Moje sportowe podróże

by Dorota Zalepa
5 komentarzy
uzbekistan

Jak już pewnie wiecie, trenowałam przez 13 lat Taekwondo. Oprócz ciężkich treningów, potu i łez były też podróże. Nie jestem w stanie zliczyć ile ich było. Zjechałam całą Europę wzdłuż i w szerz parę razy. Niemcy, Holandia, Belgia były tymi nudniejszymi, aczkolwiek najczęściej odwiedzanymi przeze mnie krajami. Ale Włochy, Hiszpania, Grecja, czy Szkocja należały do przyjemniejszych zakątków Europy.

Zdarzały się też bardziej egzotyczne podróże. Byłam np. w Argentynie, Korei Południowej, Uzbekistanie. Można by rzec, że super, że to zostanie mi do końca życia, te wspomnienia. Owszem pamiętam halę sportową w Korei i drogę z hotelu do sali w Buenos Aires. W większości wyjazdów nie było czasu na zwiedzanie. Przed zawodami to zrozumiałe, bo trzeba oszczędzać siły i skupić się na starcie. Natomiast tuż po zawodach, często tego samego dnia zbieraliśmy się z powrotem do Polski. Koszty były wyliczone idealnie, nic ponad sam start.

Było jednak parę perełek. Np. wyjazd do Uzbekistanu gdzie spędziliśmy cały tydzień. Czuliśmy się tam baaardzo zaopiekowani. Każdej, nawet drobnej, wyprawie towarzyszył cały sztab ludzi. Wyglądało to tak, jakby z nami chodzili ochroniarze. Byli uzbrojeni. Oprócz Taszkientu, zostaliśmy zabrani do Samarkandy, jednego z najstarszych miast świata.

Samarkanda

Samarkanda w Uzbekistanie

Zauważyłam, że atrybutem szacunku i bogactwa w Uzbekistanie były zęby! Ale nie takie amerykańskie, śnieżno-białe. Tylko złote! Można było po zębach poznać status danej osoby. Im więcej złotych, tym lepiej. Byli tacy co mieli po kilka złotych zębów, ale szef szefów miał już takie wszystkie. Wyglądało to co najmniej komicznie. Ale co kraj to obyczaj.

W Holandii posiadanie i sprzedaż marihuany są legalne. Każdy to wie. Sprzedawana jest tam w Coffee Shopach, albo Hash Barach. Gdy byłam tam jakieś 10 lat temu, postanowiłam, z innymi zawodnikami, zwiedzić taki bar. Byliśmy ciekawi jak to wygląda. Weszliśmy do środka, kłęby dymu i specyficzny zapach palonej „trawki” rozchodził się po całym lokalu. Panował dziwny klimat, półmrok. Wzbudziliśmy jednak ogólne zainteresowanie. Nie dziwię się, wszyscy w biało- czerwonych dresach Reprezentacji Polski. Tak, właśnie tak chodziliśmy po mieście, gdyż jedyną opcją zobaczenia czegokolwiek, było wyjście z sali, gdzie kończyły się lub jeszcze trwały zawody i spacer po mieście. Ale wracając do tematu. Zmieszani, podeszliśmy do baru i… zamówiliśmy Colę. W Hash Barze zamówiliśmy Colę! Wywołało to ogólne rozbawienie, choć raczej powinnam to nazwać rechotem. Colę dostaliśmy na koszt firmy. Szybciutko opróżniliśmy buteleczki i wyszliśmy stamtąd.

Coffee Shop

Coffee Shop

W Korei Południowej też byliśmy około tygodnia. Jednak tam nie zwiedziłam nic, poza miejscowością, w której odbywały się zawody. Co utkwiło mi w pamięci najbardziej, to jedzenie. Raczej jestem niejadkiem, zawsze byłam. Owoce morza to nie jest to, co lubię najbardziej. Sushi do mnie nie przemawia. Nie wiem czym tak wszyscy się ekscytują, surową rybą? W Korei były tylko owoce morza, zupa z glonów i ryż. Cały tydzień jadłam ryż. Schudłam jakieś 5 kilo. Mało tego w okolicy nie było żadnej knajpki, gdzie można było zjeść europejskie jedzenie, jakąś pizzę, frytki, albo chociaż KFC. Nic! Nawet ich woda mineralna była dziwnie kwaśna. Wróciłam do domu tak wycieńczona, że chyba z własnej woli więcej tam nie pojadę. Szkoda tylko, że nie udało mi się zobaczyć Seulu.

Zdecydowanie lepsze są jednak podróże prywatne. Człowiek sam decyduje ile czasu poświęca na odpoczynek, ile na zwiedzanie, a ile na wszelkiego rodzaju rozrywkę. Nie trzeba się spieszyć by w ciągu pół godziny zwiedzić jakąś miejscowość, zrobić kilka fotek i kupić pamiątkę. A tak w większości wyglądały moje sportowe podróże.

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




Podobne wpisy