lekcja-odpuszczania

Minęło wiele lat zanim zrozumiałam, że czasem warto po prostu odpuścić. Mam charakter fajterki, słomiany zapał raczej mi nie grozi, jak się za coś zabieram to z uporem maniaka realizuję swój plan, by osiągnąć zamierzone efekty. Bywa że na rezultaty czekam bardzo długo, ale w końcu osiągam swój cel, ale bywa też tak, że mimo ciężkiej pracy, efekty są niewystarczające. Charakter, który w sporcie był błogosławieństwem, w życiu codziennym potrafi być mocno upierdliwy. Czasem warto po prostu odpuścić, niż kurczowo trzymać się celu. Może zamykając jedne drzwi, otworzymy następne, które okażą się dla nas lepsze.

 

Jestem konsekwentna i wytrwała, nie lubię ciągłych zmian, choć zdaję sobie sprawę, że taka elastyczność bywa dużą zaletą w dzisiejszym świecie. Umiejętności dostosowania się do zmieniających się warunków, są cenione przez pracodawców. Multizadaniowość stała się niezbędną cechą dobrego kandydata do pracy. Ja jednak nie potrafię poświęcić swojej uwagi wielu rzeczom na raz. Wolę zakończyć jedno działanie zanim zacznę następne. Z biegiem lat zrozumiałam, że nie osiągnę zadowolenia z siebie i ze swojej pracy, jeśli nie nauczę się odpuszczać. Dotyczy to także prozaicznych spraw życia codziennego.

 

Umiejętność odpuszczania sobie drobnych spraw przekłada się na większe życiowe decyzje. Zaczynam więc od drobnostek, które dla mnie wcale nie są takie proste.

 

Nieprzeczytana książka

Bardzo trudno jest mi zrezygnować z czytania książki, którą rozpoczęłam, nawet jeśli jest bardzo nudna i nie wnosi nic wartościowego do mojego życia. Strasznie nie lubię niedoczytanych książek, więc często długo męczę się nad jedną, zamiast odpuścić i zająć się bardziej wartościową lekturą. Ostatnią taką książką była Sztuka prostoty Dominique Loreau. Książka zawiera w sobie masę absurdów jak na przykład pozbycie się dębowych mebli, które są zbyt ciężkie, wymianę wszystkiego co jest duże, na małe, minimalizm luksusowy. Rady autorki były dla mnie nie do przełknięcia, nie jestem też zwolenniczką czerpania z obcych kultur, szczególnie filozofii wschodu, zdecydowanie wolę sięgać do rodzimy tradycji. Książkę powinnam była sobie odpuścić, jednak przeczytałam ją w całości. Uważam, że nie warto poświęcać czasu, na coś co niewiele wnosi do naszego życia.

 

Nieudany zakup

Nie cierpię nieudanych zakupów. Są jak uwierający kołnierzyk, albo kłujący sweter. Ciężko się ich pozbyć, bo przecież dopiero co zapłaciliśmy za nie, ale spoglądanie na nie powoduje falę wyrzutów sumienia. Upychamy je więc gdzieś głęboko w szafie, by nie przypominały o sobie. Jeśli zdarzają mi się nieudane zakupy odzieżowe i mam możliwość zwrotu, bez wahania je zwracam. Nie zostawiam w nadziei, że może jeszcze się do nich przekonam. Sprawa wygląda gorzej jeśli nie mam możliwości zwrotu. Zdarza mi się wtedy odkładać decyzję pozbycia się felernych zakupów w nieskończoność. Uważam, że nie warto czekać. Jeśli jestem przekonana, że dana rzecz nie sprawdzi się w mojej szafie, czy mieszkaniu, trzeba się jej pozbyć – oddać, sprzedać, czy wrzucić do kontenera na odzież używaną.

