fbpx

Wystarczy trochę mniej

by Dorota Zalepa
23 komentarze

Przez te ostatnie lata, w których starałam się żyć bardziej uważnie i czerpać radość z prostych i drobnych rzeczy, nauczyłam się, że wiele spraw rozchodzi się tak naprawdę o to, by robić czegoś trochę mniej lub trochę więcej. To taki trening dla duszy, ciała i umysłu, który pozytywnie przekłada się na mojej życie. Nie skaczę na głęboką wodę, nie zarzekam się, że czegoś już nigdy nie zrobię, można przyłapać mnie na tak zwanych guilty pleasures, ale za każdym razem, gdy włożę odrobinę wysiłku w to, by moje życie było pełniejsze, otrzymuję z nawiązką.

 

 

Mniej życia przeszłością i przyszłością, a więcej dostrzegania tego co tu i teraz

 

Chyba każdy z nas doświadczył trudnych momentów. Takie jest życie, składa się ze wspaniałych chwil, ale także trudnych doświadczeń, które mogą nas ubogacić i wpłynąć na to kim jesteśmy. Czy są w życiu jakieś sprawy, których żałuję? Najchętniej odpowiedziałabym że nie, ale oczywiście są decyzje, których bym teraz nie podjęła, bo jestem mądrzejsza, dojrzalsza, bardziej asertywna. Ale nie wracam do przeszłości, bo i tak nie jestem w stanie jej zmienić. Wyciągnęłam wnioski i żyję życiem, które mam teraz. Przeszłość zostawiam w tyle.

Lubię planować. Plany sprawiają, że mogę bardziej zorganizować swoją pracę. Wypisałam sobie nawet marzenia, które chciałabym spełnić, ale nie trzymam się ich sztywno, tylko korzystam z tego co przynosi mi życie. A marzenia…. no cóż, byłoby cudownie gdyby wszystkie się ziściły, ale nie będę płakać, jeśli któreś zostanie pominięte. Będę nadal marzyć!

 

Mniej pośpiechu, więcej spowolnienia

 

Wpadam czasami w wir pracy, rozpoczynam wiele projektów jednocześnie i żyję w biegu. Na krótką metę taki tryb życia jest nawet ciekawy, bo dużo się dzieje, ale potem potrzebuję chwili zwolnienia. Muszę zatrzymać się, odetchnąć, pobyć w ciszy, znaleźć czas na dla siebie. Potrzebuję równowagi. Chcę zjeść spokojny posiłek, poczytać książkę, napić się gorącej herbaty, wziąć długą kąpiel. Potem znowu mogę na chwilę przyspieszyć.

 

Mniej niezdrowego jedzenia, więcej slow food

 

Od kilku lat zwracam uwagę na to co jem. Kupuję mniej przetworzone produkty, z dobrym składem na etykiecie (tutaj macie dwa poradniki konsumenta – część 1 i 2), lokalne wyroby, gotuję w domu, ograniczyłam mięso, cukier, kawę i alkohol. Oczywiście zdarza mi się zjeść na mieście, zamówić pizzę, czy pofolgować sobie na wyjeździe, to także jest dla mnie element życia w rytmie slow. Potrafię od czasu do czasu odpuścić, zjeść pyszny kawałek ciasta z kawą w ulubionej cukierni. Staram się zawsze patrzeć na jakość jedzenia, ale nie popadam w skrajności. Na wyjeździe we Francji skosztowałam wielu pysznych deserów i zupełnie tego nie żałuję. Gdy wracam do domu, na nowo planuję zdrowe i zbilansowane posiłki oparte o warzywa, produkty pełnoziarniste i ryby.

 

Mniej rzeczy, więcej doświadczeń

 

Slow life to dla mnie odwrót od konsumpcyjnego życia. To umiejętność odmawiania sobie wielu rzeczy, począwszy od ubrań, a skończywszy na kosmetykach i książkach. Nie podążam za trendami, wolę mieć mniej ubrań w szafie, ale lepszej jakości, niż wiele nowości, które przejdą do historii po kilku tygodniach. Nie kupuję także nowości kosmetycznych, dopóki dopóty nie zużyję poprzednich. Wolę kupić książkę z drugiej ręki (ostatnio doszły dwie pozycje ze slow bazaru, który pojawia się na grupie raz na miesiąc lub dwa), korzystam z biblioteki. Mam swoje słabości, lubię kupić sobie coś nowego na wyjazd, czy sprawić sobie nowy gadżet do pracy, w końcu pieniądze są też po to, by umieć z nich umiejętnie korzystać. Staram się jednak zachować umiar, bo wiem, że nigdy nie zaspokoję wszystkich swoich pragnień, wciąż pojawiają się nowe.

