fbpx

Jak radzić sobie z nadmiarem obowiązków?

by Dorota Zalepa
19 komentarzy
slow life

Gdy opowiadam znajomym o czym jest mój blog, wielokrotnie padają pytania – No dobra, ale jak być slow, kiedy naprawdę jesteśmy zarobieni? Jak znaleźć czas dla siebie, jeśli w domu dwójka małych dzieci i praca po nocach? Kiedyś pisałam o tym jak być slow, kiedy na nic nie mamy czasu, jednak wtedy nie ujęłam jednej istotnej rzeczy – umiejętności rezygnacji.

 

To prawda, czasami są takie chwile, ja również ich doświadczam, że nagromadzi nam się sporo zadań i wydaje nam się, że już nigdy nie znajdziemy czasu dla siebie. Szybko ulegamy przeciążeniu, a myśli o uważnym, powolnym życiu odsuwamy na bliżej niesprecyzowane „kiedyś”. Kiedyś odpocznę, kiedyś znajdę więcej czasu by zadbać o swoje zdrowie, kiedyś wrócę do dawnej pasji.

Mój blog rozwija się ostatnio w dość szybkim tempie. Wzrastają statystyki, wzrasta zainteresowanie reklamodawców, mediów. Pojawia się więcej propozycji wyjazdowych i szkoleń itd. W roku, w którym podjęłam się wyzwania „Yes Man!” (Jestem na tak) zaczęłam przyjmować większość z nich. Takie podejście do życia działa cuda! Otwierają się przede mną nowe szanse, rozwijam się, wychodzę ze swojej strefy komfortu. Jest super! Ale… po kilku miesiącach, a szczególnie kilku ostatnich tygodniach takiego intensywnego życia poczułam, że zaczynam wpadać w wir pracy, a zaniedbuję to, co jest dla mnie najistotniejsze. Rodzina, zdrowie, wiara, pasja. Lubię jak dużo się dzieje, ale muszę też znaleźć odskocznię od pracy i mieć czas dla siebie. Zdrowy styl życia procentuje, czuję się silniejsza, mam więcej energii, którą wykorzystuję na pracę. Bardzo to doceniam, ale jednocześnie chcę, by w moim życiu panowała równowaga. By ją osiągnąć, chcę znaleźć czas na moje priorytety, czas dla bliskich i dla siebie. Nie wystarczy dobra organizacja, czasem trzeba po prostu z czegoś zrezygnować.

 

Umiejętność rezygnacji dla osoby, która chciałaby wszystko zrobić jak najlepiej, jest naprawdę trudna, ale niezbędna by złapać w życiu balans. Dlatego gdy ktoś mnie pyta, jak być slow, kiedy na nic nie mamy czasu, odpowiadam, że może warto z czegoś zrezygnować? Może nie wszystko to, czego aktualnie się podjęłyśmy, jest niezbędne. Może warto byłoby od czasu do czasu zwyczajnie wyhamować? Może za dużo na siebie nakładamy? Wszystko chcemy zrobić same i nie umiemy prosić o pomoc.

Istnieje kilka zasad, które pomagają mi w odnalezieniu równowagi między pracą a odpoczynkiem w momencie, gdy grunt pali mi się pod nogami.

 

Ustalam priorytety i zadania mniej ważne

 

Zastanówcie się, czy jest coś, z czego możecie zrezygnować? Może nie każda czynność jest w tym momencie najważniejsza. Praca dorywcza, nadgodziny, dodatkowe kursy i szkolenia. Rozwój jest niezwykle istotny i to na nim chcę skupić się w tym roku, jednak nie daję rady zrealizować wszystkich zaplanowanych działań. Chciałabym zapisać się na kurs językowy, fotograficzny, grafiki komputerowej, ale zdaję sobie sprawę, że nie uda mi się odbyć ich wszystkich, dlatego coś musi poczekać. To nie znaczy, że mamy zrezygnować z niektórych naszych planów już na zawsze, ale warto poczekać na sprzyjający moment i uwolnić się od poczucia winy. Ja, moje zdrowie i samopoczucie też są ważne.

 

Walczę z nadmiernym perfekcjonizmem

 

Ostatnio towarzyszy mi zdanie, że lepsze jest wrogiem dobrego. Jasne, że chciałabym żeby wszystko co robię, było wykonane jak najlepiej. Ale czasem potrafię poprawiać jakiś projekt w nieskończoność, co zajmuje mi bardzo dużo czasu. Zazwyczaj te mankamenty są widoczne tylko dla mnie. Poza tym nie musimy od razu stawać się ekspertami, wiele umiejętności nabywamy w trakcie pracy. Teraz nie boję się wypuścić czegoś, co w moim odczuciu nie jest idealne, ale wiem, że jest dość dobre, by pokazać to światu.

