fbpx

Sztuka odmawiania i podejmowania świadomych decyzji

by Dorota Zalepa
16 komentarzy

Ubiegły rok był pod znakiem mówienia życiu T-A-K! Podjęłam mnóstwo ciekawych wyzwań. Ogromna większość, a może nawet wszystkie, były bardzo udane i przyniosły mi wiele korzyści. Zaczęłam wychodzić ze strefy komfortu, przełamywać opory przed wystąpieniami, poznawać nowych ludzi i rozwijać się zawodowo. Podsumowanie mojego rocznego projektu opisałam w tym wpisie, dzisiaj chciałabym zająć się czymś innym, co jest równie istotne – sztuką odmawiania.

 

Asertywność

 

Asertywność nigdy nie przychodziła mi łatwo. Kiedyś wzięłam nawet udział w warsztatach asertywności, niewiele mi one dały, bo tak naprawdę zawsze szukałam dobrego wytłumaczenia każdej odmowy. Szukałam wymówek, które usprawiedliwiałyby moją decyzję, by wypaść dobrze w oczach drugiej osoby. Tymczasem wcale nie musimy na siłę wymyślać dobrych powodów naszych decyzji. Mamy prawo do rezygnacji lub odmowy bez zbędnych tłumaczeń. Możemy nie zgodzić się na coś tylko dlatego, że w danej chwili nam to po prostu nie pasuje. Jeśli czujemy, że coś nie jest dla nas, albo że intencje osoby proszącej o pomoc nie są czyste, lub tak naprawdę nie przysłużą się nikomu, powiedzmy NIE!

Asertywność to umiejętność mówienia nie, ale także umiejętność mówienia tak. To próba odsiania emocji, strachu, niepewności i podjęcie decyzji, która będzie dobra zarówno dla nas, jak i dla drugiego człowieka. Zostałam nauczona przez rodziców, że trzeba pomagać. Tego uczy mnie także wiara. Jednak są sytuacje, które powstrzymują nas przed podjęciem kolejnego wyzwania. To mogą być – nadmiar pracy, zdrowie, czy poczucie tego, że ktoś oczekuje od nas zbyt wiele. Czasami dopada nas syndrom FOMO (z ang. Fear of Missing Out), czyli strach przed utraconymi szansami. Boimy się, że jeśli teraz się nie zgodzimy, to ta szansa już nigdy więcej się nie pojawi. Życie pokazało mi już wielokrotnie, że szanse przychodzą do nas cały czas, jeśli ta się nie powtórzy będzie następna, inna, może lepsza.

Długo uczyłam się też tego, że nie wszyscy muszą się ze mną zgadzać, podobnie jak ja nie muszę zgadzać się z innymi. Mam prawo do własnego zdania i daję takie prawo innym. Nie wszyscy muszą mnie lubić i ja nie muszę darzyć sympatią każdego, choć staram się nie chować do nikogo urazy. Wybaczam każdemu, kto gdzieś w przeszłości sprawił mi przykrość. Wybaczenie jest bardzo ważnym procesem, który pozwala nam oczyścić się ze złych emocji. Jest podstawowym elementem chrześcijaństwa. Bez niego bardzo trudno wzrastać w wierze.

 

Po czym poznaję, że podjęłam dobrą decyzję

 

Chyba nigdy nie mam 100% pewności, że podjęta decyzja, zarówno ta na tak i na nie, jest dobra. O jej słuszności dowiemy się oceniając jej owoce. One są wyznacznikiem naszych działań. Zawsze patrzę przez pryzmat tego, jakie żniwo zbierają moje czyny. Jak wpływają na moje życie i na moich bliskich.

Jeśli działam wbrew sobie i zgadzam się na coś, co z pozoru wydaje się dobre, ale mimo wszystko czuję się z tym bardzo niekomfortowo, szybko dopada mnie rozdrażnienie, frustracja i w efekcie wpływa to na relacje panujące pomiędzy mną a drugim człowiekiem. To się po prostu nie udaje. Czujemy kiedy zaprzedajemy siebie, wartości, w które wierzymy, zgadzamy się na coś, czego tak naprawdę nie chcemy.

Nie wszystko co wydaje się być szansą, będzie nią akurat dla nas. Staram się nie robić też czegoś tylko dlatego, że ktoś tego ode mnie oczekuje lub dlatego, że tak wypada. Na przykład ograniczyłam udział w konferencjach blogerskich, zwyczajnie dlatego, że nie wnoszą one wiele do mojego rozwoju, a przy takich dużych zorganizowanych spotkaniach nie czuję się swobodnie. Dużo bardziej wolę spotkać się z kimś na kawie. Pisałam Wam kiedyś, że warto bywać na tego typu spotkaniach, jednak po latach blogowania, widzę, że bardzo przeceniałam ich wartość. Mój sukces nie zależy od liczby zaliczonych konferencji, ale od pracy i zaangażowania, które wkładam w prowadzenie bloga. We wszystkim co robimy szukajmy siebie, swojej drogi, ona będzie najlepsza, nawet jeśli dojście do celu zajmie nam więcej czasu.

 

Takich sytuacji, w których czułam, że powinnam powiedzieć nie, było w moim życiu wiele. Z czasem nauczyłam się bronić swoich poglądów, tego w co wierzę, nawet jeśli większość ma inne zdanie. Zaczęłam uważniej słuchać siebie i swojego wewnętrznego głosu. Propaguję na blogu i w swoim domu, życie w wersji slow. Oczywiście nie każdy musi żyć po mojemu, bo dla każdego slow będzie czymś innym, ale ja chcę żyć zgodnie z moimi wartościami i priorytetami. Chcę mieć czas dla rodziny, Boga, przyjaciół, czas na swoje pasje. Często to wymaga to ode mnie trudnych wyborów, ale wychodzę z założenia, że zamykając jedne drzwi, otwieram następne. Wiele sytuacji rozwiązuje się w czasie, powstają nowe okoliczności, które przedstawiają problem w innym świetle. Nie siłuję się ze sobą, daję sobie czas na chwilę spokoju, wytchnienia, bycie rozdartą. Daję sobie pozwolenie na rezygnację, nawet z najlepszej okazji. Rozmawiam z bliskimi i wsłuchuję się w swój wewnętrzny głos. Wierzę, że wszyscy zmierzamy do celu, tylko nie zawsze prostą, szybką i łatwą drogą.

 

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




Podobne wpisy

Close