fbpx

Gdzie leży granica prywatności w sieci?

by Dorota Zalepa
15 komentarzy
granica w sieci

Po obejrzeniu filmu The Circle, który pokazuje świat bez grama prywatności, zaczęłam zastanawiać się gdzie leży jej granica. Na ile pokazywanie siebie i swojego życia w sieci jest wynikiem wizerunku, kreowania marki (w moim wypadku bloga, ale marką może być też osoba), a na ile zwykły ekshibicjonizm i próżność? Nie bez znaczenia jest też bezpieczeństwo naszych bliskich, domów, życia.

 

W dzisiejszych czasach naprawdę ciężko o prywatność. Nawet osoby, które nie mają profili społecznościowych, narażone są na „szpiegostwo”. Większość aplikacji w telefonie wymaga zgody do naszego urządzenia, zdjęć, kontaktów, lokalizacji. Google zbiera informacje o użytkownikach, by profilować reklamy pod nasze zainteresowania. Facebook przechowuje nasze zdjęcia, korespondencję, podsuwa nam reklamy, zgodne z naszymi zainteresowaniami, podpowiada znajomych. Zebranie bardzo prywatnych danych jest bardzo proste. Sami wielokrotnie podajemy mnóstwo informacji o sobie i naszych rodzinach. Nie czytamy regulaminów, akceptujemy zgody na zbieranie informacji, przechowywanie danych osobowych, czy wysyłanie ofert handlowych. Większość darmowych aplikacji, kont mailowych tak naprawdę nie jest darmowych. Płacimy naszymi danymi.

prywatność w sieci

 

Zgody są często wymuszane, a regulaminy tak obszerne i trudne do zinterpretowania, że wolimy wyrazić zgodę na coś, niż przyjrzeć się im bliżej. Pomijając urządzenia, profile społecznościowe, firmy, portale, które zbierają od nas różne dane, po to, by nam coś sprzedać, sami ujawniamy ich bardzo dużo – miejsce i adres zamieszkania, telefon, wyposażenie domów, miejsce pracy, nauki, znajomych, rodziny, zainteresowania itd. Zdjęcie umieszczone w sieci, już nigdy nie zniknie, filmik opublikowany na YouTube nawet po usunięciu, może być prosty do odnalezienia w sieci.

 

Główna bohaterka filmu Mae (Emma Watson) zgodziła się na transparentność w sieci i pokazywanie swojego życia wszystkim użytkownikiem Kręgu. Miliony ludzi mogły śledzić jej życie, wtedy gdy się budzi i zasypia, gdy rozmawia z rodzicami i przyjaciółmi, bawi się, pracuje i trenuje. W pewnym momencie brak anonimowości staje się uciążliwy i powoduje, że bliscy nie chcąc znaleźć się w Kręgu, zaczynają się od niej odsuwać.

 

 

The Circle przypomina mi trochę Insta Stories. Sama pokazuję moją codzienność – wyjazdy, śniadania, zakupy i gdzieś wewnątrz boję się, by nie przekroczyć granicy prywatności i nie pokazać za dużo. Obawiam się także krytyki czy hejtu, który w dzisiejszych czasach stał się ogromnym problemem osób publikujących swoje życie w sieci. Jednak życie na świeczniku wciąga, niełatwo z niego zrezygnować. Cena jest wysoka i często nie mamy takiej świadomości. Z drugiej strony chcemy żyć w wolności. Móc podzielić się ze znajomymi, czy czytelnikami spektakularnymi momentami z naszego życia – super wakacjami, narodzinami dziecka, ślubem, rodziną. Chcemy by dzielili z nami tę radość. Bo jaki jest szybszy sposób komunikowania się, niż przez komunikatory internetowe typu Messenger, Skype, Whats Up? Nawet będąc za granicą możemy porozmawiać z bliskimi, nie płacąc za połączenie. I warto z takich udogodnień korzystać.

 

 

Technologia idzie do przodu w ogromnym tempie. Dochodzi do tego, że emotikony, zdjęcia, filmiki na Insta Stories zastępują nam kontakt realny. Co z kolei nie jest dobre. Wyznaję zasadę, że Internet jest dla ludzi, ale to co najcenniejsze zawsze znajduje się tuż obok, w drugim człowieku i prawdziwych relacjach. Warto stawiać granicę naszej prywatności i nie akceptować wszystkiego jak leci. Musimy wyznaczyć je sami. Na YouTube pojawiło się nagranie jednej z vlogerek z własnego porodu. Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, to jak można pokazać coś tak intymnego? W sieci pojawia się wiele nagości, wulgaryzmów, po to, by zdobyć popularność. Kontrowersja sprzedaje się jak świeże bułeczki, ale konsekwencje takich czynów mogą być bardzo daleko idące. Zostawmy coś dla siebie, niech nasze życie nie będzie na sprzedaż. Nie oceniajmy go w ilości lajków i obserwujących. Bądźmy sobą i chrońmy naszych bliskich.

Buduję swoje miejsce w sieci pomału, bez kontrowersji, szokujących tematów, które szybko rozsiewają się w sieci, bez zdjęć odsłaniających zbyt dużo, w swoim własnym tempie. Po to, by za jakiś czas, gdy będę przyglądała się swojej pracy, nie żałować wyborów podyktowanych próżnością i chęcią zdobycia popularności. Chronię wizerunek moich bliskich i nie ujawniam zbyt osobistych danych z mojego życia. Staram się w tym wszystkim odnaleźć balans między pracą, która polega w dużej mierze na budowaniu wierunku, a prywatnością, która daje człowiekowi wytchnienie.

 

Jestem ciekawa, jakie jest Wasze zdanie na ten temat. Gdzie leży granica w sieci? Co można pokazać, a co powinniśmy zachować dla siebie?

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




Podobne wpisy