fbpx

Jak przestać gromadzić niepotrzebne rzeczy?

by Dorota Zalepa
38 komentarzy

Jedną z zasad, dzięki której utrzymuję moją szafę w ryzach, o której pisałam Wam ostatnio, jest trzymanie w niej tylko takich ubrań, które uwielbiam nosić. Ażeby tak się stało, muszę pozbywać się tych niechcianych. Z drugiej strony, ciężko zrezygnować z ubrań, które są jeszcze w dobrym stanie. Pojawiają się wyrzuty sumienia, że nie nosimy czegoś za co zapłaciliśmy niemałe pieniądze, więc rzeczy lądują na dnie szafy. Podobnie sprawa wygląda z różnymi przedmiotami, które swoje lata świetności mają już za sobą, ale jakoś ciężko się z nimi rozstać.

 

Wielu z Was, w komentarzach pod wspomnianym postem, napisało, że ma problem z pozbywaniem się zbędnych rzeczy, ponieważ lubi chomikować i myśli, że te rzeczy mogą się jeszcze kiedyś przydać. Ciekawa jestem w ilu przypadkach tak rzeczywiście jest. W moim najbliższym otoczeniu są zbieracze różnych bibelotów, ubrań, a nawet niedziałających od wielu lat sprzętów elektronicznych. Za każdym razem, gdy przychodzę w odwiedziny, mam nieodpartą chęć przeprowadzenia małej metamorfozy mieszkania. O ileż jaśniej i przestrzenniej by się zrobiło! Ale doskonale rozumiem, że nie zawsze jest to takie proste. Dla mnie też nie było!

 

Zbierałam różne gadżety i ubrania, których nie nosiłam od dobrych paru lat. A to kilka koszulek do biegania, sprane dresy, pocztówki, magnesy i różne suweniry z podróży, za duże ubrania (bo przytyję), za małe ubrania (bo schudnę), brzydkie ubrania (bo może kiedyś będą ładne) itd. Dziś temat nadmiaru rzeczy w moim mieszkaniu praktycznie nie istnieje. Wyjątkiem są magnesy na lodówkę, które przywożę z każdej podróży.

 

 

Co się zmieniło?

 

Potrzeba matką wynalazków! Kiedy przeprowadziłam się na swoje, zaczęły przeszkadzać mi zbędne, zupełnie niepasujące do otoczenia rzeczy. Nie chciałam żyć w chaosie i miałam dość przecierania zakurzonych bibelotów, które i tak nie pasowały do całego wystroju. Chciałam by moje wnętrze współgrało z moją osobowością. Przeprowadzka jest dobrym momentem, by wszystko posegregować i pozbyć się starych zeszytów i podręczników szkolnych, przedmiotów z dzieciństwa, nieatrakcyjnych pamiątek, czy nienoszonych ubrań. Pragnęłam przestrzeni.

 

Jak tego dokonałam?

 

Przede wszystkim starałam się spojrzeć na wszystkie te rzeczy bez emocji – co było ciężkie – i zadałam sobie pytanie, czy one są piękne! Jeśli nie, to sprawdziłam czy są pożyteczne lub pamiątkowe (zasada 3P). Jeśli moja odpowiedź nadal była negatywna, nie pozostało mi nic innego jak oddać je w dobre ręce lub wyrzucić. Jeśli ciężko Wam się rozstać z niektórymi rzeczami, bo ciągle wydaje Wam się, że mogą się kiedyś przydać, włóżcie je do pudełka z napisem do sprawdzenia za 3 miesiące (najlepiej wpiszcie też datę) i wynieście do piwnicy, garażu, by zniknęły z Waszego pola widzenia. Jeśli po 3 m-cach nie będziecie za nimi tęsknić, to wyraźny sygnał, że czas się z nimi pożegnać. Pamiętajcie, by ten czas, który sobie dajecie na podjęcie decyzji, nie był zbyt długi, bo zapomnicie o tym pudle i będzie przez kolejne lata zagracało Waszą piwnicę.