 

Mniej rzeczy w domu, więcej przestrzeni

 

Z pozbywaniem się nadmiaru nie mam zupełnie problemu. Mam niewielkie mieszkanie i nie chomikuję rzeczy. Oddaję też nietrafione prezenty, sprzedaję lub oddaję ubrania, które się nie sprawdziły, nie przywożę pamiątek z podróży. Dzięki temu w moim mieszkaniu panuje przestrzeń i łatwiej utrzymuję porządek. Wszystko ma swoje miejsce i przeznaczenie. Nie lubię kupować rzeczy, które są na jeden raz albo tylko do zdjęć, muszę im znaleźć odpowiednie przeznaczenie. Nie mówię, że u mnie zawsze panuje idealny ład, zdarzają się momenty, kiedy jest rozgardiasz, ale utrzymanie porządku w niezagraconej przestrzeni jest znacznie prostsze. Dużo szybciej idzie mi sprzątanie, gdy mam mniej ozdób, mebli, bibelotów, pamiątek.

 

Mniej Internetu, więcej czasu offline

 

To jest dla mnie bardzo trudno zadanie, bo moja praca polega na tym, by być online. Ale staram się wygospodarować czas w tygodniu i w ciągu dnia, by być poza zasięgiem. Zauważyłam też, że często mimowolnie, bez wyraźnej potrzeby włączam Wi-Fi i sprawdzam media społecznościowe i bloga. Wytworzył się z tego pewien nawyk, nad którym pracuję. Staram się też w trakcie wakacji jak najmniej pracować, choć wrzucam zawsze zdjęcia na Instagram czy Facebook, bo zdaję sobie sprawę, że jest to znacznie ciekawsze niż zdjęcia kawy w domu. Szukam jednak odpowiedniego balansu.

 

Mniej jeżdżenia samochodem, więcej ruchu

 

Aktywność fizyczna jest dla mnie bardzo ważna. Moja praca polega na spędzaniu długich godzin w pozycji siedzącej, która źle wpływa na funkcjonowanie organizmu. Dlatego codziennie wychodzę na spacer, biegam dość regularnie, robię trening siłowy w domu, a zimą chodzę na siłownię. Wykorzystuję różne sposobności na to by się poruszać. Jeśli idę na basen, to poświęcam 30 minut na intensywne pływanie, latem zabieram ze sobą na plażę badmintona, a gdy spaceruję robię szybszy marsz. Dzięki temu czuję się lepiej, mam więcej siły, a moja praca jest bardziej efektywna.

 

Mniej hałasu, więcej wyciszenia

 

Napływ informacji w dzisiejszych czasach jest ogromny – telewizja, radio, Internet, media społecznościowe, blogi. Mamy dostęp do wielu źródeł, możemy czerpać wiedzę nie wychodząc z domu. Ze względu na to, że nie zawsze docierające do nas informacje, które są sprawdzone, musimy znaleźć sposób na to, by odsiać to co nieistotne i wyłapać to co dla nas ważne. Czasami przypominają one hałas, który nie wnosi nic dobrego do naszego życia. Dlatego tak ważne są chwile wyciszenia. Spacer w lesie, bez słuchawek na uszach, umiejętność wsłuchania się odgłosy przyrody i w siebie, w rytm bicia swojego serca, modlitwa w formie medytacji. To momenty, które sprawiają że łapię równowagę i dystansuję się od mediów.

 

Mnie telewizji, więcej kultury i sztuki

 

Uwielbiam przeglądać albumy fotograficzne, kocham dobrą muzykę i ciekawe książki. Choć rodzinne wieczory filmowe to już nasz weekendowy rytuał, bardzo ograniczyłam oglądanie telewizji w ciągu tygodnia, na korzyść czytania książek. Zapalam sobie świeczkę, robię gorącą herbatę i czytam. Te chwile są dla mnie bardzo wyciszające i pozytywnie wpływają na pracę mózgu. Czytanie rozwija, wzbogaca słownictwo i sprawia, że nasz mózg wolniej się starzeje.

 

Mniej zajętości, więcej czasu dla siebie i bliskich

 

Trend zajętości nadal trwa, ale bardzo cieszy mnie fakt, że slow life i uważne życie staje się coraz bardziej popularne. Umiejętność rezygnacji i dokonywania właściwych wyborów to sztuka, której warto się nauczyć. Z jednej strony staram się wykorzystywać okazje, które podsuwa mi życie (projekt Jestem na TAK), ale z drugiej strony znam swoje priorytety i rezygnuję z zadań, które pozbawiają mnie czasu dla siebie i bliskich.

 

Wyznaję zasadę małych kroków w wielu dziedzinach. Są bardziej przemyślane i trwalsze. Nie muszę podejmować radykalnych decyzji, mam czas na oswojenie się z nową sytuacją, skupiam się zawsze na pierwszym kroku, nie wybiegam daleko w przyszłość. Duże zmiany przyjdą z czasem, wystarczy zacząć od tego by zrobić czegoś trochę mniej lub trochę więcej, to będzie dobry początek. A jak to jest u Was? Są rzeczy, z których potraficie całkowicie zrezygnować, czy raczej wprowadzacie drobne zmiany w swoim życiu. Czego robicie mniej?

Jeśli podobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej. Dziękuję! :)




Podobne wpisy