fbpx

Beata Pawlikowska „W dżungli zdrowia” i wyzwanie zdrowotne

by Dorota Zalepa
68 komentarzy

Odkąd założyłam bloga znacznie więcej czasu spędzam przed komputerem. Bywa, że cały dzień, cały tydzień, cały miesiąc jestem online. Blogowanie wymaga ode mnie większej aktywności w Internecie, co niestety odbija się na moim zdrowiu. Zazwyczaj piszę na kanapie, przygarbiona, z laptopem na kolanach. Niestety za długo przy biurku nie wytrzymuję, bo od wielogodzinnego siedzenia przy komputerze bardzo bolą mnie mięśnie karku. Przygarbienie na kanapie to pozycja, w której nie odczuwam bólu, ale do prawidłowej postawy się nie przyczynia.

Blogowanie i aktywność internetowa sprawia, że godzinami przesiaduję w domu. Brak słońca, świeżego powietrza i ruchu, doprowadziło do tego, że wchodząc na pierwsze piętro mam zadyszkę. Brak mi energii, entuzjazmu i chęci do działania. Mam wrażenie, że mój organizm zaadaptował się do tej mniejszej aktywności fizycznej, przez co stałam się bardziej ospała. Krążenie zwalnia, mięśnie zanikają, nawet umysł staje się bardziej otumaniony. Tłumaczę to sobie pogodą, ale to nieprawda. W momencie gdy wyjdę na spacer, pod wpływem tlenu i przyspieszonego krążenia, błyskawicznie odzyskuję siły witalne.

beata-pawlikowska-w-dzungli-zdrowia

Przejdźmy do książki Beaty Pawlikowskiej W dżungli zdrowia, bo to o niej i jej wpływie na moje życie chciałam Wam dzisiaj napisać. Tematyka zdrowego odżywiania i zdrowia ogólnie co jakiś czas przewija się na blogu. Zaczęło się od przeczytania książki Julity Bator Zamień chemię na jedzenie i to ona zmieniła radykalnie moje podejście do tematu odżywiania i zakupu produktów spożywczych. W moim domu zmniejszyłam radykalnie zawartość chemii w pożywieniu. Niestety wiele grzeszków, takich jak jedzenie słodyczy, produktów z mąki pszennej, czy picie coli, wciąż jeszcze popełniam.

 

Zacznę od tego, że W dżungli zdrowia to pierwsza książka autorstwa Beaty Pawlikowskiej, którą przeczytałam. Nigdy nie pałałam jakąś szczególną sympatią do twórczości tej autorki i jej poglądów, nie interesują mnie tematy dotyczące podświadomości i jej wpływu na moje życie. Nie będę aż tak radykalna, żeby pisać, że to bzdury, ale wszelkie psychologiczne książki i ćwiczenia wpływające na moją podświadomość to dla mnie bardzo naciągane i dość niebezpieczne zjawisko. Dlaczego niebezpieczne? Dlatego, że odwołując się do różnych mocy, w tym mocy mojej podświadomości odwołuję się do sił, które mogą nie pochodzić od Boga. Nie szukam cudzych bogów, a takim jest właśnie potęga podświadomości. Dlatego po książki psychologiczne nie sięgam. Jeśli coś mnie trapi, sięgam (wciąż za rzadko) po Pismo Święte.

Książka ta jednak nie jest o potędze podświadomości, ale o zdrowym odżywianiu. Dostałam ją w prezencie urodzinowym i postanowiłam dać jej szansę. Czyta się ją niezwykle szybko, ponieważ zawiera w sobie dużo stron jedynie z cytatami lub krótkimi myślami autorki napisanymi ręcznym pismem.

w-dzungli-zdrowia-pawlikowska

Co w tej książce mnie się nie spodobało?

