fbpx

Co powstrzymuje nas przed podejmowaniem wyzwań (i jak temu zaradzić)?

by Dorota Zalepa
22 komentarze

Bardzo nie lubię przemówień publicznych. Być może wmówiłam to sobie, bo od długiego czasu nigdzie nie przemawiam, więc odmawiam udziału w różnych konferencjach. Wiem, że w ten sposób nie pokonam moich strachów. By z nimi walczyć, muszę pomału wychodzić ze swojej strefy komfortu i uczestniczyć w takich wydarzeniach. Gdy byłam zawodowym sportowcem często brałam udział w wywiadach, byłam zapraszana do telewizji, radia i nigdy nie sprawiało mi to większych trudności. Czułam się swobodnie. Zbyt mała praktyka w ostatnich latach spowodowała, że przestałam wierzyć we własne możliwości w tym zakresie.

 

Stres mogą powodować różne, czasem bardzo prozaiczne czynności, od telefonu do mechanika, po spotkanie służbowe. Początkowo wiele czasu spędzałam w domu, a moja blogowa działalność skupiała się głównie na dostarczaniu Wam jak najlepszej jakości treści, z czasem pojawiły się różne propozycje i siłą rzeczy musiałam zacząć wychodzić ze swojej strefy komfortu. Jeśli bym tego nie zrobiła, blog nie rozwinąłby się. Nie jestem zwolenniczką rzucania się na głęboką wodę, wolę stosować metodę małych kroków, która w efekcie prowadzi do osiągnięcia zamierzonego celu. Jeśli towarzyszy nam strach przed wystąpieniami publicznymi, warto zacząć od lokalnych, mniej wymagających spotkań, albo nagrywania filmików, które wyrabiają płynniejsze posługiwanie się mową.

 

Istnieją czynniki, które powstrzymują nas przed działaniem. Może to być niskie poczucie własnej wartości. Myślenie, że nie potrafię, nie nadaję się, nie umiem, nie jestem dość dobry. Możemy bać się zmian, bo nigdy nie mamy pewności gdzie nas zaprowadzą. Możemy oczekiwać szybkich rezultatów, a gdy ich nie widzimy zaczynamy rezygnować z podejmowanego trudu. Ogromnej cierpliwości i wytrwałości uczy sport, nie tylko ten wyczynowy. Dziś regularne bieganie jest dla mnie niemałym wyzwaniem. Za każdym razem, gdy przełamię swój opór i wyjdę z domu, czuję jak rozpiera mnie duma. Nie wspominając już o lepszym samopoczuciu.  A przecież to nic wielkiego.

Sport nauczył mnie, by nigdy się nie poddawać, bo tylko wytrwali osiągają sukces. Z drugiej strony kurczowe trzymanie się celów, które nie są dla nas dobre i brak umiejętności odpuszczania, także mogą hamować nasz rozwój. Warto wtedy potrenować na małych rzeczach, odpuścić sobie nieprzeczytaną książkę, która jest nudna i nie wnosi nić pozytywnego do naszego życia, czy nie katować się nieudanym zakupem.

Możemy tkwić w przeszłości. W tym przypadku warto pamiętać, że nie zamykając jednych drzwi, skutecznie blokujemy otwarcie się nowych. Kiedy zakończyłam karierę sportowca nie potrafiłam wyobrazić sobie siebie w innej roli. Dopiero, gdy zaczęłam próbować nowych rzeczy, poznałam jak wielką frajdę sprawiają mi kreatywne zajęcia. Odkryłam w sobie nowe pasje. Ważna w tym przypadku jest akceptacja siebie i swojego miejsca w życiu. Snucie dalekosiężnych planów nie zawsze się sprawdza. Warto planować, ale warto też twardo stać na ziemi i zwracać uwagę na to, co mamy i możemy zrobić w danej chwili. Jeśli będziemy myśleli od razu o dalekich celach, może nam umknąć, to co mamy przed nosem. Okazje przytrafiają się niemal każdego dnia, nie musimy od razu korzystać ze wszystkich, ale podejmijmy choć jedną. Tutaj sprawdza się metoda pierwszego kroku.

Gdy zakładałam działalność gospodarczą, nie myślałam o tym co będzie za rok, 5, 10 lat, skupiłam się na podstawowych rzeczach. Nawiązałam kontakty z dostawcami, uzbierałam fundusze, złożyłam potrzebne dokumenty. Owszem trzeba mieć jakiś plan, bez tego nie ma co podejmować się biznesu, ale duże biznesplany i skrupulatne badanie rynku nie zawsze są dobre. Możemy przegapić najlepszy moment rozpoczęcia działalności i pozbawiamy się entuzjazmu. Czasem warto po prostu ruszyć z miejsca, nawet jeśli nie jesteśmy przygotowani na 100%. Metoda prób i błędów uczy nas najwięcej. Rozpisałam sobie najważniejsze rzeczy, które muszę wykonać, i sukcesywnie, krok po kroku szłam dalej. Jestem na tyle elastyczna, by reagować na potrzeby rynku. W trakcie zupełnie zmieniłam branżę i jeśli będzie trzeba, zmienię ją ponownie.

