fbpx

2 książki, 2 podejścia do minimalizmu plus moje przemyślenia

by Dorota Zalepa
39 komentarzy

Nie da się ukryć, że w dzisiejszych czasach mamy niemal nieograniczony dostęp do wszelkiego rodzaju dóbr. Ograniczają nas co prawda nasze możliwości finansowe, ale w dobie szybkich pożyczek, kredytów, debetów, szybkiej mody i tanich bibelotów produkowanych w Chinach znacznie łatwiej o nadmiar. Nadmiar dodatków, książek, ubrań, edukacji, a nawet doświadczeń. Czujemy się nienasyceni i ciągle ścigamy się ze sobą bojąc się, że czegoś nie zdążymy, lub coś bezpowrotnie stracimy. Efekt FoMO – Fear of Missing Out, czyli strach przed utraconymi szansami dopada nas bardziej, niż kiedykolwiek. Stąd wzięła się potrzeba minimalizmu, jako czegoś zupełnie przeciwnego, przywracającego równowagę w świecie pełnym okazji, czyhających na nas promocji, konsumpcjonizmu, szybkiej mody i życia.

 

Nie jestem minimalistką, choć pewne postulaty minimalizmu chętnie wprowadzam w swoje życie. Mam swoje priorytety, które stały się dla mnie osią mojego życia, dbam o sprawy ważne, a tym mniej istotnym poświęcam mniej czasu. Chętnie też ograniczam moją przestrzeń mieszkalną oraz szafę ze zbędnych rzeczy. Uważam że lepiej posiadać mniej rzeczy, lepszej jakości, które posłużą nam dłużej, aniżeli dużo, ale za to słabej jakości. Minimalizm to jednak nie tylko oczyszczanie swojej szafy i mieszkania. To pewna postawa wobec życia, w którym uważnie przysłuchujemy się swoim potrzebom oraz potrzebom naszych bliskich, przedkładamy być ponad mieć i stawiamy w centrum wartości, którym chcemy być wierni. To także dyscyplina, samodoskonalenie, kontrola wydatków i narzucanie sobie pewnych ograniczeń.

 

Minimalizm, a raczej upodobanie do prostoty i ascetycznego życia ma swoje korzenie także w kulturze chrześcijańskiej. To św. Franciszek z Asyżu upodobał sobie życie w ascezie, by jak najbardziej rozwinąć się duchowo. Papież Franciszek niejednokrotnie swoją postawą daje wyraz upodobaniu prostoty, pokory i skromności. Jako chrześcijanie powinniśmy niezmiennie czerpać z jednego wzoru, jakim jest dla nas Jezus Chrystus. Czy Jezus był minimalistą? Myślę że nie. Pragnął dla człowieka więcej, niż ten mógłby chcieć. Bóg nie stawia ograniczeń, chce byśmy mieli życie w obfitości, jednak chce być także centrum naszego życia. Nie da się jednak być przykładnym chrześcijaninem, który stawia na pierwszym miejscu swoje dobro, a także konsumpcjonizm i bogacenie się. To wszystko musi być gdzieś obok naszych priorytetów.

 

Zagrożenia minimalizmu

 

Nie ma jakiejś sztywnej definicji minimalizmu, dla mnie jest to ograniczenie posiadania do niezbędnego do życia minimum, ale obecnie postawa minimalistów jest tak różna, jak różni są ludzie, którzy o nim piszą. Czytając książki i blogi na temat minimalizmu zaczęłam dostrzegać pewne zagrożenia z nim związane. Pisałam o tym trochę na blogu we wpisie o pułapkach minimalizmu. Stał się obecnie tak popularnym zjawiskiem, że bywa traktowany niczym religia, filozofia i przybiera wymiar niemal duchowy. Zaczynamy czerpać nie z korzeni chrześcijaństwa, ale filozofii wschodu, buddyzmu, kultury japońskiej. Minimalizm staje się celem samym w sobie, a nie środkiem do tego, by odnaleźć umiar, cieszyć się drobnymi rzeczami, być obecnym „tu i teraz”, znajdować czas na priorytety. Nadmiar rozprasza i powoduje, że jesteśmy ciągle zajęci. Prostota pozwala skupić się na istocie życia, którą z pewnością nie są rzeczy. Dla mnie jest nią wiara oraz relacje z bliskimi.

Ograniczanie posiadania do 100 rzeczy może być dobrym ćwiczeniem, by sprawdzić, jak niewiele potrzebujemy do tego, by szczęśliwie żyć, ale na dłuższą metę staje się ograniczeniem i bezsensowną regułą, której podporządkowujemy nasze życie. Dlaczego nie 101 albo 99?

