Small talk, czyli porozmawiajmy przy kawie, to forma rozmowy, do której zapraszam Was w komentarzach. Wybaczcie, że się powtarzam, ale za sprawą Share Weeku, w którym, zupełnie niespodziewanie, Kameralna zajęła pierwsze miejsce, napłynęła nowa fala Czytelników, którzy mają prawo nie orientować się we wszystkich zwyczajach na blogu. Tak więc przede wszystkim witam nowo przybyłych i zapraszam Was (także stałych bywalców) do pogawędki. To taki nasz Kameralny Czat! :)
Ostatnio dzieje się u mnie naprawdę sporo. Blog nabiera wiatru w żagle, zaczęły pojawiać się ciekawe propozycje i zaproszenia na mega inspirujące wydarzenia i konferencje. Nie we wszystkich mogę uczestniczyć, ponieważ nie zawsze da się wszystko zorganizować i wyjechać z Olsztyna do Warszawy, bo to w Stolicy dzieje się najwięcej. Nawet przeszła mi przez głowę myśl o przeprowadzce, ale zostawić taki piękny, zielony Olsztyn, rodzinę i znajomych nie byłoby łatwo. Niemniej nie zamykam się na taką opcję, zobaczę co przyniesie życie. Według mnie, wystarczy powiedzieć życiu tak, reszta potoczy się sama. To „tak” często jest najtrudniejsze do wykonania. A jak to wygląda u Was? Bierzecie sprawy w swojej ręce, czy raczej wykorzystujecie to, co przynosi życie?
Ostatnio wystąpiłam gościnnie w kilku projektach, m. in. na blogu Pracownia Edukracji, w świetnym projekcie o ciekawej nazwie – Uwierz w życie pozaetatowe, czyli podróż z etatu do własnej firmy, w którym opowiadam o pracy na etacie i motywach założenia własnej działalności. Kolejnym inspirującym miejscem jest magazyn internetowy dla mam (i nie tylko) Mammazine, w którym ukaże się mój felieton na temat efektywnego wypoczynku. Jak tylko się pojawi nowe wydanie magazynu, poinformuję Was o tym na Facebooku.
A propos postów gościnnych, ostatnie dwa, które tym razem pojawiły się na łamach Kameralnej (tu i tu), bardzo się spodobały, dlatego mam do Was apel. Jeśli macie jakiś ciekawy temat, o którym chcielibyście napisać w ramach projektu Between Us, bardzo zachęcam do skontaktowania się ze mną w tej sprawie. Najlepiej mailowo. Najchętniej widziałabym tutaj specjalistyczne posty, z jakiejś wąskiej dziedziny, może to być typowo kobieca dziedzina, ale niekoniecznie, coś co przyda się Czytelnikom. Projektowi przyświeca idea Czytelnicy dla Czytelników, jest on także formą promocji osoby (jej strony/bloga) zabierającej głos.
Na blogu, po długiej, prawie rocznej, przerwie, pojawił się post szafiarski. Piszę o budowaniu spójnej garderoby, poszukiwaniu własnego stylu, a sama niechętnie staję przed obiektywem. Podczas Majówki odważyłam się to zmienić i pokazałam Wam mój ulubiony, miejski outfit – dżinsy i niezniszczalne Converse’y. Jeszcze nie wiem, czy takie wpisy na dobre zagoszczą na blogu, mam pewne obawy przed pozowaniem, i uwierzcie, nie jest to fałszywa skromność.
W ten weekend moje dziecko przystępuje po raz pierwszy do Komunii Św. Pamiętam, że gdy ja miałam Komunię, nie przywiązywałam do niej takiej wagi jak dziś. Liczyła się sukienka, niestety odziedziczona po siostrze i trochę przykrótka, wianek i prezenty, choć raczej skromne w tamtych czasach. Nie to, co dziś. Postanowiłam w ogóle nie wspominać synkowi o prezentach, mając nadzieję, że skupi się na wymiarze duchowym całego wydarzenia i przeżyje je mocniej niż ja kiedyś. Uczuliłam też rodzinę, by nie kupowała zbyt drogich rzeczy, bo przecież nie o to chodzi. Oczywiście każdy świętuje na swój sposób, ja też pragnę z tej okazji obdarować moje dziecko jakąś miłą niespodzianką, ale dla mnie ma ona znaczenie drugorzędne i cieszę się ogromnie, że mój synek nie czeka na Komunię, dlatego że dostanie prezent, ale dlatego, że jest ona ogromnie ważnym wydarzeniem w jego życiu duchowym. Jestem ciekawa jakie jest Wasze zdanie na temat prezentów i imprez towarzyszących Komunii. Nie sądzicie, że łatwo popaść w przesadę i zatracić duchowy wymiar całego wydarzenia?
