fbpx

Oswajamy końcówkę stycznia i nie dajemy się chandrze, czyli zimowe umilacze

by Dorota Zalepa
10 komentarzy

Styczeń przez wielu jest okrzyknięty najbardziej depresyjnym miesiącem w roku. W trzeci poniedziałek stycznia wypada tzw. Blue Monday, czyli najsmutniejszy dzień w roku. Pod koniec stycznia przeważnie już z utęsknieniem wyczekujemy wyższych temperatur i słońca. Od marca dzieli nas bowiem jedynie najkrótszy miesiąc w roku, czyli luty. Jak umilić sobie czas, gdy za oknem na przemian mróz i chlapa, a słońce chowa się za grubą warstwą chmur?

 

Warto w tym czasie stosować różne metody, które wpisują się w definicję hygge, slow, lub zwyczajnie uważnego życia. Tymi zimowymi umilaczami może być nastrojowa muzyka, dobra książka, ciekawy film, czas z rodziną, planszówki. Wszyscy je znamy, ale ile z nas tak naprawdę sięga po gry planszowe, czy dobrą lekturę, by wypełnić czas czymś relaksującym i pożytecznym?

 

Eksperymenty w kuchni – nowe przepisy

 

Zaczęłam odkrywać kuchnię roślinną na nowo. Od lat staram się gotować zdrowo, kupuję świadomie, czytam etykiety i wybieram zdrową żywność. Czasami ulegam pokusom na coś słodkiego, czy frytki, ale generalnie jest w naszej kuchni sporo zdrowych produktów. Niemniej w pewnym momencie nasze dania stały się monotonne. Wciąż te same przepisy, te same smaki. Zachciało mi się czegoś innego, bogatego w warzywa, energetycznego i rozgrzewającego. Na nowo wyjęłam moje książki kucharskie z przepisami i zaczęłam przeszukiwać internet w poszukiwaniu inspiracji. Zaglądam na przykład na stronę przepisy.pl, wybieram zakładkę dania wegetariańskie (tutaj) i szukam przepisów, które mogłabym wykorzystać. Przeważnie i tak modyfikuję je  po swojemu, bo lubię upraszczać przepisy i wykorzystywać to, co już mam w lodówce. Tym sposobem w naszym domu zagościły na nowo zupy kremy, warzywne gulasze i pyszne pasty kanapkowe.

Dziś podrzucam Wam przepis na  genialny, rozgrzewający gulasz (fachowa nazwa to dal) z soczewicy i dyni. Prosty i szybki w przygotowaniu, bez skomplikowanych składników.

 

Rozgrzewający gulasz z dyni i soczewicy

 

 

Składniki:

  • 1 szklanka czerwonej soczewicy
  • 1/2 dyni piżmowej (drugą połówkę można wykorzystać do pieczonych warzyw, lub kremu z dyni)
  • 1 czerwona papryka
  • 1 cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • Ekologiczna kostka warzywna (opcjonalnie)
  • Przyprawy: sól, pieprz, słodka i ostra papryka, kmin rzymski, kurkuma, zioła prowansalskie

 

Sposób przygotowania:

1. Poszatkowaną w kostkę cebulę i czosnek podsmażamy w garnku na oleju kokosowym (lub innym) aż cebula się zeszkli.

2. Dolewamy dwie szklanki gorącej wody, wrzucamy ekologiczną kostkę warzywną (nie jest to wymóg) i wsypujemy opłukaną wcześniej soczewicę.

3. Obieramy dynię, przekrawamy na pół, wydrążamy pestki i kroimy w kostkę. Wrzucamy do garnka. Następnie dodajemy pokrojoną w kostkę czerwoną paprykę. Gotujemy przez około 30 minut, aż warzywa staną się miękkie.

4. Na koniec dodajemy 2 łyżki koncentratu pomidorowego i dusimy jeszcze przez kilka minut.

5. Przyprawiamy do smaku solą, pieprzem, czerwoną papryką (słodką i ostrą), kurkumą, kminem rzymskim i ziołami prowansalskimi.

Podajemy z brązowym lub białym ryżem, dowolną kaszą lub kromką świeżego chleba. To danie jest nie tylko sycące, fajnie rozgrzewa, ale jest także lekkie i energetyczne.

Dynię można wykorzystywać w wielu daniach. Nie tylko kremy i gulasze, ale także pasty kanapkowe, ciasta i placki. Więcej przepisów z wykorzystaniem dyni znajdziecie na stronie przepisy.pl. (sprawdź)

 

Inspiracje wnętrzarskie – projekt Kameralny Dom

 

Jedną z przyjemniejszych części dnia, jest chwila, kiedy siadam z kubkiem świeżo zaparzonej kawy, zapalam naturalną świecę i czytam. Ostatnio namiętnie szukam inspiracji wnętrzarskich, bo projekt Kameralny Dom, który od dwóch lat sukcesywnie wdrażamy w życie, zaczyna pomału zbliżać się do finału. Nie finału prac, bo te będą jeszcze trwały gdy  przeprowadzimy się (ogrodzenie, czy taras), ale do momentu samej przeprowadzki. Dlatego chętnie obserwuję profile wnętrzarskie na Instagramie, zaglądam także do mojej starej, ale jakże aktualnej książki The Kinfolk Home: Interiors for Slow Living i oglądam zdjęcia skandynawskich wnętrz.

Pozbywanie się nadmiaru i praca nad szafą

 

A skoro czeka mnie przeprowadzka, staram się pomału porządkować moją przestrzeń i sukcesywnie oddaję lub sprzedaję rzeczy, których nie używam. Robię to regularnie, więc nie jest tego dużo, ale zawsze coś się znajdzie, na przykład przeczytane książki, do których już raczej nie wrócę, ubrania, których z różnych względów nie noszę, a także sprzęty kuchenne i zabawki dziecka. Ten zimowy czas możemy wykorzystać na zorganizowanie i zaplanowanie garderoby (obszerny wpis na ten temat pojawi się już niebawem na blogu) i poszukiwanie stylu. Przeważnie na wiosnę mamy więcej energii i chęci do zmian także w naszej garderobie. Nie musimy czekać na pierwsze ciepłe dni, możemy zacząć planować swoją szafę już dziś.

 

Tych zimowych umilaczy jest więcej, bo nie da się nie wspomnieć o wieczorach z rodziną przy mniej lub bardziej ciekawym filmie, chińczyku lub monopolu. Ostatnio oglądaliśmy na przykład dokument Minimalizm. Czas na mniej (drugi dokument z udziałem autorów bloga i podcastu The Minimalists – Ryana Nicodemusa, Joshuy Fields Millburna)  i o ile idea  świadomej konsumpcji i stawiania na doświadczenia, a nie rzeczy do mnie przemawia, o tyle uważam, że ideologia minimalizmu została mocno wypaczona w dzisiejszej kulturze stając się kolejną modą i hasłem reklamowym wielu marek (pisałam o tym tutaj). Warto jednak obejrzeć i wyrobić sobie własne zdanie.

A teraz dajcie znać jakie są Wasze zimowe umilacze?

 

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)