dzien-z-zycia-blogera3

Kolejnym powodem niepodejmowania działań jest nakładanie na siebie zbyt dużych oczekiwań. Czasem oczekujemy od siebie zbyt wiele na dany moment, a gdy nie jesteśmy w stanie tego osiągnąć, rezygnujemy, nie dopuszczając do siebie myśli, że wiele rzeczy wymaga czasu. Nikt nie zostaje mistrzem świata z dnia na dzień. Rozpoczynając treningi nie mamy pewności, że nim zostaniemy, ale… ogromnie ważne jest pozytywne nastawienie do siebie i do tego co robimy. To praca u podstaw, ono nie bierze się znikąd. Codziennie wkładam wysiłek w to, by być pozytywną. W głowie pojawiają się różne głosy, że coś jest bezsensu, nie uda mi się, inni zrobiliby to lepiej, ale natychmiast je odganiam i zastępuję czymś konstruktywnym. Każdy jest inny i każdy ma swoje własne tempo realizacji zadań. Niektórym przychodzą one szybciej, inni potrzebują więcej czasu, co nie znaczy, że są mniej uzdolnieni. To tak jak z pisaniem książki, jeden autor napisze ją w kilka miesięcy, inny będzie tworzył dzieło swojego życia latami.

Inną przeszkodą jest porównywanie się z innymi. Gdy zakładałam bloga, notorycznie porównywałam go z najlepszymi blogami w Polsce, bardzo chciałam być profesjonalna, poświęcałam ogromną ilość czasu i pracy, by rozwijać to miejsce. Porównywanie się z innymi  zniechęcało do działania i sprawiało, że nie byłam dumna z tego co robię. Obecnie gdy tylko pojawia się taka myśl, podchodzę do niej z dystansem. Porównuję swoją obecną pracę do moich początków i widzę drogę, którą przeszłam. Jestem z siebie dumna. Czy Wy też doceniacie swoje postępy? To tak ważne, by potrafić chwalić siebie. Wykonałeś/łaś kawał dobrej roboty! Liczy się to ile serca włożyliśmy w realizację jakiegoś zadania. Sukcesem jest zawsze droga, którą pokonaliśmy, by wejść na szczyt. Jestem dumna z tego miejsca, i że gromadzi wokół siebie wspaniałych ludzi. Ogromną radość sprawia mi codzienna praca nad blogiem.

 

Nadmierny perfekcjonizm także może powstrzymywać nas od działania. Lepsze jest wrogiem dobrego. Walczę z nim niemal od początku istnienia bloga i wreszcie tę walkę wygrywam, choć nie zawsze było tak różowo. Potrafiłam na przykład zrobić milion zdjęć do jakiegoś postu i w rezultacie nie byłam zadowolona z żadnego. Robiłam więc nowe. Zajmowało to ogromną ilość czasu, a w efekcie tylko ja dostrzegałam różnicę. Oczywiście staram się, by to co robię, było jak najlepszej jakości, ale odpuszczam sobie drobne niedociągnięcia. Dzięki temu praca idzie mi znacznie szybciej i jestem bardziej efektywna. Zazwyczaj te drobne wady, które widzimy potrafią spędzać nam sen z oczu, a są zupełnie niedostrzegalne przez innych. Zbyt długie ślęczenie nad jednym zadaniem sprawia też, że przestajemy być obiektywni.

 

Na koniec tej listy przeszkód umieściłam traktowanie porażki jako porażki. Znowu wrócę do sportu, ponieważ niepowodzenia są wpisane w specyfikę tego zawodu. Wiadomo, raz się wygrywa, raz się przegrywa. To taka sinusoida. Jednak porażki bardzo mnie dołowały i sprawiały, że nie dostrzegałam swoich ogromnych sukcesów. Z perspektywy czasu wiem, że to właśnie one nauczyły mnie najwięcej. Wyciągałam wnioski z popełnionych błędów i następnym razem już ich unikałam. Tak jest w wielu dziedzinach, człowiek uczy się na błędach. Wiem, że lepiej gdyby uczył się na błędach innych, ale tak jak małe dziecko, musi się ileś tam razy sparzyć, by dowiedzieć się czegoś nowego. To że raz mi nie wyszło, nie znaczy, że nie wyjdzie za drugim razem. Wręcz przeciwnie. Bogatsi o nowe doświadczenia, wiemy na czym się skupić, a czego unikać.

 

Wszystkie te przeszkody tak naprawdę tkwią gdzieś w naszej głowie i nie są realnymi barierami. Dużo daje uświadomienie sobie, że powodzenie w jakiejś dziedzinie zależy wyłącznie od nas. Nie warto skupiać się jedynie na finalnym wyniku. Założyliśmy sobie, że w ciągu roku stworzymy nowy projekt. Nie udało się. Ale podczas tego roku nauczyliśmy się masy nowych rzeczy, które na pewno przydadzą się w trakcie pracy nad następnymi zadaniami. Warto choć trochę wychodzić ze strefy swojego komfortu i ujarzmiać strach, który temu towarzyszy. Przeważnie okazuje się, że miał tylko wielkie oczy.

 

Jestem ciekawa jakie są Wasze sposoby na wychodzenie ze strefy komfortu i walkę z przeszkodami, których jesteśmy głównymi autorami?

 

Zapisz się na Kameralny Newsletter, odbierz darmowy e-book – Jak pozycjonować bloga i zyskaj dostęp do dodatkowych materiałów i treści. :)

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




Podobne wpisy

Close