To ja się wygadałam, teraz Wasza kolej. :)
48 komentarzy
Dorotko, oby więcej wpisów typu „Nigdy nie jest za późno na sukces” typowo na Twoim blogu. Muszę przyznać, że stworzyłaś tutaj miejsce nietypowe jak na naszą blogosferę – takie w którym zarówno posty o fotografii, biznesie i rozwoju, jak i modzie i wszelkich aspektach kobiecego życia są na miejscu.
Czy biorę sprawy w swoje ręce? Ostatnio raczej biorę to co przynosi życie, ta strategia zdecydowanie bardziej się sprawdza. Plusy są takie, że to co otrzymuję zazwyczaj pokrywa się z tym czego chcę lub co w dłuższej perspektywie wychodzi mi na dobre :)
Dziękuję Kasiu za miłe słowa :)
Wiesz, ja też staram się przyjmować to, co przynosi życie, nie siłuję się z nim, nie wymuszam realizacji celów. Wyzwania zazwyczaj pojawiają się same, jeśli nie podejmiemy ich w danym momencie, będą pojawiały się nowe. Nie wolno myśleć, że coś w życiu zaprzepaszczamy, warto jednak być aktywnym i nie bać się wychodzenia poza własną strefę komfortu. Dla każdego szczęściem jest coś innego, dlatego też nie ma co porównywać swojego życia z innymi.
Dokładnie. Dlatego dzisiaj staram się sięgać po to co niesie mi życie i nie łamać się gdy coś nie idzie po moich planach. Również jeżeli na pierwszy rzut oka otrzymuję coś co wydaje mi się zbyt „duże” jak na moje możliwości. Często to co czeka na nas za zakrętem jest dużo bardziej pasjonujące i po prostu lepsze dla nas, niż to co sami moglibyśmy sobie zaplanować.
Do niedawna często zastanawiałam się ile szans straciłam, ile rzeczy przemknęło mi przed nosem, na ilu się wyłożyłam, z ilu rzeczy zrezygnowałam bo mnie przerastały… Dzisiaj bliższe jest mi branie z wdzięcznością tego co niesie mi życie. Wkońcu „jestem dzieckiem Bożym i zasługuję na to co najlepsze” oraz „istnieje tylko Bóg i strach”.
Podoba mi się również cytat Yody „Zaiste cudowny umysł dziecka jest”. W ogóle uwielbiam „Gwiezdne wojny” choć całą sagę obejrzałam dopiero w zeszłym roku :D Z filmów mogę Ci jeszcze polecić „Wszystko za życie”, „127 godzin”, „Forrest Gump”… dużo jest dobrych i motywujących filmów. Przydał by się post z tego zakresu :)
Lubię Twojego bloga, przekazujesz w nim wiele pozytywnych wartości, wskazówek, porad, inspiracji, dlatego też staram się odwdzięczyć dobrym słowem :). Wiem, że to motywuje najbardziej.
O, dzięki za polecenia, widziałam te filmy, tak myślę o stworzeniu listy motywujących filmów na blogu. :) Ściskam!
Ja napiszę tylko tyle, że dzięki share week znalazłam wyjątkowego i bardzo inspirującego bloga. I cieszę się z tego niezmiernie, bo znalazłam tutaj rzeczy, których właśnie szukałam. Pozdrawiam radośnie!
