Latem postanowiłam przeprowadzić detoks zakupowy. Czułam potrzebę ograniczenia czasu, który poświęcałam na przeglądanie ofert w sklepach, zarówno stacjonarnych jak i internetowych. Moja letnia garderoba była uzupełniona a przede mną był wyjazd do Grecji. Stwierdziłam, że to świetna okazja by przystopować na jakiś czas z zakupami.
Podobnie jak Stacy London uważam, że każdy z nas zasługuje na to, by dobrze wyglądać i czuć się w swoich ubraniach. Udane zakupy potrafią sprawić przyjemność, a codzienne proste wybory oszczędzają czas i nerwy. Przywiązuję wagę do jakości i nie chcę powtórki z rozrywki sprzed paru lat, kiedy to moja szafa była totalnie niezorganizowana, przepełniona kiepskiej jakości odzieżą, która zupełnie nie odzwierciedlała mojego stylu. Gdy zaczęłam uzupełniać braki na lato, miałam tylko jedną letnią sukienkę, a przecież sukienki świetnie sprawdzają się podczas wyjazdów, są proste w stylizacji, zajmują niewiele miejsca w walizce i są kobiece. Uwielbiam casualowe ubrania, prawie na okrągło noszę dżinsy lub chinosy. Wprowadzenie takiego urozmaicenia było dla mnie fajnym modowym eksperymentem i przekonało mnie by nosić sukienki także na co dzień.
Prawie wszystkie letnie zakupy się sprawdziły. Tylko jedna sukienka wymaga lekkiej przeróbki u krawcowej. Czemu więc postanowiłam zrobić sobie detoks? Przede wszystkim dlatego, że miałam już wystarczającą ilość letnich ubrań, chciałam odseparować się od bodźców, które sprawiają, że powstają w mojej głowie wykreowane (nierzeczywiste) potrzeby zakupowe i zdystansować się do ciągle zmieniających się trendów przed nadchodzącym sezonem.
Detoks trwał blisko dwa miesiące. Pierwszy miesiąc był łatwy, zupełnie nie ciągnęło mnie do sklepów, w drugim zaczęłam pomału wymiękać za sprawą zbliżającego się sezonu jesiennego. Wiedziałam, że mam kilka braków w szafie, m.in. płaszcz, o którym pytałam Was dzisiaj na Facebooku. W ubiegłym roku obudziłam się pod koniec sezonu, kiedy w sklepach nie było już takiego wyboru, dlatego w tym roku rozglądam się wcześniej.

Kiedy warto zrobić detoks zakupowy?
- Wtedy gdy przestajemy mieć kontrolę nad zakupami, wydajemy więcej niż zaplanowaliśmy, kupujemy rzeczy, które są zbędne, a potrzeby zakupowe zostały wykreowane przez bodźce z zewnątrz (blogi, wyprzedaże, magazyny modowe).
- Gdy ulegamy trendom, które tak naprawdę do nas nie pasują i nie przyczyniają się do budowania harmonijnej szafy.
- Spędzamy zbyt dużo czasu buszując w sklepach stacjonarnych i internetowych bez konkretnych planów zakupowych.
Jak przeprowadzić detoks zakupowy?
W pierwszej kolejności powinniśmy ustalić jak długo chcemy powstrzymywać się od zakupów. Z mojego doświadczenia wynika, że miesiąc to zbyt krótki przedział czasowy, dwa miesiące wydają się optymalne, choć możecie przeprowadzić sobie trzy- lub sześciomiesięczny detoks. Wszystko zależy od tego jak wygląda Wasza garderoba i nawyki zakupowe. Warto odpowiedzieć sobie na pytania: czy moja garderoba wymaga uzupełnienia, czy mam wszystko czego potrzebuję na dany sezon, czy ogranicza mnie budżet, ile mogę przeznaczyć na zakupy, czy nie kupuję zbyt dużo? To nie ma być walka przypominająca odwyk, gryzienie ścian i zaciskanie pięści, ale świadomy wybór, który tak naprawdę przybliży Was do poznania własnego stylu. Dobrze w tym czasie przeprowadzić porządki w szafie i zostawić w niej tylko te ubrania, które chętnie nosicie.

Podczas detoksu stosuję zasadę 5 x 0
- ZERO zakupów odzieżowych (pomijam takie potrzeby jak zakup bielizny, czy czapki, nie ma sensu marznąć, by sobie coś udowodnić)
- ZERO windowshoppingu – nie przechadzamy się po galeriach handlowych i nie buszujemy po sklepach internetowych
- ZERO magazynów modowych z propozycjami zakupowymi (typu InStyle)
- ZERO artykułów w sieci z propozycjami najnowszych trendów czy zakupów (tutaj mogę strzelać sobie w kolano, bo u mnie pojawiają się czasem poradniki zakupowe, ale w trakcie detoksu radzę ich po prostu nie czytać)
- ZERO newsletterów ze sklepów internetowych (na czas trwania detosku warto wypisać się ze subskrybowania newsletterów naszych ulubionych sklepów internetowych, w myśl zasady „czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”)
Na co uważać?