 

Nie boję się prosić o pomoc

 

Jeśli macie na głowie pracę, dom, dzieci i nie znajdujecie już czasu, by wziąć długą kąpiel lub w spokoju poczytać książkę, to znak, że czas oddelegować część zadań. Uważam, że szczerość w tej kwestii jest bardzo ważna. Warto otwarcie powiedzieć o zaistniałej sytuacji swojemu partnerowi, dzieciom, pracodawcy. Gdy pracowałam jeszcze na etacie i jednocześnie prowadziłam własną działalność, poprosiłam mojego pracodawcę o zmniejszenie wymiaru pracy z całego etatu na ¾. Owszem, zmniejszyły się także zarobki, ale zyskałam więcej czasu na rozwijanie swojej działalności. Oboje z mężem pracujemy, więc obowiązki domowe dzielimy po połowie. To bardzo ważne by mieć oparcie w drugiej osobie. Uczę też dziecko wykonywania prac domowych dostosowanych do jego wieku. Synek sprząta swój pokój, wyrzuca śmieci i zmywa po sobie naczynia. Każdy ma jakieś zadania, dzięki temu ja mogę skupić się na pracy i tym samym wykonać ją szybciej, ponieważ nie odrywam się od niej za każdym razem, gdy trzeba coś zrobić w domu.

 

Nie muszę zadowalać wszystkich

 

Chciałabym żeby wszyscy byli zadowoleni, ale wiem, że mam swoje ograniczenia i potrzeby. Ustalam priorytety i odpuszczam sprawy mniej ważne. Wiem też, że nie da się wszystkich zadowolić. Słucham swojego organizmu i nie nakładam na siebie więcej, niż mogłabym udźwignąć. Godzę się na bycie nieidealną mamą, żoną, szefową, bo wiem, że ideałów nie ma.

 

Planuję zadania na cały tydzień

 

Nie lubię odkładać zadań na następny dzień. Wolę wszystko zrobić natychmiast, bo wydaje mi się, że w ciągu tygodnia, będę miała luźniej. Jest to jednak bardzo złudne myślenie, bo każdego dnia dochodzą nowe obowiązki i tym samym nigdy nie odpoczywam. W weekendy wykonuję sporą część pracy – sesje zdjęciowe do wpisów, grafiki, szkice postów, by w tygodniu jak najsprawniej ogarnąć bieżące zadania. Jednak efekt jest taki, że pracuję siedem dni w tygodniu. Postanowiłam wprowadzić jeden dzień zupełnie wolny, żebym mogła poczuć, że naprawdę nie jestem w pracy. Dobrym sposobem jest rozłożenie pracy na cały tydzień. Nie ustalam wszystkiego na pierwszy dzień tygodnia, ale rozkładam zadania równomiernie. To pozwala mi zachować kontrolę nad pracą i wyznaczaniem jej granic.

 

Biorę na przeczekanie

 

Czasami nie jesteśmy w stanie z niczego zrezygnować, bo wszystkie działania są dla nas równie ważne.  W wielu branżach są miesiące intensywnej pracy i takie, kiedy tej pracy jest mniej. Znając rytm naszej działalności warto się wcześniej przygotować. Przede wszystkim zdrowy styl życia, odżywianie i aktywność fizyczna sprawiają, że we wzmożonym okresie mojej pracy, organizm nie wyczerpuje się tak szybko. Pamiętajmy także o odpoczynku. Gdy mam dużo pracy, staram się znaleźć chwilę na spacer i siłownię. Aktywność fizyczna i dotlenienie organizmu sprzyjają koncentracji i podnoszą efektywność pracy. Ten intensywny czas musi się kiedyś skończyć, bo rezerwy organizmu szybko się wyczerpią, a my będziemy czuły się wypalone zawodowo i zwyczajnie przemęczone.

Umiejętność rezygnacji z niektórych zadań w moim życiu, pomaga odnaleźć równowagę. Odzyskuję czas dla siebie, odpoczynek i pasję. Czasami nakładamy na siebie zbyt dużo, zadania się nawarstwiają, tracimy zdrowie i chęci do pracy. Dobra organizacja jest kluczem do pogodzenia wielu rzeczy, ale nie zawsze wystarczy. Niekiedy musimy z czegoś zrezygnować bez wyrzutów sumienia. My też jesteśmy ważne. Wypoczęte i szczęśliwe osiągniemy więcej niż, gdy będziemy zmęczone i wypalone.

Jakie są Wasze sposoby na radzenie sobie z nadmiarem pracy? Umiecie odpuszczać, prosić o pomoc, czy raczej jesteście z tych, co wszystko muszą zrobić same?