Bardzo się cieszę! Dziękuję :)
Uwielbiam Twoje spojrzenie na życie. Spokój, harmonia, wartości. Ach, no i tytułowe zdjęcie jest świetne. :D
A w moim życiu… Najczęściej by coś się zmieniło muszę odważyć się zrobić coś nowego, a to samo w sobie niesie lawinę zaskakujących epizodów. Nie od dziś wiadomo: „Głupotą jest robić to samo i oczekiwać innych rezultatów”. :)
Dziękuję Agata :)
Wyzwania, które nas spotykają, wymagają czasem odwagi, wiem to także z własnego doświadczenia. Ja stostuję taką metodę, że podejmuję jakieś wyzwanie, i nie zastanawiam się co się stanie, po prostu staram się o nim nie myśleć, w rezultacie, całkiem płynnie i bez stresu przez nie przechodzę. Ważne by się nie nakręcać, tylko spokojnie do wszystkiego podchodzić. :)
Twoje teksty o życiu na własny rachunek są dla mnie niezwykle interesujące. Uważam że nie powinnaś się bać pozowania, a wręcz przeciwnie- robić tego więcej i więcej żeby się już nie przejmować dyskomfortem kiedy ktoś celuje aparatem. To jeden z moich goli, żeby przestać wreszcie narzekać że jestem niefotogeniczna, bo skończy się na tym, że zejdę z tego świata i ślad po mnie zaginie ;) 'Exegi monumentum’ nigdy pewnie nie zakrzyknę, niechże te obrazki chociaż zostaną.
Moja komunia była przede wszystkim spotkaniem rodzinnym- wszyscy się zjechali, przeżywałam bardzo fakt, że połowa moich włosów nie pofalowała się tak jak trzeba, podejście do ołtarza to jeden wielki stres. Nigdy, nawet jako dziecko, nie czułam potrzeby wiary. Dostałam biały zegarek i rower, za który zapłaciłam w połowie bo taki był warunek. Zgadzam się z Tobą jednak że teraz chodzi głównie o drogie prezenty.
To prawda z tym pozowaniem. Na razie wybieram miejsca, gdzie jest mało ludzi, by czuć większy komfort, ale im więcej takich zdjęć, tym pewniej będę się czuła, mam przynajmniej taką nadzieję. Nawet nie wiesz jaki przesiew zdjęć robię zanim je opublikuję, a co przy tym wygaduję, tylko mój mąż wie ;)
Zdecydowanie dla wielu dzieci Pierwsza Komunia zatraciła ten duchowy wymiar… Ja już za bardzo nie pamiętam jak ją przeżywałam, ale byłam wtedy mocno związana z kościołem, więc na pewno było to dla mnie ważne wydarzenie. Niedługo mam komunię siostrzeńca i szczerze mówiąc zupełnie nie wiem co mu kupić… Czy może dać pieniądze? Nie wiem jaki jego rodzice mają stosunek do tego dnia i czy podchodzą do niego równie mądrze jak Ty (to siostra cioteczna, więc nawet trochę głupio mi podpytywać). Nie chciałabym przesadzić ani w jedną ani w drugą stronę…
U mnie pojawią się pewnie i prezenty i pieniądze, ale zaproszona jest tylko najbliższa rodzina, więc bez skrępowania, mogłam uprzedzić, by „wielkich” prezentów nie robili. Oczywiście to jest gest i wola darczyńcy, nie ma co narzucać swojej woli „na siłę”. Cokolwiek podarujesz będzie dobre. Prezenty są miłe i fajnie, że dzieci je dostają, ale ja wolałam nie wspominać o tym wcześniej, by dać możliwość synkowi większego skupienia podczas Komunii Św. :)
Widzę, że dalej zgłębiasz PS – świetne zdjęcie główne :) Ostatnio też coraz częściej dostaję zaproszenia, ale właśnie do Warszawy – szkoda, że zazwyczaj w tygodniu, bo nie mam szans dojechać. Mimo, że w W-wie dużo się dzieje, chyba nie chciałabym tam mieszkać.
Dzięki, to prawda, bawię się trochę Photoshopem. Fajne jest te łączenie obrazków :) Mnie też do Wawy nie ciągnie, wolę mniejsze miejscowości, bardziej kameralne ;), ale dojazdy są okrutnie ciężkie!