azjatyckie kosmetyki

Odkąd stało się głośno na temat koreańskiej pielęgnacji, a azjatyckie kosmetyki zaczęły robić furorę, postanowiłam je przetestować. By dobrze sprawdzić ich działanie musiałam dać sobie przynajmniej miesiąc na regularne stosowanie. Na początku prawie każdej zmiany, moja skóra zaczyna się buntować i przez kilkanaście dni daje nieciekawe objawy w postaci drobnych krostek i zaczerwienienia. 30 dni to już wystarczająco długo, by dowiedzieć się co działa, a co nie.

 

Demakijaż

 

Etapy koreańskiej pielęgnacji są rozbudowane. Koreanki skupiają się na dokładnym, kilkuetapowym demakijażu. Do tej pory używałam jedynie żelu do twarzy od Sylveco, który nadal jest jednym z niezbędnych elementów mojej pielęgnacji. Dołożyłam do niego jednak trzy dodatkowe produkty. Najpierw oczyszczam twarz olejkiem – tutaj świetnie radzi sobie olejek różany Orientana, który doskonale rozpuszcza makijaż, następnie myję twarz żelem do twarzy Sylveco, by zmyć nadmiar olejku i resztki makijażu, potem sięgam po azjatycki kosmetyk – piankę It’ Skin Mango White. Masuję nią skórę twarzy omijając okolice oczu. Podczas takiego masażu tworzy się delikatna pianka, która dogłębnie oczyszcza pory. Po umyciu twarzy pianką It’s Skin skóra jest odrobinę ściągnięta, jednak mam wrażenie, że oczyszczona znacznie dogłębniej, niż po zastosowaniu zwykłego żelu. Komfort skóry zostaje przywrócony po użyciu toniku. Po miesiącu stosowania pory stały się mniej widoczne i, co najbardziej mnie zachwyciło, koloryt mojej cery został ładnie wyrównany. Obecnie używam pianki w momencie, gdy potrzebuję porządnego oczyszczenia skóry – na przykład by dobrze usunąć resztki makijażu. Produkt kosztuje 42 zł i jest bardzo wydajny.

 

azjatyckie kosmetyki

 

Azjatycki peeling

 

Po takim oczyszczeniu twarzy mogłabym już zająć się nakładaniem kremu, tak jak robiłam do tej pory, jednak Koreanki na tym nie kończą. Używają delikatnych peelingów, dzięki którym regularnie złuszczają martwy naskórek. Sięgnęłam oczywiście po azjatycki produkt – kremowy peeling do twarzy z ekstraktem z kiwi Holika-Holika. Kosmetyk bardzo przypadł mi do gustu, ponieważ nie trzeba pocierać nim skóry by złuszczyć martwy naskórek. Wystarczy nałożyć go na twarz omijając okolice oczu i pozostawić na 15 minut, na koniec wykonać delikatny masaż i spłukać produkt wodą. Nie stosuję go codziennie i trudno mi uwierzyć, by Azjatki codziennie używały peelingów, ale co 3-4 dni podczas wieczornego demakijażu. Produkt posiada właściwości rozjaśniające, tak jak wiele innych kosmetyków azjatyckich. Być może właśnie one są przyczyną nieskazitelnie gładkich, jasnych i pozbawionych przebarwień cer Koreanek. Kwasy AHA zawarte w produkcie mają właściwości złuszczające, a witamina C poprawia koloryt skóry. Peeling kosztuje 42,49 zł.

azjatyckie kosmetyki

 

Nawilżająca maska w formie płatka

 

Po takim demakijażu czas na nawilżanie i odżywianie skóry twarzy. Koreanki stosują maski w płatku jednorazowego użytku, ja także postanowiłam z nich skorzystać. Nakładam je w dni, kiedy stosuję peeling do twarzy. Bawełniany płatek jest nasączony składnikami odżywczymi. Przetestowałam jednorazowe maski Mizon. Są bardzo wygodne w użyciu, wystarczy otworzyć opakowanie i przyłożyć płatek do twarzy dopasowując otwory do oczu i ust. Możemy taką maskę śmiało spakować na jakiś wakacyjny wyjazd, zajmuje niewiele miejsca i nie trzeba jej zabierać z powrotem. Dostępne są różne typy masek dostosowane do różnych potrzeb cery. Moim ulubieńcem jest maska Enjoy Vital-Up Time Tone Up Mask, która rozświetla skórę i sprawia, że zmęczona cera odzyskuje blask. Koszt takiej maseczki jest niewielki – 8 zł.

azjatyckie kosmetyki

HIT miesięcznego testu – krem ze śluzem ślimaka MIZON

 

