fbpx

Co robię, gdy życie mnie przerasta? O kobiecej sile, która drzemie w każdej z nas

by Dorota Zalepa
10 komentarzy

Praca nad blogiem, własna działalność, szkoła fotografii, dziecko w wieku szkolnym plus drugie w drodze, obowiązki domowe – zakupy, sprzątanie, obiad. Bywają dni kiedy już o 19 jestem tak zmęczona, że jedyne o czym marzę to wyciągnąć się w pościeli. Nie ma nawet mowy o czytaniu, czy obejrzeniu jakiegoś filmu, bo już przy napisach początkowych ja po prostu zasypiam. A chciałoby się jeszcze wyskoczyć do kina, zrobić domowe SPA, wyjść na spacer. Bywają dni, że nie mam siły na NIC. W pierwszej kolejności są obowiązki, a przyjemności schodzą na dalszy plan. I tak nie wystarcza na nie czasu, bo zawsze jest coś ważniejszego do zrobienia.

 

Gdy taki stan utrzymuje się dłużej, czuję, że życie po prostu mnie przerasta. Nagle z niczym się nie wyrabiam i zapominam o swoich potrzebach. To bardzo szybko odbija się na moim samopoczuciu. Momentalnie staję się bardziej nerwowa, chodzę wiecznie zmęczona, mam podkrążone oczy, ubieram się w zwykły dres i nie potrafię odpoczywać, bo w głowie kołacze lista zadań.

Taki stan zdarza się raz na jakiś czas i dla mnie sygnałem, by zwolnić. Nie tędy droga. Długo tak nie pociągnę. Ja i moje potrzeby też są ważne, szczególnie teraz powinnam dbać o siebie i dziecko z należytą uwagą. Nie mam już 18 lat i mój organizm tak szybko się nie regeneruje. Gdy zmęczenie się nawarstwia, zaczynają dochodzić różne dolegliwości. Przede wszystkim odczuwam duży spadek energii i nastroju. Nic mi się nie chce. Rzeczy, które normalnie sprawiają mi radość, w takiej sytuacji przestają cieszyć.

Czy kiedykolwiek tak się czułyście? Jeśli tak to doskonale wiecie, że ten stan nie może się przeciągać. Trzeba wdrożyć plan działania. Musimy mu przeciwdziałać, inaczej potwór zwany WYPALENIEM przejmie kontrolę nad naszym życiem!

 

Mówię nie perfekcjonizmowi!

 

My kobiety nakładamy na siebie mnóstwo obowiązków. Chcemy być idealnymi mamami, żonami, partnerkami, gospodyniami domowymi, pracownicami, szefowymi, a przy tym wyglądać nienagannie.

Tymczasem tak się nie da. Perfekcjonizm jest największą zmorą dzisiejszych czasów. Próbując sprostać wymaganiom nakładanym na nas przez media, otoczenie, tempo życia, ale także przez nas same, dochodzimy do ściany, której nie mamy siły przebić. A przecież wystarczy być dobrą mamą, żoną, gospodynią domową, czy szefową. Nie najlepszą! Mamy prawo do popełniania błędów i uczenia się, mamy prawo być nieidealne, mieć gorsze dni i odpuścić. Nie zawsze musi być porządek w domu, aromatyczny obiad, perfekcyjny manicure, makijaż. Mamy prawo do tego, by wyłamać się ze schematu, który powtarzamy każdego dnia. W domu chodzę bez makijażu, a jeśli już go robię, to jest bardzo delikatny, zakładam wygodne ubrania, staram się by były schludne i czyste, czasami robię szybki obiad typu makaron ze szpinakiem, albo jemy zupę przez trzy dni z rzędu. Moje mieszkanie nie zawsze jest uporządkowane, czasami zrobię przerwę w publikacjach na blogu, by złapać oddech i świeże spojrzenie.

 

Umiem prosić o pomoc

 

Często łapię się na tym, że chciałabym zrobić wszystko sama. Bo po pierwsze, wydaje mi się, że zrobię to najdokładniej, po drugie, wykonanie jakiegoś trudnego zadania traktuję za punkt honoru. No jak to, ja nie dam rady? J-A? No przecież, kto jak nie ja! A potem ślęczę godzinami nad jednym zadaniem, które szlifuję do perfekcji, czując na sobie ciężar kolejnych. Nie, tak być nie może. Czas nauczyć się prosić o pomoc, nie tylko w sprawach zawodowych, ale także w domu. Nie dzielimy prac na kobiece i męskie. Każdy robi to, co w danym momencie może zrobić. Gotujemy naprzemiennie, sprzątamy razem, zakupy przeważnie robi mąż. Dzielimy między siebie obowiązki i nie pilnujemy by było po równo. Jeśli ja mam więcej pracy, obowiązki domowe przejmuje mąż i odwrotnie. Uczymy też synka, by sprzątał swój pokój, zmywał po sobie, wyrzucał śmieci. Wykonuje prace dostosowane do jego wieku. Owszem, niejednokrotnie marudzi i nie chce mu się zrobić tego, czy tamtego, ale nie wyręczamy go w jego obowiązkach. Nie próbujmy na siłę być superwoman, bo na dłuższą metę nie przyniesie to nam nic dobrego.

