fbpx

Życie zmienia się po 30-stce

by Dorota Zalepa
24 komentarze

Nie przekonują mnie teksty, że życie zaczyna się po 30-stce, bo się nie zaczyna, ono się po prostu zmienia. Nie przekonują mnie teksty, że po 30 dopiero człowiek zaczyna korzystać z życia, jest dojrzały, więc podejmuje rozsądne decyzje, jest ustawiony finansowo, więc może wreszcie sobie pozwolić na wyjście do klubu, bez uprzedniej zaprawy w domu. Nie przekonują mnie także teksty, że po 30 to dopiero jest seks, bo człowiek osiąga pełną dojrzałość seksualną, a kobieta w tym wieku osiąga ponoć szczyt formy.

 

Jestem po trzydziestce i choć nadal wydaje mi się, że mam 25 lat, to zmieniło się we mnie sporo. Nie chodzi mi już o te zmarszczki, które niestety się pojawiają, albo cerę, która po nieprzespanej nocy nie odzyskuje tak szybko świeżości . No dobra o to też, trochę.  Ale chodzi mi głównie o to, że po trzydziestce zmienia się pryzmat, przez który człowiek patrzy na świat. Już nie taki naiwny, kolorowy, szaleńczy, ale bardziej wyważony, stonowany, spokojny.

 

Już nie jest ważne, czy w weekend będę ostatnią sierotą, która spędzi go w domu, z rodzicami, bo większość weekendów taka jest, tylko zamiast rodziców, jest własna rodzina. Już nie muszę iść do klubu by zamówić rządek niebieskiego kamikadze i wypić jeden po drugim, by dopiero ruszyć na parkiet wyginając się jak łania na wybiegu. Zupełnie mnie to nie bawi, muzyka zbyt głośna, miejsc siedzących brak, a dookoła nie Ci ludzie. Zbyt młodzi, zbyt hałaśliwi, zbyt wystrojeni. Oni zupełnie do mnie nie pasują, albo odwrotnie, to ja już z nich wyrosłam.

 

Nie mam potrzeby eksponowania ciała, które kiedyś lubiłam odsłaniać, wręcz przeciwnie, czuję się „swojo” gdy to, co trzeba jest zasłonięte. W pewnym momencie zrobiło się jakoś głupio chodzić tak wypacykowana. Zupełnie zapomniałam już co to koronki, stringi i gorsety. Wygoda, liczy się przede wszystkim, a potem klasyka.

 

Po trzydziestce nareszcie słucham siebie, odpuszczam rywalizację, którą kiedyś żyłam, nie biegnę nigdzie i się specjalnie nie śpieszę, mogę poczekać i łatwiej mi ustąpić. Pozwalam sobie odpuścić i przyznać się do przegranej, której kiedyś nie potrafiłam zaakceptować. Nie robię nic wbrew sobie, nie zmuszam się, nie staram się przypodobać wszystkim naokoło, nie równam do grupy, a co najważniejsze umiem nie umieć.

 

 

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)