fbpx

Lista 10 moich małych dziwactw

by Dorota Zalepa
55 komentarzy

Listę stworzyłam przy pomocy książki Trochę inny dziennik, 52 listy na każdy tydzień roku, o której pisałam Wam tutaj i postanowiłam opublikować ją na blogu, by pokazać, że nikt nie jest idealny i każdy z nas ma swoje małe dziwactwa (przynajmniej ja je mam). Nie muszą one od razu oznaczać czegoś złego, mogą nas wyróżniać i dowodzić naszej wyjątkowości, ale mogą też być niewygodne i utrudniać nieco nasze życie. Publikuję tę listę też po to, byśmy mogli poznać się bliżej. Jestem bardzo ciekawa Waszych małych dziwactw, więc koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach.

No to zaczynamy!

 

1. Mam niechęć do jedzenia czegoś, co się wcześniej ruszało

 

To chyba moje największe dziwactwo, bo zupełnie nie wynika ze światopoglądu. Jem mięso, ale nie przepadam za nim. Najchętniej zrezygnowałabym z mięsa zupełnie na rzecz wszystkiego co mączne. Uwielbiam naleśniki i wszelkiego rodzaju placki. Moja niechęć do mięsa narodziła się wtedy gdy doszła do mnie świadomość jego pochodzenia. Jako dziecko zajadałam się surowym tatarem, a nawet podrobami i boczkiem. Dziś nie ma opcji, bym zjadła coś takiego.

Odkrawam wszelkie żyłki i brzegi wędliny, a gdy robię obiad, przygotowuję oddzielnie kotlety dla siebie (oczyszczone ze wszystkiego podejrzanego) i dla pozostałych członków rodziny, którzy są normalni.  Bardzo staram się, by mój synek nie przejął tych dziwactw po mnie. Rzadko zamawiam mięso w restauracji, bo nie wiem, jak ktoś je przygotował i ile żyłek pojawi się w moim kotlecie.

Jedyną osobą, u której jem wszystko bez oporów, jest moja mama. Zna moje dziwactwa i od razu uprzedza, że w danej potrawie nie ma żadnych „tłuścioszków”.

 

2. Muszę mieć odpowiednią ilość luzu podczas spania

 

Nie zasnę, jeśli coś choć odrobinę krępuje moje ruchy. Muszę mieć możliwość swobodnego obracania się i poruszania nogami. Mój mąż nie jest z tego powodu zadowolony, bo nie ma możliwości bym zasnęła przytulona do niego, zawsze odsuwam się na swoją połowę łóżka. Wiem, wiem, że to nie jest zbyt dobre,  ale nie potrafię się z tego wyleczyć. Stąd też niechęć do śpiworów i ciasnych pomieszczeń, które mogą być przyczyną mojej paniki. Najgorszy możliwy scenariusz to przejście przez wąską szczelinę (np. w skale), by wydostać się z potrzasku.

 

3. Układam książki kolorami

 

To drobne i nieszkodliwe dziwactwo. Lubię gdy książki poukładane są kolorami. Jestem estetką, lubię piękne wnętrza i wrażenie, że wszystko do siebie pasuje.

 

4. Nie akceptuję rzeczy z drobnymi (nawet niewidocznymi) skazami

 

Kolejne dziwactwo, które utrudnia mi życie. Jeśli coś ma jakiś defekt, z miejsca staje się niepożądanym elementem w moim domu lub w mojej szafie. Walczę z tym, celowo zostawiając niektóre nieperfekcyjne rzeczy, jednak nigdy do końca nie dają mi spokoju. Wyszczerbiony kubek, mała dziurka w bluzce, a nawet w podszewce, którą da się zacerować i nikt jej nie zauważy, rysa na bucie, przetarcie na torebce, spędzają mi sen z powiek. Ta niechęć do drobnych skaz bierze się z mojego perfekcjonizmu, z którym także walczę od dłuższego czasu.