Nie będę ściemniać. Porażki zakupowe będą nam się zdarzać, nie da się ich uniknąć zupełnie. Możemy je ograniczyć, ale w pewnym momencie i tak trafimy na jakiś bubel. Szkoda życia na myślenie o nieudanych zakupach, jeśli coś się nie sprawdziło, warto pozbyć się tego natychmiast.

 

Zjedzenie czegoś niezdrowego

Poruszam na blogu temat slow food, czyli zdrowego odżywiania, które wprowadziłam do mojego domu jakieś dwa lata temu. Kupuję świadomie, czytam etykiety, staram się samodzielnie przygotowywać zdrowe posiłki itd. Zdarza się jednak, że mam taką nieodpartą ochotę na zjedzenie czegoś niezdrowego (szczególnie słodyczy), że nie potrafię się powstrzymać i tabliczka czekolady ląduje w moim żołądku. Potem przeważnie żałuję tej decyzji. Z drugiej strony może warto sobie od czasu do czasu odpuścić sobie reżim żywieniowy? To, że dziś zjadłam niezdrowy posiłek, nie znaczy że zupełnie porzuciłam zdrowe odżywianie. Jutro znowu zacznę dzień od owsianki. Nie katuję się gdy zdarzy mi się zjeść jakiś fastfood, choć w ostatnich latach bardzo ograniczyłam wizyty w tego typu restauracjach, czasem jednak silna wola nie wystarcza i po prostu daję się złamać.

 

Wyrzucenie nieudanego prezentu

Bywa że dostajemy od naszych bliskich lub dalszych znajomych i krewnych prezenty, które nam się nie podobają. Nie wiadomo co z nimi zrobić. Szkoda wyrzucić, w końcu pokutuje powiedzenie, że prezentów się nie wyrzuca, oddać też nie wypada, może sprzedać? Jedno jest pewne, nie warto przechowywać w domu rzeczy, które nam się nie podobają. Nie po to oczyściłam mój dom z nadmiaru bibeltów, szafę z niechcianych ubrań, by wprowadzać na ich miejsce nowe. Jeśli jakiś prezent nie sprawdził się, pozbywam się go tak samo, jak innych rzeczy, które mi się nie podobają.

 

Niezrealizowanie planu na dany dzień

Nie lubię tak bardzo szczegółowo planować każdego dnia, bo potem dostaję białej gorączki, jeśli nie uda mi się wszystkiego zrealizować. Dlatego ustalam sobie jedynie priorytety na dany dzień, a resztę realizuję, jeśli zostanie mi trochę czasu. Dzięki temu nie nakładam na siebie zbyt dużo. Nie zmienia to jednak faktu, że gdy nie uda mi się czegoś zrealizować zgodnie z planem, nie mogę spokojnie zabrać się za inne czynności. Pracując w domu dużo trudniej znaleźć balans między pracą, a życiem osobistym. Warto jednak nad tym pracować, by praca nie wpływała na inne dziedziny naszego życia.

 

Zapominanie o ważnych datach

Kompletnie nie mam pamięci do dat, a wszelkie przypomnienia w telefonie pomagają do momentu zmiany roku lub telefonu. Nawet jeśli wpiszę ważne daty do kalendarza, zapominam zajrzeć do niego odpowiednio wcześniej. Mam z tego powodu niezłe wyrzuty sumienia, tym bardziej, gdy dana osoba pamięta o moich uroczystościach. Wiele razy obiecywałam sobie, że już nie dam plamy następnym razem, ale i tak zapominam i bardzo ciężko mi to zmienić. Co mogę zrobić, by odpuścić sobie wyrzuty? Staram się wynagrodzić danej osobie moje zapominalstwo i mimo wszystko złożyć jej życzenia, nawet spóźnione. Staram się doceniać bliskich i robić im niespodzianki, bez okazji. Nie wymagam też od nich, by pamiętali o moich uroczystościach. Może macie jakieś sprawdzone sposoby na to, by nie zapominać o ważnych dla nas datach?