Po maseczce czas na mój absolutny hit – Regenerujący krem do twarzy z zawartością śluzu ślimaka – MIZON All in One Snail Repair Cream. Genialny kosmetyk, który załatwia wiele problemów jednocześnie. Rozjaśnia przebarwienia, niweluje drobne zmarszczki, oczyszcza skórę z zanieczyszczeń, łagodzi podrażnienia, likwiduje krostki i zaskórniki, reguluje wydzielanie serum. Nie jest to tani produkt (za 35 ml musimy zapłacić ok. 50 zł, za 75 ml – ok. 100 zł), ale jest bardzo wydajny. Od ponad miesiąca używam tubki 35 ml i jeszcze zostało mi 1/3 zawartości opakowania. Krem zawiera 92% śluzu ślimaka, więc jego skład też jest przyjazny dla skóry (czego nie można powiedzieć o wszystkich azjatyckich kosmetykach). Stosuję go codziennie na noc, na dzień używam swojego kremu nawilżającego. Jego silne właściwości regenerujące sprawiają, że rano moja skóra wygląda na odnowioną, miękką, odżywioną i gładziutką. Pory są zminimalizowane, zero krostek, przebarwienia praktycznie niewidoczne, nawet po ostatnich wakacjach na Korfu, gdzie słońce było bezlitosne. Muszę przyznać, że dawno nie miałam tak ładnej cery.

azjatyckie kosmetyki

Krem polecany jest jako pierwszy etap nawilżania skóry, na który Azjatki nakładają jeszcze krem nawilżający lub odżywczy. Dla mnie jest na tyle intensywny, że nie potrzebuję już kolejnej warstwy kremu. Stosuję jednak oddzielny krem pod oczy.

 

*

Boom na azjatyckie kosmetyki wziął się głównie z obserwacji Azjatek, które mają nieskazitelnie gładką i jednolitą skórę twarzy. Potwierdzam, widziałam z bliska! Z pewnością oprócz pielęgnacji ważny jest też styl życia, czyli ograniczenie ekspozycji skóry na słońce, stosowanie wysokich filtrów anty-UV, dieta bogata w warzywa, owoce i ryby.

Co z azjatyckiej pielęgnacji sprawdziło się u mnie? Przede wszystkim dogłębny demakijaż twarzy z użyciem olejku i żelu, regularne stosowanie peelingu i używanie kremu ze śluzem ślimaka na noc (wiem, nie brzmi to najlepiej, ale krem jest naprawdę rewolucyjny). Po miesiącu stosowania azjatyckich kosmetyków skóra stała się bardziej jednolita (latem lubią pojawiać się na niej przebarwienia, teraz jest ich duuuużo mniej), gładka, pozbawiona drobnych krostek i rozszerzonych porów. Na pewno warto dać im szansę. Moim ulubieńcem stał się przede wszystkim krem ze śluzem ślimaka Mizon, który wprowadziłam na stałe do mojej pielęgnacji.

 

Konkurs – do wygrania azjatyckie kosmetyki

2 kremy ze śluzem ślimaka MIZON

konkurs_ekobieca

 

Wszystkie azjatyckie kosmetyki mogłam wypróbować dzięki uprzejmości drogerii internetowej ekobieca.pl, która przygotowała dla Czytelników bloga super niespodzianki. Mamy dla Was dwa rewolucyjne kremy ze śluzem ślimaka Mizon All In One Snail Repair Cream. Wystarczy w komentarzu pod postem odpowiedzieć krótko na pytanie (do 1000 znaków ze spacjami):

 

Jaki jest Twój ulubiony pielęgnacyjny rytuał?

 

Na odpowiedzi czekamy do 19.08 do godziny 23:59. Wyniki konkursu pojawią się w tym poście. Regulamin konkursu dostępny jest tutaj. Pamiętajcie, by w polu e-mail wpisać aktualny adres mailowy, byśmy mogli się z Wami skontaktować. Powodzenia!

 

Wyniki konkursu

 

Dziękuję z całego serca za wszystkie odpowiedzi. Dowiedziałam się z nich mnóstwo ciekawostek pielęgnacyjnych, które mam zamiar wypróbować. Chętnie nagrodziłabym znacznie więcej osób, jednak mogę wybrać tylko dwie, co było dla mnie ogromnym wyzwaniem. Nagrody wygrywają: Kasia (fragment komentarza „Ostatnimi czasy mogę z całą pewnością powiedzieć, że moim ulubionym rytuałem pielęgnacyjnym jest… rower :) …”) i Anna Doległo. Z dziewczynami skontaktuję się mailowo. Jeszcze raz dzięki! Jesteście super!

 

Zapisz się na Kameralny Newsletter i zyskaj dostęp do dodatkowych materiałów i treści.

Zapraszam Cię także na mój Fan Page na Facebooku oraz Instagram, gdzie wrzucam różne anegdotki z życia i niepublikowane wcześniej zdjęcia :)