Kolejnym zagrożeniem współczesnego minimalizmu jest minimalizm luksusowy. Ograniczamy nasze życie z nadmiaru, ale to co kupujemy, kosztuje często małą fortunę. Otaczamy się rzeczami nie tyle świetnej jakości, co snobistycznymi, dostępnymi dla najbogatszych, manifestując tym samym swój status materialny i społeczny. Absolutnie jestem za tym, by kupować rzeczy dobrej jakości, takie, które posłużą nam przez wiele lat, a nawet będą służyły kolejnym pokoleniom. Ale można być w posiadaniu dobrej jakości torebki od rodzimego producenta za kilkaset złotych, lub też torebki Hermes Birkin, która kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych. Można pozbyć się większości bibelotów i pozostawić jedynie kolekcjonerskie dzieła sztuki. Oczywiście ja nie mam nic przeciwko drogim i pięknym rzeczom (pisałam na początku, że nie jestem minimalistką), choć popularność torebki od Hermesa jest dla mnie zagadką, nie widzę tutaj nic z minimalizmu, którego istotą jest unikanie nadmiaru i życie w prostocie.

Obserwuję też, że minimalizm staje się dla ludzi, którzy zmagają się z codziennością, nie odnajdują szczęścia w rzeczach materialnych, są zabiegani i zestresowani, nawet zagubieni, formą ucieczki od przyjrzenia się istocie problemu. Dlaczego jesteśmy nieszczęśliwi? I czy aby na pewno jest to związane z bałaganem, wypełnioną po brzegi szafą, brakiem czasu, szybkim tempem życia? Minimalizm nie jest drogą do szczęścia, jest środkiem, który może pomóc nam odnaleźć je w sobie i w wartościach, które są dla nas ważne.

 

Dwie książki o minimalizmie

 

szutka-prostoty

W ostatnim czasie przeczytałam dwie różne książki podejmujące temat minimalizmu. Sztukę prostoty Dominique Loreau i Minimalizm po polsku Anny Mularczyk-Meyer. Pewnie wielu z Was je czytało, albo natknęło się na recenzje tych książek w sieci. Swojego czasu były dość popularne.

 

Sztuka prostoty Dominique Loreau jest pochwałą minimalizmu luksusowego, autorka otwarcie pisze, że „minimalizm drogo kosztuje” i zachęca do tego, by mieć „niewiele rzeczy, ale najlepszych ze wszystkich”. W swojej książce nawiązuje do filozofii wschodu, widać ogromny wpływ także kultury japońskiej. Pisze o energii czi, która może zostać zaburzona poprzez niewłaściwe wybory. Dla mnie jako osoby wierzącej szukanie szczęścia w filozofii wschodu (feng shui, joga, buddyzm, mantry) niesie za sobą wiele zagrożeń duchowych i wystrzegam się wszelkich ćwiczeń i medytacji, które odwołują się do jakiejś energii. W sumie nie wiadomo o jaką energię chodzi.

Wiele postulatów autorki jest tak absurdalnych i zupełnie nie znajdujących zastosowania w naszych realiach. Dominique Loerau namawia, by mieć tyle rzeczy, by w każdej chwili być gotowym do śmierci;  pozbyć się wszystkich przedmiotów, które są takie sobie, na rzecz tych najlepszych i luksusowych;  sprzedać rzeczy, które są duże, ciężkie, a na ich miejsce kupić lekkie i kompaktowe; dążyć do perfekcjonizmu w domu i pracy. Minimalizm przedstawiony przez autorkę pozbawia nas spontaniczności i nie daje pola na popełnianie błędów. Zresztą czy rzeczywiście posiadanie ciężkich mebli, możemy nazwać błędem? To zabawa w perfekcyjne życie, pozbawione niedoskonałości, a nawet człowieczeństwa. Ja w tych niedoskonałościach widzę swoją siłę. Nie jesteśmy idealni, a dążenie do doskonałości, czyni nasze życie trudniejszym i niesatysfakcjonującym, sprawia że wciąż dostrzegamy jego braki, nigdy nie jesteśmy zadowoleni z efektów naszej pracy i mamy niskie poczucie własnej wartości. Brak akceptacji jest główną przyczyną frustracji i niezadowolenia, to pogoń za czymś nieosiągalnym.

minimalizm-po-polsku

Minimalizm w książce Anny Mularczyk-Meyer „Minimalizm po polsku” jest już bardziej ugładzony i dostosowany do realiów polskiego społeczeństwa. Podoba mi się podejście autorki, która nie narzuca nam określonych zasad, daje możliwość wyboru i dostosowania środków prowadzących do prostszego i pełniejszego życia. Dla jednych będzie to życie na wsi, pozbycie się telewizora, czerpanie siły z bliskości z drugim człowiekiem,  natury oraz wiary, dla drugiego – życie w mieście, realizację pasji, rozwijanie talentów, podróże. Autorka podpowiada jak walczyć z nadmiarem, zachęca do bardziej ekologicznej postawy wobec posiadanych przedmiotów – zużywania, kupowania nowych dopiero wtedy, gdy się zniszczą, naprawiania, pożyczania, czy oddawania. Jesteśmy odpowiedzialni za rzeczy, które wyrzucamy i najpierw powinniśmy dokonać wszelkich starań, by znaleźć im nowych właścicieli lub je naprawić (Dominique Loreau nie wspomina o tym fakcie w swojej książce, według niej wszystko co nie jest najlepsze, najpiękniejsze powinno wylądować w koszu).

