Nie myślcie, że jestem maniaczką konkursową biorącą udział we wszystkich konkursach jakie pojawią się w sieci, a na Facebooku dostaję dziennie 1500 powiadomień na temat darmowej czekolady, szminki, kolczyków czy czegoś tam jeszcze. Wiem, że są tacy, których tablica Facebookowa jest słupem ogłoszeniowym o nowych, starych, kończących się, mających się zacząć konkursach. I pewnie tacy wygrywają najwięcej (nie, żebym sama nie chciała)!
W całym moim niedługim życiu wzięłam udział w zaledwie kilku konkursach. Pierwszą wygraną był telewizor, jeszcze jako podstawówkowe dziecko zbierałam z siostrą kupony z gazety (już nie pamiętam jakiej, ale jakiejś darmowej, roznoszonej z ulotkami). Tutaj liczyła się ilość, nie jakość. Zebrałyśmy ponad 100 kuponów, chodząc od klatki do klatki, od drzwi do drzwi, żebrząc o wycięcie kuponu z gazetki. Ba, całe osiedle włączyło się do naszej skromnej akcji. Trud się opłacił. Co prawda zbierałyśmy na główną nagrodę – komputer Atari czy inny Commodore , ale telewizor też ostatecznie mógł być. Malutki, bo 14 calowy SONY. Ale to był szał!
Drugi telewizor wylosowałam ze sterty kuponów w plebiscycie Gazety Olsztyńskiej na Najpopularniejszego Sportowca Warmii i Mazur, do którego zostałam nominowana. Jako, że znalazłam się w „dziesiątce”, dopadł mnie zaszczyt losowania nagród dla czytelników Gazety Olsztyńskiej. No i wylosowałam… telewizor dla mojej mamy, w końcu to chyba oczywiste, że mama na mnie głosowała. Trochę było mi głupio, bo pomyślałam sobie, że może ktoś pomyśleć, że losowanie było ustawione, albo że podglądałam. Losując następne nagrody, modliłam się, by znowu nie trafić na mamę, siostrę, tatę czy brata. Udało się! Nie trafiłam!
Trzecią i na razie ostatnią wygraną w moim życiu jest książka Białe Trufle N.M.Kelby, którą wygrałam całkiem niedawno w konkursie na portalu Stacja7.pl. Wzięłam udział spontanicznie, widząc że niewiele osób się zgłosiło, stwierdziłam, że można spróbować. Czaiłam się na książkę kucharską Magdy Gessler, jako że zaczęłam kucharzyć na dobre, ale wygrałam powieść. Też dobrze, bo za czytanie też się wzięłam! Książkę kucharską kupiłam sobie sama i nie autorstwa Magdy Gessler.
No i teraz tak się zastanawiam, skoro na kilka moich udziałów konkursowych wygrałam 2 telewizory i książkę, to może czas zacząć grać w tego Totolotka. Jak myślicie?

16 komentarzy
Uważam, że nie warto. Skoro szansa, że wygrasz jest mniejsza niż jeden do czternastu miliardów, to chyba szkoda w ogóle marnować kasy na kupon. Dzień w dzień pół Polski marnuje swoje pieniądze, a potem dowiaduje się, że oto po raz kolejny nikt nie wygrał i pula się skumuluje z następną. Konkursy w których brałaś udział wymagały od Ciebie dużo zaangażowania (poza tym trzecim, ale tutaj jak sama napisałaś, mało osób się zgłosiło, więc szansa była spora) – zbieranie kuponów, czy solidne uprawianie sportu. Na te nagrody zupełnie zasłużyłaś i są zasługą Twoją a nie jakiegoś szczęścia.
Szansa jeden do czternastu milionów? Skutecznie mnie zniechęciłaś.
Nie zaszkodzi Ci spróbować :) Ja grałem kiedyś bardzo sporadycznie (teraz już w ogóle) i nigdy nie wygrałem nawet tyle żeby mi się zwróciło za kupon ;)
oj czasem watro sobie zagrać, ja raz wygrałam w totka 250 zł :D
Nieźle. Czwórkę trafiłaś?
tak czwórkę :)
Totka jakoś nie lubię( pewnie dlatego, że nigdy nie wygrałem) z tym swoim pseudo losowaniem. Jedyne w co gram to zakłady na BAH. W sumie wychodzę na plus, nie są to gigantyczne pieniądze, ale lubię zagrać, więc fajnie jak jeszcze na tym coś zarobię :).
Na zakładach to już trzeba się trochę znać, żeby cokolwiek na tym zarobić. Wiem, że niektórzy żyją z takich zakładów, ale to nie dla mnie.
Racja, tutaj szczęście nie wystarczy tylko. Ja czasami uzbieram na miesiąc ok 300 zł z czego jestem zadowolony, ale mój znajomy raz parę miesięcy potrafi uzbierać drugą pensje. Z tą różnicą, że jego wiedza na temat danej dyscypliny jest zdecydowanie większa od mojej ;).
Mi niestety nie udało się nigdy niczego wygrać. Ale prawda jest taka, że mało grywam. Od czasu do czasu walne w totka. Jednak masz rację, żeby wygrać trzeba grać. Mój znajomy ostatnio trafił 4kę i zgarnął stówkę. Chyba też muszę częściej coś skreślić :)
nigdy nie zapomnę jak w podstawówce wygrałam obrzydliwe, duże, czerwone, zamszowe buty! Los kosztował 1zł… i chociaż nigdy ich nie nosiłam… to po dziś dzień wspominam to, jako jeden z najlepszych momentów-wspomnień mojego wczesnego dzieciństwa :D
Nie pamiętam juz jakie to było święto, ale grały u nas „Kaczki z nowej paczki”…
i bawiłam się jak nigdy :)
dlatego warto próbować, bo nikt za nas tego „losu” nam nie da :D
Znam to uczucie, jest świetne! Nawet jak człowiek wygra coś drobnego to cieszy się jak dziecko :)
Ja niedawno wygrałam całkiem fajne buty do biegania. Gram sporadycznie w konkursach. Uważam, że warto próbować :)
To już fajna wygrana! Przydałyby mi się dobre buty do biegania, może zmobilizowałyby bardziej by zacząć :)
Nigdy nic nie wygrałam, ale Ty widzę masz szczęście;) Graj w totka! :D
A zagram! Co mi szkodzi :)