porazki-zakupowe

Na blogu poruszam kwestie slow-fashion i świadomych zakupów, podpowiadam na własnym przykładzie jak można zorganizować swoją szafę. Ostatnio opublikowałam post o 10 ulubionych ubraniach i dodatkach, które przetrwały próbę czasu, ale nigdy nie chwaliłam się własnymi porażkami zakupowymi.

 

Bo one też się zdarzają. Na szczęście coraz rzadziej. Myślę, że nie jesteśmy ich w stanie zupełnie uniknąć. W trakcie zakupów trudno przewidzieć jak ubranie będzie zachowywało się podczas użytkowania, czy materiał będzie wytrzymały, nie ulegnie zmechaceniu i zachowa swoją formę po praniu. Nieszczęsne bawełniane T-shirty, których szwy uwielbiają się skręcać, to tylko jeden z przykładów. Kilka bluzek udało mi się skurczyć w praniu, mimo trzymania się zaleceń producenta.

 

Kiedyś zupełnie nie zwracałam uwagi na skład materiału na metce, ba nawet myślałam, że akryl jest całkiem spoko i na pewno ma coś wspólnego z wełną. Na wieszaku jest przecież taki milusi. Niestety w trakcie użytkowania, a także w dotyku, akryl jest zupełnym przeciwieństwem wełny. Jest chyba na samym końcu jeśli chodzi o jakość materiałów. Wyprzedza go nawet poliester, którego też za bardzo nie lubię, ale w niektórych przypadkach jest on uzasadniony, szczególnie w odzieży specjalistycznej, na przykład sportowej.

 

Do mojej szafy trafiło sporo porażek zakupowych w przeciągu paru lat i myślę, że to one były głównym czynnikiem, który spowodował moje zainteresowanie tematyką slow-fashion. Miałam dość szafy przepełnionej sztucznymi, plastikowymi ubraniami kiepskiej jakości, które nijak nie podkreślały mojej osobowości. Dzisiaj chciałabym przyjrzeć się im bliżej i zdradzić Wam, jakie pobudki mną kierowały podczas zakupów.

 

Buty Scholl

 

porazki-zakupowe2

Buty, to w moim przypadku to temat rzeka, chyba kiedyś poświęcę im osobny post. Znalezienie butów na szczupłą i długą stopę w rozmiarze 41-42 jest niebywale trudne. Jeśli już uda się znaleźć rozmiar, są na tyle szerokie, że spadają mi ze stopy. Można posiłkować się Internetem i na szczęście wybór jest już na tyle duży, że udaje mi się kupić zgrabne modele, ale nadal wolę kupować je stacjonarnie. Przymierzyć, sprawdzić jakość wykonania, dotknąć skóry, sprawdzić kolor, który w sieci nigdy nie wygląda dokładnie tak, jak na żywo.

Dzięki temu, że problem z zakupem obuwia jest u mnie znaczny, jak tylko w sklepie uda mi się trafić na wygodne i dobrze dopasowany egzemplarz, jego wygląd zaczyna mieć drugorzędne znaczenie i rzucam się na nie niczym „chytra baba z Radomia” na darmowy napój. W ten sposób trafiła do mnie całkiem pokaźna liczba par butów, które wcale mi się nie podobały. Jak to mawiają – „jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”. Lepiej mieć kilka par brzydkich butów, niż chodzić w jednych. Otóż nie! Lepiej poczekać z zakupem, aż trafi się na coś, co spełnia nasze oczekiwania w stu procentach.

 

Trencz z poliestru

 

trench3

Ten piękny trencz kupiłam dwa-trzy lata temu. Nie powiem, jest całkiem ładny i dobrze leży. Jednak ma jeden duży minus. W całości jest wykonany z poliestru. Dwa lata temu zaczynałam pomału zwracać uwagę na skład materiału, jednak nie byłam nieustępliwa. Długo szukałam trencza dopasowanego do mojej sylwetki w jakiejś rozsądnej cenie. Producentem jest polska firma Janbor, która ma w swojej ofercie także rzeczy dobrej jakości, uszyte z naturalnych tkanin. Pamiętam, że dostępne były także klasyczne trencze z bawełny, znacznie droższe od tego z poliestru. Zdecydowałam się na tańszy egzemplarz, czego bardzo szybko pożałowałam. Teraz dużo bym dała, żeby znaleźć taki klasyczny trencz.

