O zbijaniu wagi sportowiec wie wszystko!

by Dorota Zalepa
7 komentarzy
zbijanie wagi

Pisząc ostatnio o tuńczyku przyszedł mi do głowy pewien temat, który w dużej mierze dotyczy sportowców. Koleżanka na Facebooku skomentowała mój wpis o sałatce z tuńczykiem, który zawiera przecież majonez (omijany szerokim łukiem przez odchudzających się), że chętnie by spróbowała gdyby nie musiała trzymać wagi. Monika trenuje wyczynowo kickboxing z dużymi sukcesami. Trochę zazdroszczę, przypominając sobie swoje mordercze treningi (tak sportowcy to masochiści), ale też trochę współczuję, bo wiem jak wygląda żywienie sportowca, jak wyglądają dni poprzedzające ważenie (największa zmora każdego, którego waga jest na granicy kategorii).

W sportach walki (i nie tylko) są kategorie wagowe. By móc w danej kategorii stratować musimy zważyć się przed zawodami w obecności komisji, która nas zakwalifikuje do danej kategorii. Przedziały kategorii w różnych sportach są różne. W Taekwondo np. były takie przedziały wag dla kobiet: do 49, do 57, do 67 i powyżej 67 kg (kategorie olimpijskie). Wyobraźmy sobie sytuację, że kobieta waży 60 kg. Jej waga pasuje do kategorii do 67 kg. Mając jeszcze 7 kg zapasu, będzie jej trudniej walczyć z przeciwniczkami, które ważą 67.  Co może więc zrobić? Zrzucić te 3 kg by zmieścić się w kategorii do 57 kg. A często sportowcy nie mają już z czego zrzucać, więc zaczyna się walka o każdy gram.

Na m-c (lub kilka) przed zawodami zaczyna się ścisła dieta. Nie możesz już sobie pozwolić na małego batonika, na smażone mięso, na sałatkę, w której jest majonez (jak w mojej z tuńczykiem). Co możesz jeść, żeby mieć siłę do walki, a przy tym nie przytyć? Ryż, kaszę, pieczywo pełnoziarniste, dużo wody niegazowanej, chude gotowane lub pieczone mięso, warzywa, owoce (nie wszystkie), chudy nabiał.  Cała dieta musi być ściśle ustalona pod daną osobę.

Na kilka, czasem kilkanaście godzin przed wagą nic już się nie je, nie pije, no i trzeba wypocić ile się da. Jak to zrobić, np. włożyć na siebie kilka warstw ubrań i biegać. Bywali też tacy, którzy, by ważyć mniej, obcinali włosy na zero, golili całe ciało, brali leki na wypróżnienie wszystkiego co się da (latali do toalety co parę minut), ważyli się nago (bielizna też waży). Po wadze natychmiast uzupełnia się płyny, by nie doprowadzić organizmu do odwodnienia. No i można w końcu zjeść porządny posiłek. Takie praktyki, choć stosowane przez wielu sportowców, nie są dobre, zawsze odbijają się na formie zawodnika. Czasem jednak nie ma innego wyjścia.

U mnie problem był inny, ja z kolei miałam niedowagę, więc przed zawodami próbowałam się utuczyć, choć 1 kg w górę. Było to tak trudne, jak trudne jest schudnięcie. Przed ważeniem piłam więc hektolitry wody, jadłam ile się dało, ważyłam się w dresach (jeśli organizator pozwalał), by nie okazało się, że na daną kategorię ważę za mało  (na ważeniu nie można już zmienić kategorii, jeśli się nie „mieścisz” nie startujesz).

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)