jakieś sposoby, by sprawdzić jakość odzieży jeszcze w sklepie?
W ramach cyklu dotyczącego jakości ukazały się następujące posty:
- Część 1: Jak to jest z tą jakością? – o jakości kiedyś i dzisiaj, planowanym postarzaniu produktu i szybkiej modzie (obecny post)
- Część 2: Rodzaje materiałów – poliester, bawełna, wiskoza… co lepsze? (obecny post)
- Część 3: Jak kupować ubrania dobrej jakości? – kilka trików, które pomagają w wyborze ubrań podczas zakupów
Jeśli post okazał się przydatny, będzie mi bardzo miło, jeśli podzielcie się nim ze znajomymi korzystając z przycisków poniżej. Dziękuję! :)
45 komentarzy
Polecam film The True Cost. Osobiście chciałabym wydawać więcej pieniędzy na lepsze jakościowo ubrania i myśle, że nie tylko ja jednak prawda jest taka, że przeciętnego Polaka ledwo stać na sieciówki.
Często jest tak, że w sklepie obok sweterków akrylowych wiszą bawełniane, czy wiskozowe w tej samej cenie. Więc nie jest to regułą, że te lepsze jakościowo będą droższe. Można pobuszować po second-handach, portalach aukcyjnych, ja zawsze staram się wyłapywać dobre okazje. Niemniej powinniśmy kupować najlepszą jakość na jaką nas stać. :)
Super. Od teraz będę czytać metki :)
Ja miałam spodnie mojej mamy – wynosiła je ona, ja i moja siostra. Gdyby nie to, że już zaczęły tracić kolor to ich stan (szwy, sam materiał) nadal byłby idealny. To były najlepsze spodnie jakie miałam, choć też miały 30 lat w momencie, gdy ja zaczęłam je nosić…
kiedyś w jednej sieciówce często kupowałam odzież, aktualnie jakość w tym samym sklepie jest fatalna. Niestety nie w każdym mieście jest sklep z dobrej jakości ciuchami nie mówiąc o tym że mało kogo stać na takie kwoty. Inna sprawa że dosyć zdarza mi się kupić „made in China” a jednak fajnie wykonane i zazwyczaj z bawełny :)
To, że odzież jest z metką made in China nie oznacza od razu, że jest gorszej jakości. Produkcja praktycznie przeniosła się do Chin i to nie tylko odzieży, ale przecież elektroniki także. Zarzuty dotyczące wykorzystywania pracowników firm odzieżowych krążą głównie wokół Bangladeszu i Kambodży, choć w Chinach też są fabryki,w których nie przestrzega się praw pracowników, była głośna sprawa z fabryką produkującą części dla Apple. Nie przestaniemy nagle kupować produktów z metkami „made in China”. Możemy jednak stawiać na jakość, by rzeczy, które kupujemy służyły nam jak najdłużej.
Głosujemy wyborem. Wybierając jak najlepszej jakości odzież i w miarę możliwości produkowaną zgodnie z zasadami Fair Trade pokazujemy, że nie chcemy kupować badziewia, które szybko nie będzie się nadawało do użytku. Sama staram się sięgać po rzeczy produkowane przez małe marki, szyjące w Polsce. Niestety wielu osobom nie wytłumaczy się, że kupienie jednej droższej rzeczy, zamiast kilku bardzo tanich, jest lepsze, bo taka rzecz posłuży nam na dłużej. Niestety obserwuję ludzi w moim najbliższym otoczeniu, które nie myślą o tym jakie są konsekwencje rozbujałego konsumpcjonizmu i dla nich najważniejsze jest to by mieć jak najwięcej. Super, że o tym piszesz.
Czekam na kolejne posty o jakości z niecierpliwością. :)
U mnie jest tak, że kupuję często w sieciówkach, ale nigdy bezmyślnie. Nigdy nie miałam problemu nadmiarem zakupów, a raczej miewałam z brakiem spójności w szafie. Od jakiegoś czasu pracuję nad tym. Określiłam swoj styl, zrobiłam analizę kolorystyczną i na tym syaram się bazować. Nawet kupując w sieciówkach sprawdzam jakość. Kupuję taką jakość na którą aktualnie mnie stać więc o 100% płaszczu z wełny póki co sobie marzę :)
A mi się udało w ubiegłym roku dostać płaszcz firmy Maxima za 150 zł, który zawiera 80% wełny i ma podszewkę z wiskozy! Ale to był jedyny taki strzał w moim dotychczasowym życiu. Po prostu właścicielka butku zwijała interes, sezon na płaszcze się skończył i chciała pozbyć się stanów magazynowych.
Oglądałam te dokument. Było w nich jeszcze o rajstopach, w których nie puszczają oczka. To moje marzenie, bo zwykle nowe rajstopy zakładam raz, naprawdę. Po pierwszym dniu zwykle puści oczko i lipa. Czasem nawet już podczas zakładania.
Znam ten problem, rajstopy to dla mnie najdroższe ubrania, bo są praktycznie jednorazowe. Mam dwa sposoby, aby trochę zwiększyć żywotność rajstop:
1. (wypróbowany przeze mnie) – zaczęłam kupować rozmiar większy. Dzięki temu rajstopy nie są tak naciągnięte,
2. (przeczytany na forach i jeszcze nie wypróbowany) – wkładanie rajstop do zamrażalnika oraz spryskiwanie ich lakierem (gdy już są na nogach).