fbpx

Miłość w sieci

by Dorota Zalepa
13 komentarzy

To nie jest kolejna recenzja filmu Her, choć historia opowiedziana w nim zainspirowała mnie do napisania tego postu. Film zebrał  masę pozytywnych opinii w Internecie. Zupełnie się nie dziwię, bo pomysł na film jest bardzo oryginalny. Nigdy nie widziałam podobnej produkcji, co prawda, Samotność w sieci, czy Simone z Alem Pacino, poruszają się wokół tematu miłości w sieci, ale w tym przypadku jest to coś zupełnie innego.

Określany jako sci-fi, bo miłość do  systemu operacyjnego komputera o imieniu Samantha i seksownym głosie Scarlett Johansson jest totalnie oderwana od rzeczywistości. Czy aby na pewno? Czy realna jest miłość do blondi19, sweetgirl33, misiauszatka1986 – uczestników czatów i portali randkowych? Ile z tych miłości przetrwa próbę prawdziwego życia? Wiele z nich pozostaje w sieci i nigdy nie ujrzy światła dziennego. Pod nickiem można być każdym, nie koniecznie sobą. Internet fałszuje, nie przekazuje prawdziwych emocji, które zastępują emotikony. Nie sprawi, że zobaczysz radość, ból, smutek, cierpienie, ekscytację, czy euforię w oczach drugiej osoby.

Miłość w sieci jest urojeniem, naszym wyobrażeniem, które boi się zetknięcia z rzeczywistością, bo mydlana bańka fantazji nagle pęknie i pozostanie jedynie smutek i rozczarowanie. Podobnie jak Theodore Twombly, główny bohater w filmie Her, gdy nagle traci kontakt z ukochaną, która jak się okazuje, musiała się zaktualizować do najnowszej wersji samej siebie. Albo gdy dowiaduje się, że Samantha kocha jeszcze kilkuset innych użytkowników danego oprogramowania.

A jak czuje się człowiek, w którym rodzi się nadzieja na prawdziwe uczucie, a okazuje się, że po drugiej stronie wirtualnego świata pod pseudonimem Kuby22 siedzi Jakub 56? Zejście na ziemię jest okrutne.

Internet nigdy nie zastąpi nam prawdziwych relacji z drugim człowiekiem. Choć jest świetnym medium, pełnym wiedzy i możliwości, także tych towarzyskich, to jest tylko i wyłącznie środkiem do osiągnięcia celu. Nie celem samym w sobie.

Czy zdarzyło mi się poznać ludzi przez Internet? Ciągle mi się to zdarza. Przy pomocy bloga poznałam już mnóstwo nowych ludzi. Świetnych z resztą. Ale dopóki nie zetkniemy się choć na chwilę na żywo, nie uściśniemy sobie dłoni, nie pogadamy przy kawie, to nigdy nie będzie to prawdziwa relacja. Bo zawsze nasze wyobrażenie o danej osobie jest zupełnie inne niż rzeczywistość. Za pomocą dwukropka i nawiasu nie dowiemy się czy ten ktoś po drugiej stronie monitora uśmiecha się, prawdziwie i szczerze, czy jest to śmiech przez łzy.

Łapię się na tym, że analizuję intencje i myśli drugiej osoby, a przecież z paru zdań napisanych na fejsie nie jestem w stanie ich odczytać. A jednak ciągle próbuję. To strasznie zgubne i prowadzi do zakłamania, często irytacji.

Nie jesteśmy w stanie poznać tej drugiej osoby, która nawet pisze bloga i wydaje nam się, że jeśli przeczytaliśmy już parę jej wpisów to wiemy o niej sporo. Możemy mieć wrażenie, że jesteśmy podobni, podobnie myślimy, odczuwamy, mamy te same poglądy. Tak naprawdę nie dowiemy się tego, dopóki nie staniemy twarzą w twarz.

 

Film jest smutny, wydaje się abstrakcyjny, niedorzeczny. Mam nadzieję, że nie czeka nas taka przyszłość, albo że nie jesteśmy jej udziałem już teraz. Wierzę, że ważniejsze są i zawsze będą prawdziwe relacje i emocje, a Internet będzie jedynie ich dopełnieniem.

 

 

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




Podobne wpisy