Jest napisana bardzo potocznym językiem. Po książce, jakiejkolwiek, spodziewam się jednak bardziej wyszukanego słownictwa. Przez co czułam się trochę jakbym czytała książkę dla dzieci. Zawiera bardzo dużo powtórzeń. Choć tematem jest zdrowe odżywianie, nie ma w niej konkretów. Sama autorka podkreśla, że nie podaje żadnych naukowych dowodów, pomimo że je zna, bo pewnie zanudziłoby to odbiorcę. Jeśli więc zależy mi na moim zdrowiu, to sama powinnam je znaleźć w Internecie. Zależy mi na zdrowiu i dlatego sięgnęłam po tę pozycję, licząc na to, że to właśnie w niej znajdę dowody stwierdzające szkodliwość niektórych składników żywności. Oczekiwałam przykładów zdrowych składów żywności i dań, które ukazały się dopiero w kolejnej książce autorki Moje zdrowe przepisy (ktoś czytał?). Pewnie zabieg jest czysto marketingowy, ale spowodował, że książka jest uboższa w wartościową treść. Business is business!

 

Beata Pawlikowska mówi nam czego nie jeść, co jest sztuczne, bo wyprodukowane przy użyciu chemicznych proszków, które nadają pożywieniu określony smak, zapach i strukturę. Mam wrażenie, że wciąż czytam to jedno zdanie. Nie mówi nam jednak, jaki konkretnie wpływ ma dana żywność na moje zdrowie, ani które składniki przyczynią się do powstawania chorób. Dowiaduję się jedynie, że chemia zawarta w jedzeniu zmienia działanie białek w moich komórkach. Jogurty, mleko i sok w kartonie, mięso i masło ze sklepu nie ekologicznego są niezdrowe. Ale przecież są różne rodzaje mleka, jogurtów i soków. Wszystko co jest w szczelnych opakowaniach (kartonowych, szklanych, plastikowych) jest niezdrowe. Według mnie to daleko idące stwierdzenie, którego autorka nie popiera żadnymi dowodami. Zdaję sobie sprawę, że w pożywieniu jest masa chemii, która przyczynia się do pogorszenia zdrowia człowieka. Jednak są w sklepach produkty, które mają bardzo dobry skład (część z nich podawałam tu i tu), a które zgodnie z zaleceniami autorki powinnam odstawić. Nie wiem właściwie dlaczego. Skład produktów powinniśmy sprawdzać także w sklepach ekologicznych. Książka Julity Bator pod względem konkretów i naukowych dowodów jest znacznie lepsza!

wyzwanie-zdrowia

W rozdziale Tego nigdy nie jem i nie piję Beata Pawlikowska wymienia produkty, których nie spożywa. Występują w nim prawie wszystkie produkty, które występują w moim i pewnie też Waszych domach. Mleko, mięsko, jogurty, konfitury, chleb, wędliny, które zostały kupione w nie ekologicznym sklepie. Wszystko byłoby piękne, gdyby nie wrzucać wszystkich tych produktów do jednego worka z niezdrową żywnością. Jest też rozdział, w którym autorka podaje przykłady produktów, które je. W większości są to kasze, orzechy, suszone owoce, zboża, warzywa i owoce. Książka daje bodziec i motywację do zmiany w odżywianiu, jednak nie daje środków i konkretnych propozycji jak tego dokonać.

 

Co mnie się spodobało?

To nie tak, że W dżungli zdrowia to pozycja zupełnie nie warta uwagi! Ma też swoje dobre strony. Przez ciągłe powtarzanie o szkodliwości chemii zawartej w pożywieniu sprawiła, że zaczęłam ponownie zgłębiać temat i postanowiłam nawet przeprowadzić mały eksperyment, o którym napiszę w dalszej części postu. Książka ma motywacyjny charakter i dla osób, które zupełnie nie zwracały uwagi na to co jedzą, zadziała jak solidne ostrzeżenie, a Ci którzy często chorują, być może spróbują zmienić swoją dietę. To jest niewątpliwa jej zaleta.

