fbpx

Małe przyjemności października – coś do czytania, coś dla siebie, ciała, ducha i relaksu

by Dorota Zalepa
43 komentarze

Jesień to pora roku, podczas której muszę się trochę bardziej wysilić, by być slow. Dużo pracy, ograniczona ilość słońca sprawiają, że łatwiej o gorszy nastrój. Dlatego teraz szczególnie staram się zwracać uwagę na małe przyjemności i radości, które pojawiają się każdego dnia. Codziennie wychodzę na spacer, zabieram ze sobą aparat (choćby w telefonie) i podziwiam przyrodę. Zapach jesieni też jest wyjątkowy, w powietrzu jest jeszcze dość ciepło, ale czuć już powiew chłodnego powietrza.

 

Coś do czytania

 

Wykorzystuję jesień także po to by być dla siebie dobra. By zadbać o swoje ciało, otulić się ciepłym swetrem i kocem, przygotować sobie herbatę z imbirem i zabrać się za dobrą lekturę. Pisałam Wam, że praktycznie nie kupuję magazynów, czasami robię wyjątek dla Kukbuka, ale ostatnio postanowiłam sprawdzić magazyn o fotografii Camera Digital. Chciałabym pochłonąć jak najwięcej wiedzy i uczę się nowego spojrzenia na rzeczywistość, bez perfekcyjnie ułożonej scenerii, zwracając uwagę bardziej na emocje, niż poprawność kompozycji (choć ta jest dla mnie dość istotna). Poznaję nowe zasady fotograficzne na kursie i to jest dla mnie bardzo inspirujące.

Magazynem o minimalistycznej estetyce, w którym dużą rolę odgrywają piękne zdjęcia jest Kinfolk. Zdecydowałam się na zakup książki, ponieważ jest bardziej trwała niż magazyn i zwiera znacznie więcej treści. Do tej pory wyszły dwie takie książki The Kinfolk Home i The Kinfolk Table. Ja posiadam tę pierwszą, poświęconą wnętrzom. Surowym, minimalistycznym, skandynawskim, czyli takim, które lubię najbardziej. W książce znajdziemy przykłady pięknie urządzonych mieszkań i domów, które mogą stać się inspiracją do stworzenia swojego wyjątkowego miejsca. Książka jest pięknie wydana i sama w sobie staje się ozdobą na półce, a dla mnie dużą dawką inspiracji wnętrzarskich.

 

Coś dla siebie

 

Gdy za oknem mamy piękną pogodę obowiązkowo wybieram się na spacer. Albo do pobliskiego lasu lub dalej do parku w pobliżu Olsztyńskiej Starówki. Biorę termos z herbatą, książkę, aparat fotograficzny, siadam na ławeczce, wyciszam się i czytam. Potem spaceruję, oddycham świeżym powietrzem i podziwiam widoki.

Sezon na wełniane swetry rozpoczął się na dobre. Ja zazwyczaj wskakuję w dżinsy, ciepły sweter, a na wierzch wkładam trencz lub parkę i ciepły, szeroki szal. Nowe buty zdominowały moje zestawy w ostatnim czasie, co świetnie obrazuje wyzwanie Kameralna Szafa 10×10. Bardzo podoba mi się ich kolor. Wiele osób pyta mnie także o torebkę, którą kupiłam dwa miesiące temu w sklepie Camelia Roma, przed wyjazdem do Francji, tak by móc zmieścić w niej więcej rzeczy (choćby wspomniany aparat). Jest solidnie uszyta, z mocnej skóry, i jak dotąd sprawdza się super.

Jeśli chodzi o dodatki to jestem w tej kwestii niezmienna od lat i raczej unikam mocnych akcentów. Obrączka plus pierścionek zaręczynowy, zegarek i delikatna bransoletka. Ostatnio noszę śliczną bransoletkę ze złoconymi zawieszkami wykonanymi specjalnie dla Śliwki Nałęczowskiej, które można wygrać teraz w konkursie. Wystarczy kupić opakowanie Śliwki Nałęczowskiej i przesłać sms-em kod z pudełka. Codziennie do wygrania jest aż 100 zawieszek. Czyż nie są śliczne? Idealnie komponują się z jesiennymi zestawami.

Same opakowania są pięknie wykonane, dzięki czemu pudełeczko ze śliwkami w czekoladzie sprawdzi się jako prezent dla bliskiej osoby. Smak śliwki w czekoladzie towarzyszy mi od dzieciństwa i uwielbiam do niego wracać w okresie jesienno-zimowym. Śliwka Nałęczowska to wysokiej jakości produkt, w dużej mierze wykonywany ręcznie. Receptura jest ściśle chronioną tajemnicą firmy. Śliwki używane do produkcji pochodzą z polskich zbiorów, oblane są najwyższej jakości prawdziwą deserową czekoladą. Śliwka Nałęczowska do marka z tradycją, która istnieje na rynku ponad 50 lat.