Największą pokusą, którą dostrzegłam w trakcie trwania eksperymentu jest zamiana jednego nawyku w drugi. Przestałam przeglądać oferty sklepów odzieżowych i przechadzać się po sklepach, ale zaczęłam zwracać większą uwagę na materiały dekoracyjne do wnętrz. Uważajcie, by nie zamienić jednego obiektu pożądania na drugi, na przykład kosmetyki, ozdoby do domu, książki.
Co możemy zyskać po dwumiesięcznym (lub dłuższym) detoksie zakupowym?
Powstrzymywanie się od zakupów przez blisko dwa miesiące dało mi przede wszystkim większą świadomość moich potrzeb. Zauważyłam, że część rzeczy, za którymi się rozglądałam, były wynikiem sztucznie wykreowanych potrzeb i trendów. Po ochłonięciu zupełnie nie miałam na nie ochoty. Mogłam w tym czasie zweryfikować swoją listę zakupów na jesień i zrobić podsumowanie mijającego sezonu, wyłapać błędy, których powinnam unikać w przyszłości.
Kolejną rzeczą, którą zyskujemy jest zwiększenie kreatywności w doborze ubrań. Mając do dyspozycji jedynie zawartość własnej szafy, kombinujemy ze stylizacjami. Jeśli zdarzyła się taka sytuacja, że brakowało mi jakiegoś elementu by moje zestawy były kompletne, umieszczałam go na liście zakupów. Detoks zakupowy powoduje, że pracujemy nad stylem i odcinamy się od jednosezonowych trendów.
To także oszczędność czasu, który możemy spożytkować w inny, ciekawszy sposób.
Jestem ciekawa, czy kiedykolwiek zrobiliście sobie taki detoks od zakupów? Co o nim myślicie?
Zapraszam Cię także na mój Fan Page na Facebooku oraz Instagram, gdzie wrzucam różne anegdotki z życia i niepublikowane wcześniej zdjęcia :)
39 komentarzy
Szkoda, że nikt nie pisał o zakupowym detoksie, gdy byłam na studiach. Moje stypendium nie przepadałoby w czeluściach Galerii Krakowskiej. Trudno. Każdy widać musi odrobić taką lekcję. Detoksu nie przechodziła, a może przeszłam nie będąc do świadomą. Na pewnym etapie życia, kiedy do wyboru miałam dwa rodzaje mundurów i jedne buty, detoks zrobił się sam. Po dwóch latach i powrocie do „rzeczywistości” minimalizm ubraniowy były jakby oczywisty :)
To prawda, czasem życie hamuje nasze zapędy. Moje stypendium sportowe też w części przeznaczałam na ubrania, choć wtedy miały one minimalne znaczenie, na zgrupowaniach i tak obowiązywał dres. :)
Zakupowy detoks zrobiłam sobie kiedyś, na początku tuż po studiach z finansowej konieczności, a potem zwyczajnie… odzwyczaiłam się od kupowania. Przez prawie rok kupiłam łącznie ze dwie rzeczy. To naprawdę pokazało mi, że mam już wystarczająco ubrań a kolejne są raczej zachcianką niż potrzebą. Jak zarobki wzrosły to i człowiek się trochę rozbestwił, ale nadal mam wrażenie że kupuję stosunkowo mało. Polecam taki odwyk każdemu, choć oczywiście życzę żeby była to dobrowolna decyzja :)
To prawda dzięki takiemu detoksowi odzwyczajamy się od zakupów. Nagle okazuje się, że w sumie nie potrzebujemy ich do szczęścia, a to co mamy w szafie w zupełności nam wystarcza. Moja potrzeba detoksu narodziła się właśnie z „dobrobytu”, zauważyłam, że dużo lżej przychodzi mi wydawanie i czas włączyć hamulce. :)
Ja nie robiłam sobie jako tako detoksu zakupowego, ale i tak mało kupuję. Bo mam już praktycznie swoją wymarzoną garderobę idealną. W tym roku kupuję niewiele i jak tak dalej pójdzie, to na pewno wydam o połowę mniej albo o 3/4 mniej niż w ubiegłym roku, kiedy to zaczęłam garderobę uzupełniać o brakujące elementy. Butów mam na każdą porę roku i łącznie z klapkami w których chodzę po domu i butami do biegania nie przekraczam 10 sztuk. Ubrań nie liczyłam, ale nie ma tego dużo, najwięcej bluzek, bo szybko się brudzę i nie mam zamiaru prać kilka razy w tygodniu.
Myślę jednak, że dobrze o takich detoksach czy świadomych zakupach mówić/pisać jak najwięcej. By ludzie czytali i zastanowili się na chwile nad tym co robią. Że marnują czas, pieniądze i niestety naszą planetę, zaśmiecając ją co rusz nowymi szmatkami…
Właśnie to jest zaleta dobrze zorganizowanej szafy. Jeśli mamy w niej ubrania, które wpisują się w nasz styl, są dostosowane do naszych aktywności i wzajemnie ze sobą współgrają, temat zakupów pojawia się znacznie rzadziej. :) Super, że udało Ci się dojść do tego momentu.
Dokładnie. Nie było łatwo, myślę, że dużą rolę odkrywa w tym również akceptacja siebie, swojego ciała. Że nie wygląda już jak w wieku 18tu lat, ale mimo wszystko ma swoje atuty, które warto podkreślić.