 

Zakup czegoś droższego

Nie warto robić zakupów, na które nas nie stać i absolutnie jestem przeciwniczką zaciągania kredytów, przekraczania debetu na koncie, korzystania z szybkich pożyczek. Nigdy nie zaciągnęłam żadnej pożyczki, prowadząc działalność wystrzegam się dodatkowego finansowania z zewnątrz. Zdarzają mi się od czasu do czasu zakupy, na które mam środki, jednak są one odczuwalne dla mojego portfela. Jestem zdania, że warto wydać więcej na lepszą jakość, ale tylko wtedy, gdy możemy sobie na nią pozwolić. Dlatego gdy kupię coś co wykracza poza moje możliwości finansowe natychmiast żałuję takiego zakupu, a poczucie winy nie opuszcza mnie przez wiele dni. Do tematu zakupów warto podchodzić rozważnie, przemyśleć sprawę wielokrotnie, ale jeśli już zdarzy nam się ponadprogramowy wydatek, odpuścić sobie poczucie winy i cieszyć się nową, piękną i dobrej jakości rzeczą, a następne zakupy dokładnie zaplanować.

 

Nieumycie okien na święta

Zbliżają się święta i zaczynam odczuwać przymus mycia okien i prania dywanów. Choć wiem, że sprzątanie nie jest najistotniejsze, daję sobie wmówić, że bez wysprzątanego domu, święta już nie będą takie same. W tym roku jako lekcję odpuszczania sobie nie myję okien i nie piorę dywanów przed świętami. W końcu warto przymknąć oko na sprawy, które nie są aż tak ważne.

 

Poświęcenie niewystarczającej ilości czasu dziecku

Dziecko jest moim najsłabszym punktem. Nic tak nie boli jak stwierdzenie, że źle je wychowujesz lub za mało poświęcasz mu czasu. Staram się każdego dnia zadbać o wspólny czas na rozmowę, spacer, zabawę. Czasem jednak pracy jest sporo, obowiązki domowe się piętrzą i nie znajduję już chwili na nic ponadprogramowego. Wyrzuty pojawiają się zawsze i staram się następnego dnia nadrobić stracony czas. Nie wyobrażam też sobie wyjazdu na kilka dni bez dziecka, na przykład romantyczny weekend tylko we dwoje. Myślę że nie jest to do końca dobre, trzeba umieć odpuścić sobie w kwestii bycia perfekcyjną mamą. Nikt nie jest doskonały, nie zawsze da się wszystko zorganizować tak jak byśmy chciały. W końcu moja praca, odpoczynek, czy rozrywka też są ważne.

 

Rezygnacja z treningu

Jedyną moją aktywnością fizyczną obecnie jest bieganie. O ile podczas ciepłych miesięcy znacznie łatwiej zmobilizować się do wyjścia z domu, o tyle jesienią i zimą bardzo trudno. Zdarza mi się odpuścić sobie trening i zostać w domu. Przecież świat się nie zawali, ani też moja kondycja znacząco się nie pogorszy jeśli tym razem zdecyduję się na leniuchowanie przy ulubionym serialu. Niestety poczucie winy z odpuszczonego treningu tak szybko nie mija.

 

 

Pracuję nad odpuszczaniem sobie wielu drobnych rzeczy. Dużo przyjemniej żyje się bez ciągłego poczucia winy, że się czegoś nie zrobiło, albo zrobiło nie dość dobrze, tym bardziej, że wiele wymienionych przeze mnie punktów jest naprawdę błahych. Jestem ciekawa, których rzeczy Wy nie umiecie sobie odpuścić i czy macie swoje sposoby na okiełznanie poczucia winy.

 

 

Zapisz się na Kameralny Newsletter, odbierz darmowy e-book – Jak pozycjonować bloga i zyskaj dostęp do dodatkowych materiałów i treści :)

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on Pinterest