Pochwała oszczędności i rozsądnego gospodarowania własnymi środkami może być środkiem do wolności finansowej i większej ilości czasu na zajęcia niezwiązane z pracą zawodową. Autorka zachęca do tego, by zwolnić, a nawet zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad własnymi pragnieniami, przepracować je i zdyscyplinować się na tyle by okiełznać niekończącą się żądzę posiadania.

Anna Mularczyk-Meyer poświęciła także jeden rozdział wierze, co bardzo mi się spodobało, bo tak rzadko wspomina się o niej w kontekście życia slow, a jednak dla wielu ludzi, w tym dla mnie jest ona kluczową wartością, bez której nie da się osiągnąć szczęścia i radości. Utożsamiam się z podejściem dominikanina Krzysztofa Pałysa, który „zachęca by brać wszystko takim jakie jest, odczuwać wdzięczność za to co się ma, i znajdować radość w drobiazgach, bo wielkie rzeczy są wypadkową małych”. Te słowa są mi najbliższe i trafiają w stu procentach w to, jak ja odbieram minimalizm.

Jest jednak jeden zgrzyt, który zauważyłam podczas lektury książki. Autorka pisze, że jest osobą głęboko wierzącą, ale jednocześnie odrzuca Kościół. Obie postawy są bardzo sprzeczne względem siebie, chyba że wiara nie dotyczy religii chrześcijańskiej, która jest jednak oparta o Kościół stworzony ponad 2 tysiące lat temu przez Jezusa Chrystusa. Opis Kościoła jako instytucji przepełnionej przepychem, księży jeżdżących luksusowymi limuzynami, którzy stawiają się wyżej od innych oraz wiernych, którzy chodzą na coniedzielną mszę tylko po to by się pokazać, jest bardzo zafałszowany i krzywdzący dla ludzi, dla których wiara jest ważna. Jest stereotypem lekkomyślnie powielanym przez osoby, które odrzuciły Kościół i przestały szukać w nim Boga. To jak ocenianie książki po pierwszym rozdziale. Napisałam na ten temat dosyć obszerny post – Nadaj życiu głębszą treść, wartość i znaczenie.

 

 

Jeśli chodzi o pojęcie minimalizmu, nie stawiałabym tutaj równości pomiędzy minimalizmem, a prostotą i umiarem. Choć wiele postulatów jednych i drugich jest ze sobą zbieżnych, to jednak pozostają elementy zaczerpnięte z filozofii wschodu – ograniczenia, brak swobody, spontaniczności i błędów. Dochodzi także minimalizm luksusowy, który nie cieszy się dobrą sławą wśród osób ceniących życie pozbawione nadmiaru. Niektóre moje poglądy są oczywiście zbieżne, jak chociażby ograniczanie nadmiaru w wielu dziedzinach, które mogą prowadzić do zniewoleń i uzależnień (zastanawiam się, czy możliwy jest nadmiar minimalizmu?), odpowiedzialność za kupowanie i ekologiczny aspekt zarządzania własnością. Nie szukam szczęścia w rzeczach, one nigdy nie zastąpią mi wiary i relacji z drugim człowiekiem, choć przyznaje, są bardzo kuszące. Z drugiej jednak strony cieszę się tym co mam, czerpię radość z udanych zakupów, nawet jeśli dana rzecz nie jest mi potrzebna, daję sobie prawo do błędów i niedoskonałości, nie czynię z minimalizmu religii.

 

Być może moje pojęcie minimalizmu jest błędne, jednak wraz z ilością przeczytanych książek i postów na blogach tak polskich jak i zagranicznych, nie zmienia się. Nadal coś mi tutaj zgrzyta. Jednak pewnie każdy z nas odbiera minimalizm na swój sposób. Zdecydowanie wolę określać swoje podejście do życia jako uważne i prostsze, czerpanie radości z każdego dnia i slow life, niż jako minimalistyczne. A czym jest dla Was minimalizm? Czy kierujecie się zasadami minimalizmu w swoim życiu, czy widzicie w nim też pewne zagrożenia? Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania.

 

Zapisz się na Kameralny Newsletter, odbierz darmowy e-book – Jak pozycjonować bloga i zyskaj dostęp do dodatkowych materiałów i treści :)

 

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




Podobne wpisy