 

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




19 komentarzy

Ruda 27 kwietnia 2017 - 16:36

Po kilku latach zawodowego i rodzinnego szaleństwa zaczęliśmy odpuszczać. Pracy w firmie (prowadzonej wspólnie z mężem) jest dużo, ale przestaliśmy brać dodatkowe zlecenia, a nawet zrezygnowaliśmy ze jednego klienta, którego sprawy zajmowały mi dużo czasu i kosztowała dużo nerwów. Mniej pracy to w przypadku prowadzenia firmy mniejsze dochody, więc jednocześnie staram się wydawać rozsądniej pieniądze, analizuję zakupy oraz wykorzystuję możliwości oszczędzania. Odpuściłam z pracą, która mnie już bardzo męczyła i stała się powoli znów tylko pracą i przestała wypełniać moje życie. Nie było łatwo, bo to trochę jak być swoim psychoterapeutą, ale z pracoholizmu też da się wyleczyć.

Odpowiedz
Dorota Zalepa 27 kwietnia 2017 - 20:24

To naprawdę trudny krok, ale pokazałaś, że da się zrezygnować z części zleceń, nawet kosztem mniejszych zarobków. Zyskałaś większy spokój i czas na to, co dla Ciebie najważniejsze. Brawo Ruda! :)

Odpowiedz
Ania Kalemba 27 kwietnia 2017 - 19:09

No i to jest bardzo dobre podejście! Ja wciąż się jeszcze tego uczę! Buziaki! ;)

Odpowiedz
Dorota Zalepa 27 kwietnia 2017 - 20:31

Ja też cały czas pracuję nad znalezieniem równowagi. Nie jest to łatwe, gdy ma się charakter wiecznego poprawiacza, ale trening czyni mistrza! :) Ściskam i powodzenia! :)

Odpowiedz
Zacisze Lenki 27 kwietnia 2017 - 22:29

Uczę się odpuszczać, ale jest to trudne. Raczej staram się nie prosić o pomoc, wolę zrobić sama niż po kimś poprawiać.

Odpowiedz
Dorota Zalepa 28 kwietnia 2017 - 06:37

Też wcześniej wychodziłam z założenia, że sama zrobię wszystko najlepiej. W efekcie dużo było na mojej głowie. Teraz rozdzielam pracę i już nie poprawiam. Choć często bardzo mnie kusi. :-)

Odpowiedz
Projekt Dom 27 kwietnia 2017 - 23:16

Ja umiem prosić o pomoc ale odpuszczenie jest dla mnie mega ciężkie. Będę ciągnąć wszystkie sroki za ogon:) Na szczęście po ciężkich chwilach rzeczywiście zazwyczaj przychodzi moment, że zadania się przerzedzają i mogę podładować akumulatory :) Pozdrawiam

Odpowiedz
Dorota Zalepa 28 kwietnia 2017 - 06:40

To prawda, jest to trudne, ale dla mnie umiejętność odpuszczania jest także elementem wolności, więc staram się jego uczyć. Pozdrawiam! :-)

Odpowiedz
Dotka_n 28 kwietnia 2017 - 07:08

To jest tekst dla mnie, bo bez mrugnięcia okiem mogę powiedzieć o o sobie: Mam na imię Dorota i jestem perfekcjonistką. Uczę się opuszczać, ale gorzej mi idzie z proszeniem o pomoc, bo jak ja czegoś nie dopilnuję, to…⚡Wiele pracy przede mną, oj wiele.

Odpowiedz
Dorota Zalepa 28 kwietnia 2017 - 17:20

Razem będzie lżej, ja też pracuję nad swoim perfekcjonizmem! Powodzenia! :)

Odpowiedz
Dotka_n 29 kwietnia 2017 - 10:17

Dziękuję za wsparcie?

Odpowiedz
okiemwariata.com 28 kwietnia 2017 - 10:23

Proszenia o pomoc i delegowania zadań musiałam się nauczyć, ale prawdę powiedziawszy, mam w tej materii raczej niezbyt przyjemne doświadczenia. Ludzie często deklarują pomoc spontanicznie i chyba dość bezmyślnie, a w chwili, gdy naprawdę tej pomocy potrzebujemy wymigują się lub wykonują zadanie niedokładnie albo zajmuje im to tyle czasu, że sama zdążyłabym to zrobić trzy razy. Efekt jest taki, że tracę niepotrzebnie czas i nerwy. Jestem wymagająca w pracy – lubię, gdy wszystko jest zrobione dobrze i zapięte na ostatni guzik. Niestety, zaangażowania i solidności oczekuję też od ludzi, z którymi współpracuję, dlatego trudno mi zgodzić się na „bylejakość”. Tym bardziej, że miałam okazję pracować z fachowcami w swojej dziedzinie, którzy znakomicie wykonują swoją pracę, a błędy zdarzają im się sporadycznie. Te moje oczekiwania sprawiają, że wieloma kwestiami wolę zająć się sama, a to wymaga czasu. W tej materii jestem więc chyba niereformowalna.