 

5. Zwracam dużą uwagę na długość nogawek i rękawów

 

Jestem wysoka i nie zawsze udaje mi się znaleźć ubrania, które mają odpowiedniej długości rękawy. Gdy byłam nastolatką mama kupowała mi dżinsy na dziale męskim, nosiłam stare koszule taty, pamiętam że nawet nosiłam jego marynarkę. Okropnie nie lubiłam tych ubrań i marzyłam o kobiecych, dopasowanych do mojego wzrostu ciuchach. Dziś już nie muszę kupować męskich ubrań, chyba że celowo, jednak zwracam ogromną wagę na długość rękawów i nogawek. Ciężko jest mi zaakceptować rękaw, który kończy się tuż za kostką, co przecież wygląda ok i wiele kobiet kupuje taką właśnie długość, ja wolę gdy jest dłuższy (może być nawet zbyt długi). Mam tendencję do kupowania ubrań w większym rozmiarze niż powinnam, by mieć te dłuższe rękawy. W sklepie muszę zawsze przymierzyć sąsiadujące ze sobą rozmiary, nawet jeśli pierwszy wybór jest trafiony.

 

6. Mdleję gdy za długo stoję

 

Tak, to ja jestem mistrzynią świata w taekwondo i nie zmienia to faktu, że nie mogę długo stać bez ruchu. Mam niskie ciśnienie, wyniki morfologii nigdy nie były zachwycające, więc transport tlenu do komórek jest utrudniony. Objawia się to tym, że gdy za długo stoję, robi mi się słabo. Nie wystoję na godzinnej Mszy Św., muszę szukać wolnego miejsca w autobusie (raz nawet zemdlałam), co czasem jest kiepsko przyjmowane, bo nie ustępuję miejsca starszym osobom.

 

7. Uwielbiam słodycze, potrafię zjeść na raz tabliczkę czekolady i mam ochotę na więcej

 

Wiem, że to niezdrowe, dlatego bardzo ograniczam cukier w mojej diecie, praktycznie nie ma słodyczy u mnie w domu, ale je uwielbiam i czasem jak sobie pofolguję to jem bez opamiętania.

 

8. Jestem introwertyczką i w grupie czuję się niekomfortowo

 

Dużo energii kosztuje mnie uczestnictwo w większych zlotach (na przykład blogerów). Niektórzy odbierają moje wycofanie, jako wyniosłość, co zupełnie nie jest prawdą. Ciężko mi też podejść do kogoś bez wyraźnego powodu, po to by na przykład tylko się przywitać, nie lubię też wystąpień publicznych. Nawet webinar, w którym brałam udział jakiś czas temu, mimo że w domu i przez Internet, spowodował duży stres. Co prawda staram się wychodzić ze strefy własnego komfortu i zdaję sobie sprawę, że mój opór potęguję się ze względu na ograniczony kontakt z ludźmi, ale przestałam jakoś specjalnie z tym walczyć. Postanowiłam zaakceptować to, jaka jestem. Co dziwne, gdy poczuję się w grupie swobodnie, potrafię wzbudzić w sobie cechy przywódcze. Kiedyś prowadziłam treningi i radziłam sobie całkiem dobrze.

 

9. Jestem fanką pudełek i organizerów

 

W moim mieszkaniu prawie w każdej szufladzie są organizery i pudełka. Dzięki nim łatwiej utrzymać w nich porządek. Niektórzy mogliby mnie uznać za pedantkę, choć zapewniam, że nią nie jestem. Mam specjalne pudełka na leki, posegregowane na leki dla dorosłych, dzieci i maści; dokumenty umieszczone są w specjalnych kartonowych organizerach i posegregowane rocznikami; kosmetyki znajdują się w wiklinowych koszyczkach, a w szufladzie z bielizną znajdują się specjalne organizery z Ikei.

 

10. Czytam książki do końca, nawet gdy są strasznie nudne

 

Od razu uprzedzam, że staram się odpuszczać sobie wiele rzeczy, w tym nieciekawe lektury, ale mimo wszystko cały czas niedokończone książki wiercą mi dziurę w głowie. Wydaje mi się, że skoro już poświęciłam czas by przeczytać część książki, szkoda byłoby jej nie dokończyć. W efekcie męczę się z nią tygodniami.

 

 

Tych dziwactw znalazłabym dużo więcej, ale jeszcze pomyślicie, że jestem totalnym odmieńcem, więc poprzestanę na dziesięciu. Podzielcie się swoimi nietypowymi przyzywczajeniami, mam nadzieję, że nie jestem odosobniona w moich przypadłościach. :)

 

Zapisz się na Kameralny Newsletter i zyskaj dostęp do dodatkowych materiałów i treści.

Zapraszam Cię także na mój Fan Page na Facebooku oraz Instagram, gdzie wrzucam różne anegdotki z życia i niepublikowane wcześniej zdjęcia :)

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




Podobne wpisy

Close