 

Sweter z akrylu H&M

 

buble-zakupowe

Jego kolor, oversizowy fason skusiły mnie do zakupu. Niestety zaczął się mechacić i szybko się rozstaliśmy. Obecnie nie toleruję nawet małej domieszki akrylu w ubraniach.

 

Sukienka na wesele Solar

 

sukienka-solar

Sukienkę miałam na sobie raz. Kolor jest zbyt krzykliwy, a do tego jest uszyta z poliestru. Dziś już bym jej nie kupiła. Lubię markę Solar, ma w swojej ofercie bardzo dobrej jakości ubrania, jednak znajdziemy w ich ofercie także rzeczy uszyte z gorszych i tańszych materiałów. Cenowo dużo nie odbiegają od tych lepszych.

 

Kopertówka Solar

 

porazki-zakupowe3

Torebkę kupiłam do wyżej wymienionej sukienki i też miałam ją ze sobą tylko raz. Myślę, że gdybym zdecydowała się na kopertówkę, bądź małą, elegancką torebkę, wykonaną ze skóry naturalnej, znacznie częściej bym ją nosiła. Niestety zupełnie nie pasuje do ubrań, które mam w szafie. Preferuję także torebki wykonane ze skóry naturalnej.

 

Krótki płaszczyk z lumpeksu

 

lindex3

Kupiłam go w second-handzie i znowu przymknęłam oko na rozmiar. Wstyd się przyznać, ale tego zakupu dokonałam rok temu, będąc już uświadomioną slowfashionistką. Zazwyczaj noszę rozmiar 38, ale ze względu na wzrost, czasem wybieram 40. W tym przypadku czterdziestka okazała się za duża. Na swoją obronę dodam tylko, że kurtka jest wykonana z bawełny, więc chociaż tyle. Płaszczyk nie był drogi, upolowałam go w lumpeksie, ale nadal był to niepotrzebny wydatek.

 

Czym były spowodowane zakupy ubraniowych bubli?

 

1. Przymykanie oczu na niedociągnięcia

 

Czasem jeśli czegoś bardzo długo szukałam i nie mogłam znaleźć rzeczy spełniającej moje wymagania, przymykałam oko na pewne niedociągnięcia. Człowiek w pewnym momencie zaczyna się łamać i wmawiać sobie, że w końcu dana rzecz wygląda dobrze i z pewnością się przyda, pewnie będę ją nosić, pomimo pewnych braków. Kolor w sumie jest trochę inny, ale to nic, rozmiar nie musi być aż tak dopasowany, a materiał… no cóż, innego nie znalazłam. Popełniałam ogromny błąd, bo gdy tylko ochłonęłam po zakupach, szybko żałowałam i miałam poczucie winy z niepotrzebnie wydanych pieniędzy, a samo ubranie w ogóle mnie nie cieszyło.

 

2. Super okazja cenowa!

 

To druga najczęstsza pułapka zakupowa, w którą wpadałam. Chętnie korzystam z wyprzedaży, ale obecnie robię zakupy jedynie z listą i przeważnie po uprzednim wypatrzeniu danej rzeczy podczas regularnych cen. Czasem cena jest na tyle wysoka, że rezygnuję z zakupu i zachodzę do sklepu w okresie wyprzedaży. Dzięki temu trafiam na fajne ubrania i dodatki w przystępnych cenach. W przeszłości było jednak inaczej. Wyprzedaże same w sobie były dla mnie wystarczającym powodem, by wybrać się na zakupy. Bez planu, listy, wyraźnych potrzeb. Ot, tak, sprawdzić co ciekawego oferują sklepy. Wracałam z ubraniami, które mimo że kupione po okazyjnych cenach, wcale nie pasowały do zawartości mojej szafy, ani do mnie samej. Panował w niej chaos spotęgowany wyprzedażowymi łupami.