 

Słucham swoich potrzeb

 

Bywają dni, że trzeba zakasać rękawy i pracować ile fabryka dała. Praca wielu z nas nie jest równomiernie rozłożona. W wielu branżach są miesiące, które przeżywają rozkwit i takie, które są ubogie w zlecenia. Wtedy nie ma czasu na własne przyjemności, wypady do kina, kawiarni. Trzeba pracować, wytężyć wszystkie swoje siły i realizować zadania krok po kroku. Jednak wiem, że ten okres nie trwa wiecznie. Że po burzy przychodzi słońce, a po okresie wzmożonej pracy, jest czas na zasłużony odpoczynek. Wtedy bez wyrzutów sumienia oddaję się błogiemu lenistwu. Wyjeżdżam, chodzę na długie spacery, robię wypady do kawiarni w ciągu dnia, jeżdżę na rowerze, czy wymykam się na basen. Dbam o swoje ciało i własne zdrowie.

Pilnuję też, by wyrywać chwile dla siebie w czasie, gdy pracy mam bardzo dużo. Muszę zachować balans między pracą i odpoczynkiem. I nawet jeśli grafik jest mocno napięty, ja pozwalam sobie choćby na 30 minutowy relaks. Ważna jest higiena pracy. Po jakimś czasie stajemy się zwyczajnie mniej efektywni i warto wtedy zrobić sobie przerwę. Zamknąć laptopa, wyjść z biura, zjeść coś zdrowego. Dzięki dobrej organizacji pracy, nie odczujemy dużego zmęczenia i będziemy bardziej efektywne.

 

Jedno zadanie w danym czasie

 

Multizadaniowość zupełnie mi nie wychodzi. Nie da się ciągnąć wielu srok za ogon, bo praca idzie wtedy nieporównywalnie wolniej. Wyznaczam sobie zadania na dany dzień i krok po kroku je odhaczam. Jeśli piszę to nie odpowiadam w tym czasie na maile, nie zaglądam na Facebooka czy Instagram, bo powrót do pełnego skupienia zajmuje mi później kilka minut. Wolę uporać się z jednym zadaniem i przejść do następnego. Pomiędzy zadaniami robię przerwy, jeśli czuję zmęczenie.

 

Nie nakładam na siebie zbyt wiele

 

Chciałabym zrealizować wiele projektów, ale zdaję sobie sprawę, że nie jestem w stanie zająć się wszystkim. Wybieram to co, jest dla mnie w danym momencie najważniejsze, a resztę celów i planów odkładam na później. Być może nigdy do nich nie wrócę. Nie wyrzucam sobie tego, bo wiem, że rezygnacja z czegoś daje mi szansę na spokojniejsze i bardziej uważne życie. Umiejętność odmowy, asertywność i rezygnacja z niektórych zadań są niezwykle ważne. Czasami boimy się utraconych szans, ale pamiętajmy, że one cały czas do nas przychodzą. Jeśli odrzucimy jedną, przyjdzie następna, być może w bardziej sprzyjających okolicznościach. Nie nakładajmy na siebie zbyt dużo. Każdy organizm ma swoją wytrzymałość. Może okazać się, że więcej stracimy realizując dany projekt, niż gdy z niego zrezygnujemy. Czas jest ważny, nie pozwólmy przeciekać mu przez palce i nie odkładajmy swoich potrzeb na potem.

 

W każdej kobiecie drzemie gigantyczna siła, która pojawia się często w kryzysowych sytuacjach. Dla naszych bliskich potrafimy poświęcić wiele, jesteśmy w stanie wziąć na swoje barki ogrom pracy. Jesteśmy odpowiedzialne, empatyczne, dobre i kochające. Pamiętajmy tylko, by w tym wszystkim znalazło się miejsce także dla nas samych. Nie zatraćmy się w obowiązkach, pozwólmy sobie odpuścić, nie przesuwajmy poprzeczki coraz wyżej i wyżej, bądźmy dla siebie dobre, wtedy będziemy naprawdę szczęśliwe.

 


Artykuł powstał we współpracy z marką Dermika w ramach akcji Kobieca Historia. Siła i Piękno. 30 kwietnia w ramach akcji wystartował konkurs, w którym każda z Was może opowiedzieć swoją historię. Główną nagrodą w konkursie jest sesja fotograficzna, dla czterech kobiet, wykonana przez niezwykłą fotograf, piękną i silną kobietę – Lidię Popiel. Dodatkowo, co tydzień, w czasie trwania konkursu, Uczestniczki, które prześlą najciekawsze historie, zostaną nagrodzone zestawami kosmetyków Dermika. Szczegóły konkursu znajdziecie na stronie www.kobiecahistoria.pl. A jaka jest Twoja historia?

www.kobiecahistoria.pl


 

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




Podobne wpisy

Close