Odpowiedz
Dorota Zalepa 28 kwietnia 2017 - 17:31

To zrozumiałe, że gdy praca nie jest wykonana adekwatnie do oczekiwań, wolisz zrobić ją sama. Jednak są sytuacje gdy zabieramy się za wykonanie jakiegoś zadania, mimo że nie jesteśmy fachowcami w danej dziedzinie i to zabiera nam bardzo dużo czasu, niż gdybyśmy zlecili je specjalistom. Drugą kwestią jest delegowanie zadań w domu na członków rodziny. Nawet jeśli wykonają coś niedokładnie, zawsze taka pomoc jest dla mnie wartościowa i odciąża mnie, bo staram się nie poprawiać. :)

Odpowiedz
Aleksandra Bohojło 28 kwietnia 2017 - 14:38

Rezygnacja jest bardzo trudną sztuką, kiedy mamy ambitne i przede wszystkim ciekawe plany, niemniej jednak uczę się jej od dłuższego czasu. Podobnie jest ze zwalczaniem własnego perfecjonizmu i multizadaniowości. Niestety stwierdzam z przykrością, że pomimo stosowania się do wskazówek, o których wspomniałaś, nadal zdarzają mi się chwile zwątpienia, że coś jednak muszę robic nie tak skoro tak dużo jest jeszcze do zrobienia w tak krótkim czasie. Z drugiej strony nasza lista wishful thinking może nigdy nie mieć końca dopóty dopóki chcemy się rozwijać, działać, cieszyć życiem i mieć z niego satysfakcję, dlatego w ostatnim czasie wypracowuję w sobie postawę godzenia się z tym, że nie zawsze jestem w stanie zrobić wszystko, nawet jeśli pozornie rozsądnie sobie to zaplanowałam. Nie lubię uczucia frustracji, wolę niedosyt ;-)

Odpowiedz
moje IDEALIA 30 kwietnia 2017 - 09:49

Ja już dawno temu nauczyłam się odpuszczać. Niestety doba ma tylko 24 h i nie jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego. Odczuwam to szczególnie teraz, kiedy mam malutkie dziecko i to od niego zależy jak dużo w danym dniu pozwoli mi zrobić. Po prostu wyznaczam sobie priorytety na dany dzień i te sprawy staram się pozałatwiać, jeśli uda się zrobić coś więcej to super, jeśli nie to trudno.

Odpowiedz
Klara 4 maja 2017 - 19:11

Są dni kiedy się nie da odpuścić, a się bardzo chce. Dzięki za porady!

Odpowiedz
Sisters92 6 maja 2017 - 17:46

Gdzieś tak od końca lutego postawiłyśmy sobie za cel zrobić kursy, mające jeszcze lepiej przygotować nas do funkcji opiekuna na obozie harcerskim. Tak się w tym zapędziłyśmy, że praktycznie po 2 miesiącach z jednym wolnym weekendem musiałyśmy cały tydzień spokojnie odpocząć, aby choć trochę zregenerować siły. Co prawda miałyśmy w planach jeszcze inne szkolenia, ale doszłyśmy do wniosku, że jednak ważniejsze będzie zachowanie życiowej równowagi.

Odpowiedz
Agnieszka Moitrot / Greenelka 25 maja 2017 - 15:21

Odpuszczam. Nie mozna zrobic wszystkiego. Wyznaczam sobie najważniejsze, absolutnie najważniejsze zadania na jeden dzień i je wykonuję.Jest mi łatwo, bo nigdy nie miałam ciągot do perfekcjonizmu. Niekiedy są takie dni,że nic nie wychodzi i też trzeba wtedy bezwzględnie odpuścić. Ja mam zawsze ratunek w moich psach i lasach rosnących za moim domem. Wychodzę i tankuję energię.

Odpowiedz
Cacofonia Milano 27 maja 2017 - 20:21

Świetny, bardzo inspirujący i dający do myślenia wpis. W dzisiejszych czasach znacznie trudniej żyć slow niż mogłoby się wydać i niezwykle ciężko rezygnować z przejścia przez kolejne, otwarte drzwi. Ale chyba czasami warto. ;) Podpisujemy się pod każdym słowem w tym poście. :)

Odpowiedz

Zostaw komentarz