wyzwaniezdrowia

Moje osobiste wyzwanie zdrowotne

Od jakiegoś czasu zauważam u siebie pogorszenie samopoczucia. Choć nie choruję, to jednak mam znacznie mniej energii i sił. Książka B. Pawlikowskiej zmotywowała mnie by wprowadzić radykalne zmiany w moim odżywianiu i sposobie życia. Tak jak wspominałam na początku postu i niejednokrotnie ten temat pojawiał się na blogu, zwracam uwagę na składy i zawsze wybieram to, co jest jak najmniej przetworzone. Nie zamierzam rezygnować z zakupów w sklepach spożywczych, nie chcę rezygnować z mleka, jajek czy mięsa, uważam, że są potrzebne. Choć jestem świadomym konsumentem, zdarza mi się objadać słodyczami i jeść fast foody. Przez miesiąc, od dzisiaj wprowadzam zasady, które mam nadzieję, spowodują przypływ sił i energii do mojego organizmu.

 

  1. Zero słodyczy – żadnych batoników, czekolad, ciastek (chyba że owsiane, zrobione własnoręcznie). Będę używała miodu do słodzenia herbaty, i tylko jedną łyżeczkę nierafinowanego cukru trzcinowego do kawy.
  2. Zero fast foodów!
  3. Zamierzam pić znacznie więcej wody niegazowanej, zieloną herbatę, kawę zbożową i prawdziwe kakao.
  4. Zupełnie rezygnuję z alkoholu.
  5. Do obiadu częściej wybieram kasze i ryż.
  6. Płatki zbożowe, orzechy, suszone owoce serwuję sobie na śniadanie.
  7. Jem tylko chleb na zakwasie lub pełnoziarnisty, rezygnuję z bułek i chleba pszennego.
  8. Kupuję jajka od rolnika.
  9. Wędliny przygotowuję własnoręcznie, na przykład pieczony schab lub szynka.
  10. Jem tylko jogurty naturalne, świeże mleko mikrofiltrowane w niskiej temperaturze.
  11. Wprowadzam do swojej diety więcej owoców i warzyw sezonowych.
  12. Sięgam po kiszonki – ogórki i kapustę kiszoną.
  13. Codziennie wychodzę na spacer na świeżym powietrzu. Minimum pół godziny. Niby nic wielkiego, ale czasem te pół godziny staje się trudne niczym maraton.
  14. Stosuję umiarkowaną aktywność fizyczna 2-3 razy w tygodniu.
  15. Robię jeden dzień w tygodniu bez komputera (to chyba będzie najtrudniejsze)

 

Wydaje się, że to nie jest duże wzywanie, ale już wiem, że nie będzie łatwo szczególnie ze słodyczami, wyrobami z mąki pszennej (moje ulubione naleśniki) i wędlinami. Ten jeden dzień bez komputera też będzie dla mnie niezłym wyzwaniem. Po miesiącu opiszę moje doświadczenia w poście podsumowującym. Na moim Instagramie będę od czasu do czasu zamieszczać zdjęcia produktów i posiłków przeze mnie przygotowanych, byście wiedzieli, że nie jestem gołosłowna. Przygotowałam dla nich specjalny hashtag #wyzwaniezdrowotne, po którym łatwo poznacie, które zdjęcia dotyczą wyzwania.

 

W dżunglii zdrowia. Beata Pawlikowska31,90 zł 23,93 zł

 

Robię to głównie dla siebie, by poczuć się lepiej, a opisanie wyzwania na blogu, tym bardziej zmobilizuje mnie do zmian. Mam nadzieję, że będziecie mnie dopingować. Jeśli macie jeszcze jakieś rady, do których powinnam się zastosować, albo sami prowadzicie taki zdrowy tryb życia, dajcie znać. Wszelkie sugestie i opinie mile widziane :)

 

Lubisz tu zaglądać i chcesz być na bieżąco z nowymi postami? Zacznij śledzić bloga na Bloglovin, dołącz do mnie na Facebooku lub Instagramie, a jeśli chcesz mieć dostęp do unikatowej treści, zapisz się do Kameralnego Newslettera :)

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




Podobne wpisy