fbpx

Ratując pana Banksa – recenzja

by Dorota Zalepa
13 komentarzy
Ratując pana Banska recenzja

Przez połowę 2013 roku narzekałam, że nie grają nic ciekawego w kinie i tylko raz na jakiś czas można było zawiesić oko na jakimś przyzwoitym filmie (patrz Iluzja, Wielki Gatsby). Tak koniec roku to dosłownie wysyp filmów i to naprawdę dobrych. Wiadomo, zbliżają się Oskary.

 

Nie nadążam z ich oglądaniem, a już zupełnie nie nadążam z ich recenzowaniem. W związku z czym w ostatnim poście kulturalnym zawarłam aż trzy filmy, które koniecznie musicie nadrobić, jeżeli jeszcze ich nie widzieliście.

I już wiem, że ta lista będzie się wydłużać. Choćby o kolejną dobrą produkcję, jaką jest Ratując pana Banksa. Z resztą podobnie jak wspomniane wyżej produkcje, jest to film biograficzny. Opowiada kulisy powstania filmu Walta Disneya Mary Poppins nakręconego na podstawie książki Pameli Lyndon Travers o tym samym tytule.

Przez 20 lat Walt Disney przekonywał autorkę, by zgodziła się na ekranizację Mary Poppins i gdyby nie trudności finansowe, pewnie nie doszłoby do niej wcale. Zanim jednak autorka bestsellerowej powieści uwielbianej przez dzieci na całym świecie, zgodziła się na ekranizację jej książki, sprawdziła każdy, najmniejszy nawet fragment scenariusza przygotowanego przez wytwórnię Disneya. Na nic zdały się sztuczki przygotowane przez Walta Disneya, P.L. Travers była nieugięta.

Nic dziwnego, skoro książka tak wiele dla niej znaczyła, zważywszy na fakt, że zawierała w sobie fragmenty z życia pisarki. Jej dzieciństwo, relacje z ojcem, który stał się pierwowzorem postaci pana Banksa, były przecież zamknięte w rozdziałach Marry Poppins.  Nie chciała by hollywoodzka maszyna przemieliła jej życie, niejednokrotnie bardzo ciężkie, na lukrowaną papkę.

W filmie w rolę Traversa Goffa, ojca pisarki wcielił się Collin Farrell. Natomiast Walta Disneya zagrał, jak zwykle świetnie, Tom Hanks.

To, co podobało mi się najbardziej, to przenikanie dwóch światów, dzieciństwa P.L. Travers  oraz jej pobytu w Los Angeles, kiedy współpracowała z Waltem Disneyem. Dzięki temu dowiadujemy się, które fragmenty z życia pisarki znalazły się w powieści, i kto był pierwowzorem postać słynnej niani – czarodziejki.

savingmrbanks

fot: Disney Enterprises, Inc.

Emma Thomson, wcielając się w postać P.L. Travers, pokazała twardą, surową i niedostępna kobietę, ale z drugiej strony, bardzo wrażliwą i przerażoną. W filmie widzimy ją także jako, marzycielkę, w której nadal drzemie mała dziewczynka nie mogąca pogodzić się ze stratą ojca.

Ratując pana Banksa z pozoru wydaje się filmem lekkim, przyjemnym, wręcz baśniowym, jak świat Walta Disneya. Jednak jest czymś więcej, jest opowieścią o cierpieniu, z jakimi zmagała się pisarka, o jej trudnych przeżyciach w dzieciństwie, które rzutują na jej dorosłe już życie. O ogromnej roli ojca, człowieka, który zaszczepił w niej świat baśni i marzeń, którego straciła, będąc dzieckiem. To od jego imienia- Travers Goff – pochodzi jej pseudonim artystyczny.

To, co nie przypadło mi do gustu, to zbyt lukrowana postać Walta Disneya, nader cierpliwego i dobrego człowieka. W filmie widać kontrast między pisarką, która miejscami staje się negatywną, zmanierowaną postacią, a dobrym, uczciwym i cierpliwym producentem filmowym, którego kocha cały świat. Prawda zapewne leży zupełnie gdzie indziej.

Film otrzymał zaledwie jedną nominację do Oskara, za muzykę. Jeśli chodzi o muzykę w filmach, to rzadko kiedy zwracam na nią uwagę, chyba, że jest niespójna i odwraca uwagę od fabuły. W tym przypadku zupełnie nie kojarzę muzyki, co oznacza tylko tyle, że była spójna z fabułą.

 

Moja ocena filmu to 7/10. Na pewno warto poznać historię powstania książki, oraz późniejszej ekranizacji Mary Poppins – opowieści o słynnej niani z czarnym parasolem. Czy jest ktoś, kto jeszcze o niej nie słyszał?

 

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




Podobne wpisy