 

3. Na poprawę humoru

 

Merlin Monroe mawiała – „Pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy”, jednak jej życie pokazało coś zupełnie innego. Owszem zakupy potrafią poprawić humor, prawie tak samo jak słodycze, jednak jest ten stan trwa bardzo krótko. Taka gratyfikacja w postaci nowej rzeczy, potrafi być uzależniająca, bo gdy tylko poczujemy się gorzej, szukamy pocieszenia w zakupach, zamiast popracować nad problemem i stawić mu czoła.

Gdy poprawiałam sobie humor zakupami, euforia mijała w momencie przekroczenia progu domu, a spadek nastroju był nawet większy, niż przed wyjściem na zakupy. To tak jak z alkoholem, który poprawia nastrój na krótką chwilę, a potem czujemy się jeszcze gorzej. Zakupy mają sprawiać przyjemność, sama chętnie dokładam coś nowego do szafy, ale nie mogą być receptą na gorsze samopoczucie. Teraz gdy dopada mnie chandra, sięgam po moje sprawdzone sposoby.

 

4. Motyw zakupu

 

Zauważyłam, że istotny jest też motyw zakupu. Zadaję sobie pytanie – Czy chcę coś mieć, bo wszyscy inni to mają, czy pragnienie zakupu wynika z moich rzeczywistych potrzeb? Oczywiście nie zawsze tak było. Sięgałam po coś, bo było na topie, albo rekomendowała to moja znajoma, co nie zawsze pokrywało się z moimi potrzebami. Oczywiście myślę, że nie unikniemy różnych wpływów z zewnątrz. Reklamy, magazyny o modzie, blogi bombardują nas różnymi fajnymi przedmiotami, które natychmiast MUSIMY mieć! Nie mam nic przeciwko uleganiu zachciankom, ale warto zawsze głębiej przemyśleć motyw zakupu i odpowiedzieć sobie na pytanie – Czy kupilibyśmy daną rzecz, gdyby nie pojawiła się na blogach? W wielu przypadkach uświadamiam sobie, że nie.

 

 

Taki rachunek sumienia z porażek zakupowych, to naprawdę super sprawa. Dzięki temu przyjrzałam się swoim motywom zakupowym, najczęstszym błędom i wiem, że w końcu jestem na dobrej drodze do zbudowania szafy skrojonej pod moje potrzeby. Owszem ubrania, to nie jest najważniejsza rzecz w życiu, która spędza mi sen z oczu, podchodzę do sprawy z dużym dystansem, ale przecież tak jak jedzenie, picie i spanie, jest jedną z podstawowych czynności, którą wykonujemy każdego dnia. Dlaczego wiec, nie czuć się świetnie w swoich ciuchach? Warto budować własny styl świadomie i nie działać z automatu. Dlatego dokształcam się z materiałoznawstwa i przekazuję Wam najważniejsze informacje na temat slow-fashion.

 

 

Jestem ciekawa, czy macie w swoich szafach takie ubraniowe buble. Ja większości już się pozbyłam, ale nadal jestem w posiadaniu kilku egzemplarzy, które czekają na swoich następców. Czy zakupy poprawiają Wam humor?

 

*

Mam do Was jeszcze małą prośbę. To dla mnie bardzo ważne

 

Mój blog bierze udział w konkursie na Blog Roku. To, czy przejdzie dalej zależy tylko i wyłącznie od Waszych głosów. Mam nadzieję, że przez te ostatnie lata, moje posty wniosły pozytywną wartość do Waszego życia i lubicie tu zaglądać, tak jak ja uwielbiam kontakt z Wami.

Jak można zagłosować na Kameralną? Wystarczy wysłać SMS o treści F11362, na numer 7124. Koszt sms-a to 1,23 zł z VAT, a dochód przeznaczony jest na Fundację Dziecięcą Fantazja.

 

Każdy głos jest dla mnie niezwykle ważny i jest takim sygnałem zaufania, jakim mnie obdarzyliście. Serdecznie dziękuję!

 

social-fb