Budowanie własnego stylu to nie tylko kupowanie nowych rzeczy, ale przede wszystkim świadome rezygnowanie z tego, co nam nie służy. Czasami prościej jest nam określić to, czego nie lubimy, niż to co nam się podoba i to ćwiczenie jest świetnym sposobem na to, by zacząć określać swój styl. Tak więc dzisiaj mam do Ciebie pytanie -Czego nie lubisz nosić, w czym czujesz się źle? Taka lista pozwoli Ci uświadomić sobie, czego absolutnie nie powinnaś kupować w sklepach, nawet jeśli bardzo by Ci się spodobała dana rzecz.
A oto 8 rzeczy, z których ja zrezygnowałam na przestrzeni lat:
1. Za ciasne spodnie. Koniec ze spodniami wbijającymi się w brzuch i dżinsami, które rzekomo „miały się rozejść”. Wygoda to podstawa! Ekspedientki często nam powtarzają, że coś się rozejdzie, ale to nie jest prawda. Jeszcze żadne dżinsy nie rozeszły się na tyle, by być komfortowe, dlatego zwracam uwagę na to, by były wygodne już w dniu zakupu.
2. Czarny. Jest zbyt ciężki dla mojej urody. Dzięki analizie kolorystycznej wiem już, jaka baza sprawdza się u mnie najlepiej. Czarny to kolor, który pasuje niewielu osobom. Generalnie zasada jest taka, jeśli masz w swojej urodzie bardzo ciemne kolory (np. kolor włosów, tęczówki) to czarny będzie dla Ciebie ok, jeśli Twoja uroda jest stonowana, jasna, nie ma mocnego kontrastu, to ten kolor będzie za ciężki. Jeśli potrzebujesz określić takie kolory bazowe dla Ciebie, polecam fenomenalne narzędzie jakim jest analiza kolorystyczna.

Kolory bazowe warto dobrać do swojego typu urody i łączyć z innymi kolorami z naszej palety.
3. Niewygodne buty. Za ciasne przy palcach, ocierające i na obcasie wyższym niż 5 cm. Przerobiłam w swoim życiu już wiele modeli, które były zbyt ciasne albo po prostu za szerokie i nie trzymały się stopy. Dziś mówię takim butom – NIE! Moje ciało zasługuje na to, by czuć się komfortowo w ubraniach i dodatkach, które na siebie zakładam.
4. Syntetyczne materiały. Poza odzieżą specjalistyczną, omijam poliester i akryl, ale nawet i odzież sportowa ma obecnie wspaniałe alternatywy w postaci wełnianych ubrań do treningów, choć są one znacznie droższe. Dopuszczam niewielki dodatek poliestru, który znacząco nie zmieni właściwości tkaniny czy dzianiny, ale im jest go mniej tym lepiej. Akrylu nie toleruję nawet w najmniejszym procencie.
5. Chwilowe trendy. Nie kupuję ubrań i dodatków tylko dlatego, że są modne. Wybieram rzeczy, które pasują do mnie i są na tyle klasyczne, by służyły mi przez lata. Czasami mamy ochotę dołożyć coś, co akurat jest w trendach, bo nam się to spodobało i pasuje do naszej osobowości i nie ma w tym nic złego. Podczas budowania szafy kapsułowej warto jednak zwrócić uwagę na to, by ta rzecz dobrze łączyła się z innymi naszymi ubraniami. Stosuję zasadę „Trójki”. Kupuję nową rzecz tylko wtedy, gdy potrafię stworzyć z nią minimum 3 różne stylizacje.
6. Ubrania niepasujące do mojego stylu życia. Trzymam się określonego stylu, który ze mną współgra, jeśli fason, kolor lub materiał mi nie grają, bez żalu puszczam je dalej (np. na Vinted).
7. Torebki i paski z ekoskóry, które nie są ani ekologiczne, ani trwałe. Zdecydowanie dłużej posłużą nam dodatki ze skóry naturalnej. Takie rzeczy też ładnie się starzeją, a jeśli będziemy o nie odpowiednio dbały, będą z nami przez lata.
8. Pozłacana biżuteria. Mój ciepły typ urody bardzo dobrze czuje się w złocie! Początkowo kupowałam wersje budżetowe, czyli pozłacane srebro, które niestety nie jest trwałe i szybko czernieje. Dlatego wolę mieć mniej elementów biżuterii, ale lepszej jakości – stawiam na naturalne kamienie i subtelne formy.

A Ty? Czego już nie nosisz? Daj znać w komentarzu!
PS Jeśli lubisz moje maile i materiały, które publikuję, możesz wesprzeć moje działania tutaj – https://patronite.pl/kameralna. Piszę kolejną książkę, która będzie inspiracją dla kobiet, by żyć pełniej i piękniej. Dziękuję! 🩷🤗