 

Bądź EKO

 

Nie wyrzucajcie rzeczy, które mogą się komuś przydać. Sprzedajcie je lub oddajcie w dobre ręce – ja sporo rzeczy oddaję rodzinie – zorganizujcie wyprzedaż garażową, lub poszukajcie takiej w swoim mieście. Niektóre sklepy (np. H&M) prowadzą zbiórkę zużytych ubrań, które później poddawane są recyklingowi. Zużyte sprzęty elektroniczne i baterie możecie oddać do specjalnych punktów zbierania odpadów lub większych sklepów z elektroniką (nawet w niektórych marketach są wystawione pojemniki na zużyte baterie). Przeterminowane leki oddajcie do apteki. Taka postawa sprzyja ochronie środowiska.

 

Myślę zawczasu

 

Wyznaję zasadę, że warto kupić mniej, niż potem mieć problem ze stertą nieużytecznych przedmiotów. Dlatego staram się dobrze przemyśleć każdą decyzję zakupową. Jeśli chcę utrzymać w domu ład i nie pozwolić, by po jakimś czasie znowu był zagracony, przed każdym zakupem zadaję sobie pytanie – Czy rzeczywiście potrzebuję kolejnej poduszki, filiżanki, świecznika? Ikea jest świetnym przykładem sklepu, z którego można wyjść z pełnym koszykiem różnych, nie zawsze potrzebnych ozdób. Przy okazji ostatniej wizyty w Ikei i zakupie kilku domowych gadżetów, napisałam post o tym jak nie dać się ponieść fantazji na zakupach.

Przede wszystkim przydają się – zdrowy rozsądek i silna wola. Dobrą metodą jest odłożenie decyzji zakupowej na jakiś czas, by emocje opadły. Wielokrotnie robię tak w przypadku ubrań. Jeśli po jakimś czasie, nadal mam ochotę na nową bluzkę, czy buty, kupuję i zazwyczaj są to bardzo udane zakupy, które przez długie lata cieszą oko.

 

Darmowa terapia

 

Często jest tak, że bardzo przeszkadza nam wypchana szafa, niedomykające się szuflady, sterta nieciekawych ozdób na półkach, ale i tak brakuje nam odwagi, by zrobić z nimi porządek. Odkładamy decyzję w nieskończoność. Takie gruntowne porządki mogą zadziałać na nas wręcz terapeutycznie. Pozbycie się bałaganu może być pierwszym krokiem do uporządkowania swojego życia.

Gdy dwa lata temu zrobiłam pierwsze gruntowne porządki w szafie, poczułam ogromną ulgę. W końcu po latach, odważyłam się bez względu na męczące wyrzuty sumienia, wyrzucić z szafy ubrania, których z różnych względów nie nosiłam. Za każdym razem gdy otwierałam szafę, przypominałam sobie o ich istnieniu, co powodowało narastającą frustrację. Ciągle nie miałam się w co ubrać, pomimo tego, że w szafie pełno. Nie potrafiłam przekonać nikogo, w tym samej siebie, że rzeczywiście tam nic nie ma. Kiedy wyjęłam z szafy wszystko to, co mi się nie podobało (było za duże, albo wykonane z kiepskiego materiału, zmechacone, nie w moim stylu…) została mi naprawdę garstka ubrań. Ale takich, które uwielbiam i noszę! Owszem teraz mam sporo braków, ale za to dokładnie wiem co muszę uzupełnić na dany sezon. I robię to bardzo stopniowo. Nie stać mnie na wydanie dużych pieniędzy, by skompletować szafę, o której marzę, ale też mi się nigdzie nie spieszy. Wielką frajdę sprawia mi dokładanie do niej, raz na jakiś czas, czegoś pięknego i dobrej jakości.

 

 

Trochę się rozpisałam, ale mam nadzieję, że moje doświadczenia pomogą Wam ogarnąć własną przestrzeń i pozbędziecie się niepotrzebnych wyrzutów sumienia, dając swoim rzeczom drugie życie. To naprawdę niesamowite uczucie, jak po latach ciągłego bałaganu (nawet jeśli regularnie sprzątamy), nasz dom robi się jasny i przestrzenny. W takim otoczeniu lepiej się pracuje, odpoczywa i spędza czas z bliskimi. Jak myślicie, czy otoczenie może mieć aż taki wpływ na nasze samopoczucie? Jestem bardzo ciekawa jak radzicie sobie z pozbywaniem się niepotrzebnych rzeczy.

 

Jeśli post okazał się pomocny, będzie mi niezwykle miło, jeśli podzielicie się nim ze znajomymi, korzystając z przycisków poniżej. Bardzo dziękuję! :)

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




Podobne wpisy