 

Coś dla ciała

 

Jesień to dla mnie też idealny czas by zadbać o ciało. Po lecie skóra potrzebuje porządnego nawilżenia. Teraz możemy skorzystać z większej ilości zabiegów u kosmetyczki, ale także same w domu przygotować sobie SPA. Mój cotygodniowy rytuał składa się z peelingu całego ciała i nawilżenia skóry balsamem Yope, który od kilku miesięcy mi towarzyszy i świetnie się sprawdza. Na twarz nakładam maskę z zielonej glinki, która oczyszcza skórę i reguluje wydzielanie sebum.

 

Przepis na maseczkę z zielonej glinki

  • 1 łyżeczka zielonej glinki
  • 1 łyżeczka hydrolatu
  • 2 krople ulubionego olejku

 

Glinkę łączę z łyżeczką hydrolatu i 2 kroplami jakiegoś olejku, mieszam aż powstanie gęsta papka. Pamiętajcie by nie używać metalowych naczyń. Maseczkę nakładam na twarz omijając okolice oczu i pozostawiam na 5-10 minut, nie dopuszczam do jej całkowitego wyschnięcia. Gdyby tak się działo, skrapiam twarz hydrolatem.

Dłonie i stopy wymagają także odpowiedniego traktowania. Kryte obuwie i skarpetki sprawiają, że stają się bardziej szorstkie. Pielęgnacyjnym must have są dla mnie – krem do stóp Loccitane i krem do rąk Yope. By produkty dobrze się wchłonęły możemy po aplikacji kosmetyków nałożyć bawełniane skarpetki i specjalne bawełniane rękawiczki, które kupimy w drogerii.

 

Coś dla ducha

 

Świece i nastrojowa muzyka to element hygge, który wprowadzam jesienią. Światło świec jest ciepłe i delikatne, sprzyja relaksowi. To jeden ze sposobów Skandynawów na przetrwanie długiej zimy. Ideałem byłoby rozpalenie ognia w kominku, ale jeśli go nie mamy świece równie dobrze wprowadzą nas w przyjemny nastrój. Ostatnio mam fazę na slow jazz, słucham go także podczas pracy, to jedyna muzyka, która mnie nie rozprasza. Jeśli lubicie takie spokojne klimaty polecam Wam także playlistę na Spotify Slow Blues i Soul Coffee, a jeśli lubicie muzykę vintage, posłuchajcie tej składanki.

Ostatnio wracam także do starych filmów. W ostatnich ulubieńcach miesiąca polecałam Wam film Pod słońcem Toskanii, w podobnym klimacie jest też film Dobry Rok z Russellem Crowe. A jeśli lubcie włoskie klimaty, koniecznie obejrzyjcie film Listy do Julii, którego akcja odbywa się w Weronie.

Jesienią dobrze sprawdzają się rozgrzewające napoje. Moim ulubionym jest malinowa herbata z imbirem i cytryną.

Przepis na rozgrzewający napój imbirowy

  • 1 saszetka herbaty malinowej lub z dzikiej róży (może być dowolna owocowa bez sztucznych aromatów)
  • imbir
  • łyżeczka miodu
  • cytryna

Do herbaty owocowej (przeważnie malinowej albo z dzikiej róży) dodaję kilka plasterków imbiru i zalewam wrzątkiem. Po kilku minutach, gdy herbata nieco przestygnie dodaję łyżeczkę miodu i plasterek cytryny. Taki napój nie tylko świetnie rozgrzewa, ale jest także wsparciem w walce z przeziębieniem. Imbir jest naturalnym antybiotykiem, działa przeciwwirusowo, przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie, warto korzystać z jego dobroczynnych właściwości aż do wiosny.

 

Jestem zdania, że drobne rzeczy, małe gesty i przyjemności składają się na coś znacznie większego. Wpływają na całokształt naszego życia. I jeśli mamy do wyboru Internet, który nie zawsze wpływa pozytywnie na jakość naszego życia, albo relaks na spacerze, dobre kino lub ciekawą lekturę, tylko od nas zależy jakiego wyboru dokonamy.

A teraz dajcie znać jakie są Wasze małe przyjemności jesienią. Co sprawia, że po całym dniu pracy potraficie się zrelaksować?


Partnerem wpisu jest Śliwka Nałęczowska

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




Podobne wpisy

Close