fbpx

Czy wierzysz w cuda?

by Dorota Zalepa
36 komentarzy

Kiedy byłam małą dziewczynką, wierzyłam, że istnieje Bóg, który potrafi czarować. Może sprawić wszystko. Byłam przekonana, że gdybym tylko chciała, mogłabym z nim porozmawiać twarzą w twarz. Trochę obawiałam się kontaktu z osobami spoza mojego świata, dlatego modląc się prosiłam, by Bóg jeszcze mi się nie ukazywał. Jeszcze nie teraz!

 

Oczywiście jak dotąd tego nie zrobił, ale nadal nie należę do najodważniejszych osób na świecie, pomimo tego, że przez kilkanaście lat biłam się na matach całego globu.

 

Gdy zaczęłam dorastać moja więź z Bogiem i pewność, że jest obecny w moim życiu zaczęła słabnąć, aż w wieku kilkunastu lat prawie zupełnie zanikła. Nie wyrzekłam się swojej wiary, nadal uważałam się za katoliczkę, ale taką już bardziej współczesną. Wygodnie było mi odrzucać jedne dogmaty, a inne, te mniej wymagające przyjmować. Obchodziłam Święta Bożego Narodzenia, ale Triduum Paschalne było już zbyt uciążliwe. 3 dni z rzędu w Kościele? Nie, to nie dla mnie! Spowiedź Święta przynajmniej raz w roku? To i tak zbyt często, poza tym skrępowanie przed opowiadaniem o sobie obcemu człowiekowi skutecznie powstrzymywało mnie od tak ważnego sakramentu. Stałam się wierzącym i niepraktykującym katolikiem. Dziś śmiem twierdzić, że nie ma takiego pojęcia jak wierzący – niepraktykujący katolik. To tak jakby ktoś był kierowcą rajdowym jedynie w teorii, albo krawcem, który jeszcze nigdy nie dotknął maszyny do szycia. Wiara to przede wszystkim praktyka.

 

Moja ledwie się tliła. W pewnym momencie moje życie zmieniło się o 180 stopni. Wszystko co przez lata budowałam nagle się zawaliło. To jedno z tych wydarzeń, które podcina Ci nogi i nagle nie masz pojęcia co będzie dalej. Nie masz pomysłu na życie i z dnia na dzień popadasz w coraz większą rozpacz i bezsilność. Nikt nie umiał mi pomóc, a ja doskonale wiedziałam, że nikt nie jest w stanie tego zrobić. Jedynie Bóg! On był moją ostatnią – szkoda, że nie pierwszą – deską ratunku.

Wystarczyło jedno zdanie. Choć wypowiedziałam je kilkanaście razy w ciągu paru miesięcy w przypływach największej rozpaczy. Teraz wiem, że dla Boga nie trzeba powtarzać, wystarczy pozwolić mu działać. Od tamtej pory rozpoczął się proces zmiany mojego życia, który trwał kilka lat. Tak! To nie był cud, który wydarzył się z dnia na dzień, ale ciąg wydarzeń, które zbliżały mnie do mojego obecnego życia. Życia, w którym odnalazłam spełnienie, spokój, szczęście i miłość.

eric-metaxas-cuda

Eric Metaxas w swojej książce Cuda. Czym są, dlaczego się zdarzają i jak mogą zmienić twoje życie definiuje cuda jako efekt kontaktu Boga z człowiekiem, wynik przenikania Nieba do naszego ziemskiego wymiaru. Cudami mogą być uzdrowienia zarówno fizyczne jak i wewnętrzne, nawrócenia, wymowne sny, uniknięcie wypadku, czy podniesienie się po osobistej tragedii. Bóg kontaktuje się z nami poprzez wydarzenia, osoby, a nawet nasze sumienie. Dzięki tej książce zaczęłam zwracać większa uwagę na moje przeczucia, wewnętrzny głos sumienia, wydarzenia i ludzi, których spotykam na mojej drodze.

Pierwsza część książki to próba udowodnienia, że wszechświat, a zatem także życie na Ziemi, jest wynikiem doskonałego planu Boga – Stwórcy. Autor przeprowadził wnikliwą analizę istnienia świata, odwołał się do wielu naukowych badań i opracowań wybitnych astrofizyków, by podjąć próbę dowiedzenia, że świat, w którym żyjemy nie powstał sam z siebie. Prawa rządzące wszechświatem są dostrojone z taką precyzją, że nie mogły powstać bez udziału kogoś z zewnątrz. Bez udziału Boga. Ten rozdział był dla mnie dosyć trudny w odbiorze, nie znam się na astrofizyce, na fizyce też niespecjalnie, dlatego ciężko było mi wyobrazić sobie te wszystkie mechanizmy zachodzące w przestrzeni kosmicznej. Jednak bardzo przemówił do mnie fakt tak dokładnego dostrojenia praw rządzących wszechświatem, że nawet minimalne odchylenie w jakąkolwiek ze stron spowodowałoby niemożność istnienia życia na Ziemi. Jestem pewna, że osobom, które zadają sobie pytania – Skąd wziął się wszechświat i czy może istnieć życie na innej planecie? – ten rozdział okaże się szczególnie interesujący.

 

Nie potrzebuję dowodów na istnienie Boga, choć jeśli się pojawiają, jeszcze bardziej utwierdzają mnie w mojej wierze, a takimi dowodami z pewnością są cuda, które przytrafiły się bohaterom książki. Niektóre są spektakularne, jak na przykład cudowne uzdrowienia, spotkanie anioła, otarcie się o Niebo, inne zupełnie mniejszego kalibru, jak odnalezienie zgubionych kluczy, czy wymowny sen, który sprawił, że powstało dzieło literackie. Jedno jest pewne, Bóg nie jest dalekim Stwórcą, do którego nie mamy dostępu, i którego nie obchodzą nasze prozaiczne sprawy. Jest obecny w naszym życiu i troszczy się o wszystkie jego dziedziny. Jeśli będziemy uważni, będziemy potrafili odczytywać różne znaki i wydarzenia, które pomogą nam kształtować swoje życie.

 

Na moje obecne życie złożyło się mnóstwo mniejszych i większych wydarzeń, które – teraz to wiem – były odpowiedzią Boga na moje prośby. Układają się jak puzzle i tworzą spójną całość. Czasem wydaje nam się, że jesteśmy w punkcie życia, z którego nie ma wyjścia. Najpierw sami próbujemy sobie ze wszystkim poradzić, potem szukamy pomocy u innych, a jak już wszystko zawiedzie, zwracamy się do Niego, bo jeśli jednak istnieje, może uda Mu się nas wyprowadzić na prostą. Bóg działa natychmiast. Czasem dopiero po latach jesteśmy wstanie zrozumieć w jaki sposób. Nie mogę się teraz nadziwić, że gdyby nie pewne wydarzenia w moim życiu, które wcale nie były lekkie, potoczyłoby się ono zupełnie inaczej. Teraz czuję się szczęśliwa, wiara daje mi wolność, codziennie powierzam Bogu moje życie i wiem, że wyprowadzi mnie z każdej opresji.

 

Tradycyjnie, będzie mi miło, jeśli polecisz mój post znajomym przy pomocy przycisków poniżej. O ile oczywiście okazał się pomocny. Ściskam! :)

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




Podobne wpisy